iwonakSurowość, figlarność, infantylność to bieguny, na których została rozpisana „Iwona, księżniczka Burgunda” w realizacji studentów wydziału aktorskiego łódzkiej Szkoły Filmowej pod dowództwem Anny Augustynowicz. Co za tym idzie – jest trochę dobrze i jest trochę źle.

„Iwona” w dużej mierze urzeka i hipnotyzuje. Surowe, ascetyczne wnętrze jednej z sal EC1, a także oszczędność i prostota scenografii oraz kostiumów (Waldemar Zawodziński i Katarzyna Zbłowska) wydają się dobrze komponować z Gombrowiczowskimi tekstami, które same są na tyle barwne i kipiące, że nie potrzebują dodatkowych eksplozji. Na tym gruncie słowna i formalna żonglerka stworzona przez wielkiego mistrza może odpowiednio kwitnąć i prezentować się najpełniej (także samym aktorom pozwalając na wnikliwszą prezentację).

Studenci starają się wykorzystywać to z wdziękiem i czarem. Są zarówno posągowi jak i żartobliwi, obudowani pokrętną mieszanką zmanierowania i frywolności. To figurki, maski i pozy wypełnione ciastem smacznym i łechcącym. Szczególnie dobrze wypada królewska para (Aleksandra Bogulewska i Michał Floriańczyk) – barwna i wielowymiarowa, miękko i ciekawie całość prowadzi książę Filip (Konrad Eleryk), coś intrygującego jest też w migawkowo zjawiającej się Izie (Sabina Karwala) – zastygłej i groteskowej. Wisienkę na torcie stanowi natomiast niemy i rozbrajający Walenty (Oskar Stoczyński) z przyklejonym na stałe uśmiechem z pierwszych stron gazet; absurdalny, doklejony jak i jego uśmiech, ale tak ożywczy i czarujący.

Z drugiej strony w „Iwonie” duży problem generuje niestety postać tytułowa. W głównej mierze wina leżeć może w zamyśle reżyserskim. Kłopoty wynikają z infantylnego podziału: Anna Augustynowicz pragnęła ukazać Iwonę jako inną i obcą, jednak wyróżnienie jej przy pomocy tak banalnego przeciwieństwa jak czerń i biel wypada raczej zbyt banalnie. Iwony w tak prosty sposób odróżnić się nie da. Kontrast ten powinien rozbrzmiewać na subtelnościach, w warstwie głębsze, ukrytej gdzieś pomiędzy. Niedobrze jest serwować widzowi oczywiści na tacy, bo mogą ością utknąć w gardle. Przede wszystkim jednak Iwona wprowadzać powinna zamęt i ferment, burzyć i dworskie postaci napięciem nabijać niczym laleczki voodoo, jednocześnie pozostając przezroczystą i pustą (majestatycznie pustą). Tutaj jednak staje się bezwolna i stłamszona, mała, niemal pełzająca. Zamiast górować – daje się przestawiać z miejsca na miejsce, z kąta w kąt ciągać za rękę. Więc choć w Iwonie (Natalia Klepacka) coś zastanawia i rozczula, to brak jej mocy, która zrzucałaby maski.

Wielka to szkoda – szkoda zmarnowanego potencjału. Z jednej strony bowiem (o ironio) upupiło to Gombrowicza, z drugiej – samych aktorów, którym lekkości, giętkości i charyzmy nie da się odmówić. Temu ciekawemu zespołowi pozostaje więc życzyć reżyserów, którzy zamiast prowadzenia ze rączkę, preferować będą dowolność pląsów.

Iwona, księżniczka Burgunda
Witold Gombrowicz
Reżyseria: Anna Augustynowicz
Scenografia i kostiumy: Waldemar Zawodziński i Katarzyna Zbłowska
Obsada:
Aleksandra Bogulewska – Królowa Małgorzata
Konrad Eleryk – Książę Filip
Aleksandra Frączek – Ciotka II/ Dama
Michał Floriańczyk – Król
Sabina Karwala – Iza
Natalia Klepacka – Iwona
Mateusz Kocięcki – Innocenty/Żebrak
Jakub Nosiadek – Szambelan
Damian Potębski – Cyryl
Daniel Sołtysiński – Cyprian
Oskar Stoczyński – Walenty
Joanna Zagórska – Ciotka I/Dama

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
fst
33. FST: Poza rzeczywistością – recenzja
Marzec_Lekcje-foto_Greg_Noo-Wak_20
Lekcje miłości w Teatrze Jaracza – recenzja
dwoje_biednych_rumunw_mwicych_po_polsku_20130318_1914866542
Letnia Scena: Dwoje biednych Rumunów… (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*