Duch Chanana wstępuje w ciało pięknej Lei. Egzorcyzmy dziewczyny zobaczyć można w najnowszym przedstawieniu wystawianym w Teatrze im. S. Jaracza. Premiera odbyła się 8 maja.

Tytułowy Dybuk to duch zmarłego, który wstępuje w ciało żyjącej osoby. Taki los spotkał piękną dziewczynę, Leę. W dzień jej zaślubin w jej ciało wcieliła się dusza nieżyjącego Chanana. Chłopak zmarł kilka dni wcześniej z żalu, gdy usłyszał że Lea, miłość jego życia, przeznaczona zostaje innemu. Dziewczynie Chanan również był bardzo bliski i to właśnie tęsknota za nim ułatwiła Dybukowi opanowanie jej ciała. Kluczową rolę w historii odgrywa ojciec Lei, który wiele lat wcześniej zawarł układ z przyjacielem, ojcem Chanana. Postanowili oni, że ich nienarodzone wówczas jeszcze dzieci zostaną małżeństwem. W ten sposób przypieczętowali los dwojga młodych. Po śmierci przyjaciela, ojciec Lei zapomina o obietnicy i ją łamie. Dybuk, wstępujący w ciało jego córki, jest poniekąd karą dla niesłownego ojca. Co się stało, nie może być jednak cofnięte, a jedynym sposobem na przepędzenie Dybuka, jest obłaskawienie duchów i „egzorcyzmy”.

Sztuka napisana została przez żydowskiego pisarza, Szymona An-skiego (Salomona Zainwela Rapoporta) w języku jidysz. Szczyt swojej popularności osiągnęła w ubiegłym wieku. Choć od tego czasu minęło już prawie sto lat, tematyka w niej poruszana jest nadal aktualna. Co więcej motyw nawiedzania pięknej dziewczyny przez ducha/szatana/diabła wykorzystywana była od tamtej pory wielokrotnie. Być może to właśnie odbiór sztuki przez pryzmat wcześniej widzianych produkcji filmowych (różnej klasy i jakości) sprawia, że sceny egzorcyzmów Lei wypadają nieco groteskowo.

Może być to również spowodowane wcześniejszym znużeniem widza. Przedstawienie długo się rozkręca, zanim dochodzi do meritum. Dwie i pół godziny z pewnością dałoby się zawrzeć w czasie o połowę krótszym.

Przedstawienie wystawione jest jednak w niezwykle profesjonalny sposób. Ciekawie zaaranżowana scena, dekoracje nie przytłaczają swoim nadmiarem, do stworzenia tła wykorzystane zostały najnowsze technologie. Wyświetlane rzutnikiem obrazy zawsze nawiązują klimatem i symboliką do akcji. Chyba najpiękniej wygląda Chanan podczas recytacji fragmentów „Pieśni nad pieśniami” stojąc jakby w środku róży, otoczony jej płatkami. Podczas egzorcyzmów za plecami aktorów pojawiają się znaki różnych alfabetów, nie dając widowni złudzenia jak wieloma językami mówi nawiedzona Lea.

Aktorzy wybrani do odtworzenia głównych ról są niezwykle wiarygodni. Zwłaszcza Agnieszka Więdłocha jako Lea daje popis swoich aktorskich umiejętności. Bez najmniejszych problemów przechodzi od skrajnych emocji, w każdej scenie pozostając autentyczną. Widownia może nawet zobaczyć prawdziwe łzy płynące jej po twarzy. Na scenie partneruje jej Marek Nędza z PWSFTviT. Dynamiczny i ekspresyjny mężczyzna w roli Chanana, stanowi idealną przeciwwagę dla pierwiastka żeńskiego, wprowadzanego przez Więdłochę. Razem tworzą Dybuka w ciele Lei – specyficzną postać złożoną z dwóch „dusz”. Wielkie brawa za stworzenie harmonijnej „całości”.

Pozostali aktorzy stanowią niestety jedynie tło dla głównej pary. Są nieco mdli i bez wyrazu. Dodatkowo ujednoliceni kostiumami o podobnej kolorystyce, nie zapadają w pamięć. Niektóre sceny, które w zamyśle realizatorów miały chyba robić przerażające wrażenie, są po prostu śmieszne. Absurdalne wydaje się wyczołgiwanie się ducha/ciała w całunie pośmiertnym z dziury w scenie. Aktor ubrany w mokrą poszwę wygląda bardziej jak wielka gąsienica, niezgrabnie wijąca się po podłodze.

Realizatorzy, pisząc o „Dybuku”  jako historii o honorze, sumieniu, miłości jako elementarnych sprawach w naszych życiach i  możliwości przeanalizowania tych „decydujących o naszym człowieczeństwie” spraw podczas przedstawienia, wyrazili się nieco na wyrost, dopisując ideologię do dość prostej opowieści. Problematyka przedstawienia w rzeczywistości jest dość oklepana. Przeznaczenie, miłość, złamane obietnice – wszystko to znaleźć możemy nawet w baśniach dla najmłodszych.

Dwie i pół godziny przedstawienia wywołują ambiwalentne uczucia. Nie są chyba jednak tego warte.


 

„Dybuk”

Autor: Szymon An-ski

Reżyser: Mariusz Grzegorzek

Realizatorzy:

scenografia – Mariusz Grzegorzek
kostiumy – Grzegorz Gonsior
reżyseria światła – Jolanta Dylewska
opracowanie muzyczne, akordeon – Leszek Kołodziejski
asystent reżysera – Katarzyna Brewińska
asystent scenografa – Ryszard Warcholiński

Występują:

Chanan – Marek Nędza (PWSFTviT)
Lea – Agnieszka Więdłocha
Reb Sender – jej ojciec – Mariusz Jakus
Frade – niańka – Zofia Uzelac
Reb Azriel – cadyk z Miropolu – Barbara Marszałek
Michael – jego “gabe” – Przemysław Kozłowski
Reb Szymszon – rabin z Miropolu – Aleksander Bednarz
Meszułach – posłaniec boży – Bogusław Suszka
Henoch – Andrzej Niemyt (PWSFTviT)
Menasze – narzeczony Lei – Mateusz Król ((PWSFTviT)
Nachman – jego ojciec – Piotr Krukowski
Reb Mendel – nauczyciel Menaszego – Mariusz Siudziński
Meir – szames bożnicy w Brynicy – Jan Hencz
I Sędzia sądu religijnego – Andrzej Głoskowski
II Sędzia sądu religijnego – Henryk Staszewski
I Baltan / Chasyd I; Garbus – żebrak; duch Nysena – Marcin Łuczak
II Baltan / Chasyd II – Krzysztof Wach
III Baltan / Chasyd III – Radosław Osypiuk
Dziadówka I – Dorota Kiełkowicz
Dziadówka II – Barbara Wałkówna
Dziadówka III – Grażyna Walasek
Basia – Joanna Janik
Gitel – Wioletta Kopańska

Fot. Teatr im S. Jaracza

Dybuk - Teatr im. S. JaraczaDybuk - Teatr im. S. JaraczaDybuk - Teatr im. S. Jaracza
PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Teatr20Dramatyczny20w20Wab3brzychu2023dziady120-20fot.20Piotr20Pb9czkowski20-20na20fotografii20Waldemar20Dyb3a
#Dziady Michała Kmiecika – recenzja
nakr_016
Na końcu tęczy Teatru Muzycznego (foto+wideo)
lsnie
Lśnie w Teatrze Nowym – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*