Cieszy, że łódzkie teatry lalek zwracają się także w stronę starszego widza. Nie tak dawno Teatr Pinokio zaproponował „Bruno Schulz. Historia występnej wyobraźni”. 5 lutego premierę w Teatrze Arlekin miała „Janulka” według Stanisława Ignacego Witkiewicza.

   
Janulka, córka Fizdejki. Pannica zacna i piękna, pragnąca miłości – księcia, ale nie takiego z bajki. Władzy, siły. Nie wszystko tu jest tak, jak powinno. Absurd i groteska, toż to sam Witkacy!

Od strony formalnej do spektaklu nie można mieć jakichkolwiek zarzutów. Muzyka grana na żywo. Z lekka efekciarskie wykorzystanie rzutnika. Dodatkowo ciekawy pomysł na postacie – każdy z aktorów gra dwóch bohaterów. Nawet wszelaka hiperbolizacja z czasem nie drażni, taka jest konwencja.

Treściowo bywa różnie.  I tu może tkwi sedno. Mistyfikacja Witkacego trwa nadal, a widz uświadamia sobie, że słowny bełkot zawsze będzie słownym bełkotem. Ale to nic, ogląda się przyjemnie. Całość trwa nieco mniej niż godzinę. Warto się wybrać, poczuć nutkę absurdu, nie zobowiązująco. Tylko aby przeżyć, bez zagłębiania się w treść, która jest dość oczywista, jednak nie zaskakująca. Ot – krytycyzm świata.

Wydaje się, że Teatr Arlekin zrobił jeden błąd. Idąc tropem Teatru Pinokio powinien w tytule umieścić nazwisko Witkiewicza. O wiele więcej potencjalnych widzów zdobyłby spektakl, gdyby przeczytano, iż w Arlekinie grany jest „Witkacy. Janulka”, niż sama „Janulka”.

  
Janulka Janulka Janulka
Janulka Janulka Janulka

  

Zobacz także:

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
tape_20121228_1329044629
Tape w Teatrze Nowym – recenzja
shopping_and_fucking_20121123_1653994258
31 FST: Shopping & Fucking – recenzja
IMG_4347
LS 2015: Shirley Valentine (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*