Koo_kwintowe_fot._Katarzyna_Chmura-CegiekowskaZima stulecia. Dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Na drodze krajowej numer 8, przewrócony tir blokuje przejazd. Wszyscy podróżujący zmuszeni są spędzić noc w wiejskiej szkole podstawowej.

Przypadkowe spotkanie jedenastu osób staje się okazją do zastanowienia się nad swoim życiem, jego celowością i tym, czy ono jest wartościowe. Bohaterowie z każdą minutą coraz bardziej uzewnętrzniają się, zrywają maski i pokazują swoje prawdziwe oblicze. W czterech ścianach sali gimnastycznej ujawniane są tajemnice, jest płacz i krzyk. Aż noc mija i znów każdy pójdzie w swoją stronę, lecz już nie taki sam.

W spektaklu Aleksandry Popławskiej przeszłość miesza się z teraźniejszością. Postacie, chociaż z pozoru ułożone (biznesmen, zakonnica) czy sztywne, poważne, jak żona dyrektora, nie uporały się z dawnymi zdarzeniami. Ciągle tkwią w nich lęki i prześladują złe wspomnienia. Przymusowy pobyt w szkole jest dla nich w pewnego rodzaju psychoterapią, grzebaniem się we własnej tożsamości.

Scena teatralna została zaaranżowana na salę gimnastyczną. Znajduje się tam kosz do gry w koszykówkę, drabinki i materace. Jest też stół z krzesłami i umywalka. Bardzo dobrym pomysłem było zastosowanie ekranu, na którym wyświetlane są obrazy zimy. Ich idealnym dopełnieniem jest muzyka, momentami energetyczna, a innym razem spokojna, stonowana. Aktorzy poruszają się w jej rytm. Reżyserka nadała postaciom nazwy gam muzycznych. I tak na przykład zrezygnowana, zamknięta w sobie zakonnica, marząca o wielkiej miłości to A–moll, a niezwykle nerwowy kierowca tira, E-moll (w tej roli znakomity Kamil Mróz). Nazwy bohaterów oddają ich temperament.

Koo_kwintowe_fot._Katarzyna_Chmura-Cegiekowska_2

Jeżeli chodzi o aktorstwo, to studenci krakowskiej PWST poradzili sobie doskonale. Każda z ról była charakterystyczna, wyrazista, mocno nakreślona. Część osób przez większość czasu przebywa na scenie. Widz nie ma jednak nieprzyjemnego wrażenia rozproszenia, wszystko jest spójne. Młodzi ludzie nawet na chwilę nie przestają grać. W czasie, kiedy swoje monologi wygłaszają inni bohaterowie, ich twarze nadal są skupione, nie wychodzą z roli. Świetnie posługują się także mimiką.
Na szczególną uwagę zasługują Lena Schimscheiner, jako Cis – moll i wspomniany już Kamil Mróz (E – moll). Jego nadpobudliwy dresiarz, kochający nade wszystko własne auto, jest najlepszą kreacją aktorską w tym spektaklu.

,,Koło kwintowe’’ jest przedstawieniem na wysokim poziomie artystycznym. Wszystko tu ze sobą współgra: muzyka, obrazy wyświetlane na ekranie, scenografia, gra aktorska.  Warto obejrzeć tę sztukę, bo łączy w sobie zarówno głębokie treści jak i humor, który oswaja trudne tematy, a tych przecież w spektaklu nie mało, począwszy od złodziejstwa, przez niechcianą ciążę, aż do zdrady. Dzięki temu, widz może zastanowić się nad pewnymi sprawami razem z bohaterami, ale także po prostu się pośmiać.

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie

Na podstawie „Koła kwintowego” Szymona Bogacza
Reżyseria, adaptacja, opracowanie muzyczne: Aleksandra Popławska
Scenografia: Paula Grocholska
Kostiumy:  Adam Kasjaniuk
Muzyka: Maria Janicka
Projekcje: Mateusz Kucharski
Asystent reżyserki: Adam Kasjaniuk
Warsztaty z ruchu scenicznego: Tomasz Wesołowski

Obsada: Alicja Karluk (A-MOLL), Anna Paruszyńska (ES-MOLL), Ewa Porębska (FIS-MOLL), Lena Schimscheiner (CIS-MOLL), Maciej Charyton (H-MOLL), Marek Grabiniok (AS-DUR), Mikołaj Jodliński (G-MOLL), Kamil Mróz (E-MOLL), Michał Nowak (D-DUR), Damian Strzała (D-MOLL), Kosma Szyman (E-DUR)

fot. mat.pras – Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kiedy-harry-poznal-sally
Kiedy Harry poznał Sally – recenzja
Mayday 2 w Powszechnym (recenzja, foto)
single-po-japonsku
Single po japońsku – recenzja
1 Komentarz
  • zuzia
    17 maja 2014 at 16:37

    Matko święta, kto to pisał? Poziom gimnazjalnej recenzji szkolnej. “Świetnie posługują się także mimiką.”. To jakby napisać o autorze książki, że świetnie posługuje się przecinkami! “ich twarze nadal są skupione, nie wychodzą z roli.” – a gdzie miałyby “wyjść” te twarze? Co za żenada

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*