Tonacja_blue_fot._Bartek_Warzecha_2Czy uczucia permanentne i doszczętne bytują rzeczywiście w świecie? Czy poza krótkimi mignięciami, zespoleniami, spotkaniami dwie jednostki są w stanie zbudować relację, współistnieć, być jednym organizmem ze wspólnym krwiobiegiem?

„Tonacja blue” posiadała pokaźne ambicje odpowiedzenia na te pytania. Chciała mówić o Erosie, bo choć temat to już po tysiąckroć przemaglowany to wciąż aktualny, żyjący, palący i niejednoznaczny, nieuchwytny. Efekt końcowy jednak okazał się tylko balonem naprędce nadmuchanym, który pęka smętnie od jednego przekłucia.

Historia w zamyśle miała opierać się na ambiwalencji – z jednej strony dotykać tematów ważnych, czynić metafizyczne wycieczki, ukrywać pod płaszczem pytajniki, z drugiej – serwować je w quasi-kabaretowej formie. Pragnienia bycia fajerwerkami jednak sczezły na byciu zleżałą dekoracją na torcie, która straciła na efektowności. Środków było za dużo, ich obfitość może i dawała szansę na zaprezentowanie szeregu aktorskich umiejętności, ale poza tym nie przystrajała historii. Muzyczne wstawki, które przedstawienie miały kolorować, w rzeczywistości przywodziły na myśl mało urodziwy musical. Następujące po sobie sekwencje nie wciągały widza, były kolejnymi talerzami natrętnie serwowanymi, choć żołądek wcale nie domagał się jedzenia.

Różne postaci, ale wydarzenia wciąż te same, gesty tożsame, słowa na pamięć wyuczone, powtarzane w okolicznościach podobnych. Scenariusz się powtarza, wymieniają się tylko bohaterowie, ale pojedyncze jednostki nie mają znaczenia, są manekinami, na które nakłada się wyobrażenia. Zakochanie w idei, zakochanie w ułudzie, nigdy w prawdziwej tkance. Teatrzyk, od którego nie da się uciec, kłamstwo wdrukowane pod skórą. Bieg z przeszkodami w celu spełnienia, nakarmienia się choć okruchami czułości. Ale na mecie można znaleźć tylko pustkę, samotność i nienasycenie. Szkoda, że „Tonacja blue” IV roku wydziału aktorskiego Akademii Teatralnej maraton ten pokonała na chyboczących się szpilkach, po drodze zaliczając parę upadków. Z krwią na zdartych kolanach wymieszało się konfetti.

Tonacja_blue_fot._Bartek_Warzecha

TONACJA BLUE
Na podstawie „The blue room” Davida Hare’a
Przekład: Małgorzata Semil
Reżyseria: Marcin Hycnar (IV r. WR AT)
Scenografia i kostiumy: Martyna Kander
Kierownictwo muzyczne: Mateusz Dębski
Światło: Karolina Gębska
Choreografia: Szymon Osiński
Asystent reżysera: Mateusz Olszewski (I r. WR AT)
Projekcje multimedialne: Dawid Kozłowski
Wideo: Michał Pukowiec, Kuba Wietrzyk
Zespół muzyczny w składzie: Mateusz Dębski (fortepian), Mateusz Olszewski (saksofon), Łukasz Owczynnikow (kontrabas)
 Obsada: Joanna Derengowska (Dziewczyna), Ewa Jakubowicz (Służąca), Angelika Olszewska / Monika Mara (Mężatka), Paulina Szostak (Modelka), Julia Trembecka (Aktorka), Stefan Pawłowski / Tomasz Olejnik (Taksówkarz), Kamil Mrożek (Student), Filip Kosior (Polityk), Bartosz Wesołowski (Dramatopisarz), Karol Dziuba (Arystokrata)

/fot. Bartek Warzecha

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
a2011-09-25_13-41-17
Zakochany Miś w Teatrze Piccolo (foto)
miedzynamidobrzejest
34. FST – Między nami dobrze jest – recenzja
IMG_3926a
DekAmore w Teatrze Arlekin – recenzja
1 Komentarz
  • Babel
    15 maja 2014 at 02:13

    Ale beznadziejna recenzja, zadnych konkretow, tylko ogolne frazesy zeby dopieprzyc, a mnie sie spektakl bardzo podobal.. Zakompleksieni krytycy

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*