W ramach tegorocznego, XXV Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych mogliśmy zobaczyć prapremierę Teatru Powszechnego w Łodzi „Ferragosto” w reżyserii Adama Orzechowskiego. Rok 2019 został uchwalony przez Sejm rokiem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. To właśnie z myślą o setnej rocznicy urodzin pisarza powstał spektakl – by uczcić jego pamięć i jeszcze raz spojrzeć w jego twórczość.

Gustawa Herlinga-Grudzińskiego poznajemy już jako emigranta, który obraca się wśród włoskich kręgów literackich. Choć u jego boku jest żona i córka, to jednak odizolowany od szerszej rodziny i społeczeństwa, sam na sam zmaga się z własnymi przemyśleniami, twórczością. Środowisko w którym się znajduje nie potrafi zrozumieć i docenić to, co pisarz ma im do przekazania. Gustaw wyraźnie zaznacza, że jest po stronie opozycji antykomunistycznej, sam zresztą był więźniem sowieckiego łagru i brał udział w bitwie pod Monte Casino.

Zacznijmy jeszcze raz. Tytułowe Ferragosto to święto obchodzone przez Włochów w dniu 15 sierpnia, dzień wolny od pracy. Wtedy też włosi masowo wyjeżdżają z miast, by odpocząć od zgiełki, bolączki strasznych upałów. Pierwsza scena jest bardzo wymowna – bohater (w rolę Herlinga-Grudzińskiego wcielił się Przemysław Chojęta) trzyma w rękach wielką bryłę lodu. Lód tak krystalicznie czysty, że aż można się w nim przejrzeć i spojrzeć w głąb samego siebie. Rozpacz, pustka, próżnia, utrata tego co najcenniejsze – wszystko to towarzyszy naszemu bohaterowi. Bryła rozpada się na kawałki – jak człowiek istota krucha, nieporadna, zdana na łaskę własnego losu i tego co jest mu pisane. A pisarz prawie sam w opustoszałym miasteczku, w pokoju hotelowym dręczą go własne myśli, wspomnienia i strach przed własnym życiem, przed losem ojczyzny. Bryłą lodu twórca próbuje schłodzić zarówno fizyczną bolączkę związaną z upałem, jak i psychiczny ból związany z tęsknotą za ojczyzną. Mówił , że znajduję się poza czasem, gorączka jest nie do wytrzymania. Uwolnić się od trosk i niepokoju wobec zniewolonej ojczyzny, w której to władzę sprawują komuniści, pod płaszczem pozoru, przejęcie władzy z woli ludu.

Święta Ferragosto jest punktem wyjścia dla całej sztuki, kluczem do tego, by nawet w najcięższych, najbardziej ekstremalnych warunkach nigdy nie zwątpić w to, co się wierzy, nie dać się otumanić, nie być marionetką w rękach Sowietów.

Herling-Grudziński do końca wierzył, że postępować można moralnie w każdych okolicznościach. Nawet, kiedy jego brat przyjeżdża w odwiedziny, by namówić go do zrzeczenia się praw do ojcowskiej ziemi. „I tak są to nieużytki a przynajmniej nasi rodacy będą mieli gdzie pracować”.

Ziemie, które przed wojną były gospodarczo rozwinięte teraz są ograbiane prze armię radziecką.

Właśnie ta scena – spotkania z bratem przy jego rodzinnym stole, ukazuje ciekawy sposób narracji. W filmie mówimy o stop klatce i bezpośrednim się zwróceniu aktora do kamery, tu jest wystąpienie do widza i zwięzła opowieść o tym, co się wydarzy później, jakie będą dalsze relacje z bratem, co się z nim stanie. Taki zabieg często pojawia się w trakcie spektaklu, co oczywiście jest na plus, pozwala bliżej poznać bohatera i jego wielowątkowe losy.

Warto zaznaczyć, że całe przedstawienie utrzymane jest w podobnej konwencji, napięcie buduje nie tylko dobra gra aktorska (mocne przejmujące sceny jak np. ta z seansem spirytystycznym – przywołanie zmarłej żony Krystyny i ukazanie wielkiej szaleńczej miłości jaka zaszła między nimi, wszystkie sceny z aktorką grającą Krystynę – Karoliną Łukaszewicz są pełne emocji, mogą poruszyć nawet najbardziej skamieniałe serca. Również doskonale pasuję do klimatu skomponowana muzyka przez Marcina Nenko (wcześniejsza kooperacja z Adamem Orzechowskim do „Tanga” )

Na atmosferę przedstawienie wpływ mają również przyprawiające o dreszcz trzy postacie, jakby trzy demony przeszłości, które prześladują naszego bohatera. Wodzą za nos przywołując różne obrazy z jego życia, tym samym jednocześnie zmuszają go do zrobienia rachunku sumienia.

Marazm, koszmary oraz brak weny twórczej – demony wyśpiewując chóralne niczym kościelne pieśni (jedna ze scen nawiązuje do zmarłych trzech zakonnic) nie dają o sobie zapomnieć. Są jak odcisk na pięcie, który z każdym krokiem coraz bardziej boli, wręcz krwawi. „ Ciała zagłady, ciała krzywdy, przyjdą gromadą”.

Nie rozumiał Polaków, którzy mając do wyboru śmierć albo życie przechodzili na komunizm, żeby uratować siebie, tylko im współczuł. Scena finałowa jest doskonałą interakcją między aktorami, a publicznością. W końcu tematem przewodnim tegorocznego festiwalu jest hasło: publiczność. Spotkanie z pisarzem po latach, oko w oko. Gdyby żył o co byśmy go zapytali? Jakie ma rady na dzielące nas losy Polski, mamy wybrać w którym uczestniczyć marszu, a może po prostu nie zapominać a strasznych losach jakie spotkała Polskę i nigdy do tego nie dopuścić?

/autorka recenzji – Ewelina Bałczewska

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
amok2
Amok – recenzja
komisariat
Zwariowany komisariat – recenzja
24082012_027
Szpera 42 w Teatrze Szwalnia (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*