hotel_savoy_20120916_1934433628

Punkt graniczny pomiędzy Wschodem a Zachodem, dawnym skostniałym porządkiem a rewolucyjnym prądem nowości. Savoy to tylko jeden z przystanków historii. Przystanek przy ruchliwym niegdyś skrzyżowaniu nieustających zmian i uderzających kontrastów.

Czy jednak możemy jeszcze zrozumieć sens, wagę i następstwa okresu historycznych fluktuacji, rozdzielić to co sprzed i po grubą kreską, oczywistą granicą? Współcześni, teraźniejsi, jesteśmy świadkami zmian nieustających, zacierających coraz krótsze, niemal niezauważalne różnice mikroepok.

Stuletni Savoy to nieczytelne archiwum ludzkich emocji, historii, wspomnień. Ceglany grobowiec luksusu, kilkupiętrowej niemodnej gradacji względem pochodzenia i niezmiennie aktualnego podziału podług zamożności.

W niedostępnych wąskich korytarzach gdzieniegdzie zachowały się strzępy dawnych boazerii pokrytych grubą warstwą pistacjowej olejnej taniości, okaleczonych zardzewiałymi wkrętami, nośnikami źle oszlifowanych, dodanych po macoszemu luster.

Odrapane i zapomniane klatki schodowe wewnętrznego użytku, pełne są zaskakujących kontrastów, szmat uszczelniających luki w secesyjnych witrażach, cienkich niczym kartka papieru marmurowych stopni wytartych stuleciem pośpiesznych, czy ślamazarnie powłóczystych kroków.

Oddalając się od zawikłań i niezrozumiałych, nielogicznych połączeń służbowych pomieszczeń i korytarzy, ciasnota i pozorny niedostatek ustępują  przestrzeniom jasnym, szerokim, współczesnym wyobrażeniom hotelowego mitu.

W obliczu kartonowo-gipsowych sztukaterii, pseudosecesyjnych esów-floresów i wizualnie niestrawnych pastelowych odcieni żółci i fioletu pozostaje nam jedynie zatęsknić za odchodzącą płatami farbą, ceglanych szkieletem wyłaniającym się spod kruchego wiekowego tynku. Tęsknimy za tożsamością miejsca, wiarygodnością świadka, autentycznością teatru historii.

Wpleciony, gdzieś pomiędzy powyższe scenariusz stworzony na podstawie rothowskiej powieści, zbyt mało obecny, pełen efemerycznych scen, nijakich egzaltowanych dialogów, tekstów zbyt wzniosłych dla oddania minionej codzienności, bardziej przeszkadzał niż pomagał w odczytaniu hotelowej przestrzeni.

Wnętrze oswajane chaotycznie dobranymi, przypadkowymi dekoracjami, wątpliwie ozdobione kolorowymi taśmami wyznaczającymi trasy dla grup zwiedzających, pozostało jednak egzotycznym, niedostępnym fragmentem przeszłości odkrytym ot tak… przy okazji.

Więcej o Łodzi Czterech Kultur na Plastrze Łódzkim!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
25072013_033
Letnia Scena: Być jak Maria Janion – recenzja (foto)
IMG_9940
MFSPiN: Buda dla psa – recenzja
kaskada_1_20110829_1874039155
Kaskada w Teatrze Jaracza – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*