karzeldownW poszukiwaniu sacrum i wiary po Bogu – Jolanta Janiczak i Wiktor Rubin wyprowadzili publiczność na manowce.

Inscenizacja sztuki Karzeł, Down i inne żywioły powstała jako kooperacja Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia w Krakowie i Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi. Premiera miała miejsce właśnie podczas Festiwalu i na dobrą sprawę na tym jednym krakowskim razie twórcy powinni zakończyć prezentowanie spektaklu szerszej publiczności – i tak większość wychodzi w połowie. Podobno autorka tekstu Jolanta Janiczak i reżyser Wiktor Rubin spodziewali się takiej reakcji. Widzów z Małej Sali Nowego wypędziło jednak nie nagromadzenie ekstremalnych i kontrowersyjnych bodźców (jak zapewne zakładali twórcy), ale zwykła nuda.

Zapowiadało się interesująco. Mała Sala Nowego zabudowana była kilkupoziomowymi podestami, między którymi ustawiono różnego rodzaju siedziska, z których część zarezerwowana była dla aktorów. Brak jednoznacznej granicy między sceną, a widownią  dawał nadzieję na  zaangażowanie tej drugiej w akcję. Szybko jednak okazało się, że poza przymusowym wyczyszczeniem butów pluszowym rękawem aktora i poczuciem bycia piątym kołem u wozu, nie ma na co liczyć.

Na początku wydarzenia na scenie układają się w jako tako logiczną historię: oto zrodzony z matki-pijaczki i ojca-oprycha Karzeł trafia pod opiekę samotnej i starej sąsiadki, której mąż-charyzmatyczny generał  przebywa wiecznie poza domem. Z tego dziwnego związku rodzi się upośledzony chłopiec – Down… i wtedy się zaczyna.: Karzeł idzie na front, Down wstaje z wózka i walczy o swoje.  Rozkręca się gonitwa symboli oraz wyświechtanych haseł na temat współczesnej wiary w kraju i za granicą; sytuacji społeczno-politycznej w świetle nie naszych wojen, w których zabijają, gwałcą i giną nasi żołnierze; cierpienia chorych i ułomnych wykluczonych ze społeczeństwa. Podczas pierwszych kilkunastu minut spektaklu w ramach opowieści o irracjonalnym poszukiwaniu sacrum, widzowie dostają tak poharataną i słabo wymieszaną porcję cyrkowych gagów, gołych tyłków, błota prawdziwego i obyczajowego, próśb i gróźb z użyciem broni, że nie pozostaje nic innego, jak tylko wyjść z teatru, nie czekając do końca tego przedsięwzięcia. Bo na scenie nie wydarzy się nic z czego (choć z refleksją i trwogą, to jednak codziennie i wszyscy) nie śmialibyśmy się w internecie.

Na koniec tego wszystkiego doskonale pasowałoby zdjęcie z ataku na Osamę bin Ladena, którym niechlubnie ostatnio zasłynęły telewizyjne Wiadomości, tylko Hillary Clinton powinna mieć twarz Matki Boskiej Częstochowskiej.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
63pippi
Pippi Langstrumpf w Teatrze Nowym – recenzja (foto)
Dziady_1_fot._Jakub_Wittchen
XXI MFSPiN: Dziady – recenzja
IMG_0259
Letnia Scena: Kabaret Ponurego Żartu (foto)
1 Komentarz
  • and
    26 lutego 2013 at 13:01

    zupełnie idiotyczna recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*