Teatr20Dramatyczny20w20Wab3brzychu2023dziady120-20fot.20Piotr20Pb9czkowski20-20na20fotografii20Waldemar20Dyb3a#Dziady Kmiecika były dla mnie zaskoczeniem. Po pierwsze: to świetnie, że naprawdę dobry teatr ma szansę zagościć w Łodzi (w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych – wśród propozycji znalazły się między innymi Kupieckie kontrakty Miśkiewicza). Po drugie: Kmiecik ma 20 lat, a już potrafi zmierzyć się ze spuścizną polskiego teatru, co przy polskich tendencjach do mesjanizmu i gloryfikowana co poniektórych wieszczów, którzy niekoniecznie na to zasłużyli, jest nie lada wyzwaniem.

Otóż nowy spektakl młodego reżysera nawiązuje do pogańskiej tradycji rozprawiania się z przeszłością. Dziady, bo o tym mowa, to obrządek przywoływania duchów zmarłych, ukojenie ich wędrówki po zaświatach. Kmiecik, przywołując dawny zwyczaj, rozlicza się z polskim teatrem i z jego wybitnymi twórcami: Hanuszkiewiczem, Jarockim i Axerem. Kto młodemu zabroni? Ano nikt! I bardzo dobrze, ponieważ sztuka ta stanowi świeży powiew w teatralnej maestrii. Reżyser w sposób krytyczny podchodzi do obrośniętej już mitem historii rodzimego teatru, wytyka – ale nie obraźliwie– jak bardzo powierzchowne jest uwielbienie dla dawnych twórców. Między wierszami można wyczytać zarzut reżysera, jakoby historyczne spektakle (tu m.in. przytyk do Dziadów Dejmka) były wielkie, bo najzwyczajniej za takie właśnie uchodziły. To, że zapadły w pamięć kolejnym pokoleniom spowodowane było towarzyszącym wypadkom i emocjami, a nie genialnym warsztatem, czy misternie zbudowanej formie. Kmiecik pokazuje, że pora już iść dalej, pora odciąć się od monumentalnego teatru, który nie oferuje nic ponad wzniosłe emocje.

joomplu:50934

Reżyser genialnie bawi się formą, opanowując pozorny chaos w naprawdę czytelną i zwartą całość (co odebrałam z lekką ulgą, ponieważ jego poprzedni spektakl – Kto zabił Alonę Iwanowną – raził mnie przesytem wątków). To nie pierwszy spektakl, w którym Kmiecik klasykę literatury interpretuje na swój, bardzo zresztą luźny i oddalony od schematów, sposób.  Jest tu dużo nagłych zmian akcji, cztery postacie prowadzą jak gdyby oddzielne monologi, ale reżyser w odpowiednich momentach potrafi w gąszczu tym odnaleźć wspólny język bohaterów. Świetna gra Włodzimierza Dyły, Jerzego Gronowskiego, Rafała Kosowskiego i Czesława Skwarki dopełnia całości. Gdzieś obok tej bitwy najznakomitszych (powinnam to – nawiązując do przesłania spektaklu – wziąć w cudzysłów) polskich twórców teatralnych, widać kobietę, jakby ducha. Bawi się ona swoim ciałem, poznaje je, obserwuje. Wszystko to uwiecznia kamera, z której obraz widać na jednej ze ścian. Postać grana przez Sarę Celler – Jezierską nie ma prawa głosu, stanowi tylko tło dla wydarzeń.

Spektakl Kmiecika jest świeży, nonszalancki, ale chyba właśnie takiego teatru my, Polacy (jakkolwiek patetycznie to nie brzmi) potrzebujemy. Młody reżyser odważnie stawia czoła duchom przeszłości, by móc kłaść podwaliny pod nowe, bardziej eksperymentalne sztuki.

/fot. mat.prom.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Boska_komedia_2
Nowa Klasyka Europy: Boska Komedia i Raj – recenzja
fst
33. FST: Poza rzeczywistością – recenzja
8.208cmieszna20ciemno9ce620fot.20Reinhard20Werner
XXI MFSPiN: Śmieszna ciemność – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*