jafŚwiat marnieje… a wraz z nim kultura, której źródło tkwi między innymi w teatrze, będącym podstawą wzniosłości sztuki oraz miejscem jej sensu. Cóż ma począć doświadczony, w podeszłym wieku, wspaniały oraz kiedyś doceniany aktor, niebędący w stanie zostać zrozumianym przez współczesnych, młodych ludzi pretendujących do bycia nowymi reżyserami, artystami?

Cóż ma począć, musząc w prymitywnym castingu ubiegać się o dostanie niezwykle potrzebnej i ważnej dla niego roli? Cóż ma począć, kiedy przyszli artyści, teraz stawiający pierwsze kroki w teatrze, nie doceniają jego kunsztu oraz warsztatu aktorskiego? Czy istnieje chociaż potencjalna szansa, by teraźniejszość dała sobie szansę na doświadczenie prawdziwej i wzniosłej sztuki, posiadającej wartościową treść, która wpłynęłaby do głów oraz rozumów jej odbiorców?

Wszystkie powyższe pytania — i nie tylko, bowiem ich ilość jest znacznie większa — posiadają swoje źródło w sztuce Ja, Feuerbach wystawionej gościnnie przez warszawski Teatr Ateneum, 22 kwietnia na scenie Teatru Muzycznego w Łodzi. Tekst niemieckiego dramatopisarza oraz reżysera — Tankreda Dorsta, podjął przedstawienia oraz zagrania tytułowej roli Piotr Fronczewski. Wielkości oraz wspaniałości jego aktorstwa nie należy w żadnym wypadku podważać. Pozostaje ona nieskazitelna, zaś po roli Feuerbacha, status Piotra Fronczewskiego jedynie się umacnia i przytwierdza w podwaliny polskiego teatru.

Nie ma nic piękniejszego od mówienia w teatrze o teatrze — jego roli w społeczeństwie, kondycji, poetyce oraz funkcjonalności. Niestety, po raz kolejny przypomina nam się, że jego sytuacja jest tragiczna. Przyczyna tego leży w nas samych — tych, którzy tworzą i nieszczęśliwie mają wpływ na destrukcję teatru oraz upadek jego znaczenia.

Po siedmiu latach przerwy, aktor Feuerbach, pragnie powrócić na teatralną scenę. W tym celu stawia się na casting do teatru, gdzie za wszelką cenę pragnie zaprezentować swoje ponadprzeciętne zdolności — prawdziwy kunszt aktorski. Od samego początku skazany jest na ciągłą walkę o swój status. Przed asystentem reżysera, któremu usilnie chce się zaprezentować, zaś ten nie znajduje dla niego czasu, próbuje przedstawić swoje umiejętności. Sytuacja ta staje się dla Feuerbacha wręcz kompromitująca — on, wielki oraz sławny aktor musi prowadzić bezskuteczną walkę na niezwykle niskim poziomie z asystentem, reprezentującym młode pokolenie, który nie jest w stanie zrozumieć motywacji Feuerbacha. Wręcz nie podejmuje próby jego wysłuchania, zainteresowania się wielkością jego postaci. Nie zdaje on sobie sprawy jaki artysta ubiega się za jego pośrednictwem o łaskę przyznania mu jednej roli.

Następuje bezduszny oraz rozpaczliwy zgrzyt. Relacja mistrz-uczeń zostaje zatracona. Brak jakiegokolwiek szacunku dla doświadczonego artysty, od którego zwykły asystent, chcący zostać reżyserem, mógłby uzyskać kopalnię bezcennych rad. Nie zdaje on sobie sprawy z tego, iż stoi przed nim mistrz, który chętnie poprowadziłby go świecie teatru. Młody mężczyzna odrzuca cenne komentarze Feuerbacha, dotyczące artyzmu oraz magii sceny: potęgi ciszy teatru, która unicestwia czas, wyzbycia się całej dotychczas zdobytej wiedzy, by móc w pełni zaangażować się w rolę, wizji, którą należy przyjąć z pokorą i bezwzględnie się jej poddać, by w końcu powiedzieć, że teatr to przede wszystkim rozwijanie egzystencji.

Wiedza, zaangażowanie oraz emocje Feuerbacha odbijają się o mur postawiony przez bezrefleksyjność, zamknięte umysły oraz brak wyobraźni młodych, która nie jest w stanie percypować artyzmu teatru oraz jego pierwotnego piękna. Scenę teatralną są skłonni zamienić w cyrk oraz bezczelny prymitywizm.

Ja, Feuerbach nie daje nam iskierki nadziei na poprawę losu i stanu teatru. Jesteśmy pozostawieni z fatalną wizją kondycji sztuki, która tak naprawdę została już zrealizowana. Nie istnieje jakakolwiek perspektywa na próbę ocalenia jej podstawowych wartości. Jednak uważam, że nie jesteśmy całkowicie skazani na utratę prawdziwego sensu sztuki. Przykładem na to jest wielkość aktorstwa Piotra Fronczewskiego oraz fakt wystawiania sztuk pokroju Ja, Feuerbacha. Nie zatraćmy magii, piękna i sensu teatru!

Tankred Dorst Ja, Feuerbach (Ich, Feuerbach)
Reżyseria — Piotr Fronczewski
Scenografia — Marcin Stajewski
Premiera — 2 lutego 2013 r. w Teatrze Ateneum w Warszawie

Występują:
Aktor Feuerbach — Piotr Fronczewski
Asystent reżysera — Grzegorz Damięcki
Kobieta — Maria Ciunelis

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
fst
33 FST: Przypadek Klary – recenzja
IMG_3926a
DekAmore w Teatrze Arlekin – recenzja
63pippi
Pippi Langstrumpf w Teatrze Nowym – recenzja (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*