divashow26 października w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych przy ulicy Zachodniej odbyła się długo wyczekiwana premiera monodramu Kamila Maćkowiaka – Diva Show czyli monorewia osobowości borderline.

Spektakl ten to monodram w konwencji stand-upu. Choć pierwsze sceny przynoszą zwątpienie, czy monodram to aby na pewno dobre określenie. Bowiem występ zaczyna się bardzo efektownie, energicznie i zabawnie. Ale później nie jest już tak radośnie. Poznajemy historię 30-latka, który po latach cierpienia, zmagania się z problemami i samym sobą, postanawia zrealizować swoje największe życiowe marzenie, a przy tym całkowicie obnażyć się emocjonalnie. Zabiera widzów w podróż do przeszłości.

Bohater pochodzi z tzw. „zimnego chowu”, tzn. był wychowywany tylko przez matkę, która nie okazywała mu miłości, czułości, akceptacji, uważała go za swoją życiową porażkę. Z ojcem widywał się sporadycznie. Przebywając niemal wyłącznie w otoczeniu kobiet (matki, ciotek i sąsiadek), obserwując je i przysłuchując się ich rozmowom, bohater już od najmłodszych lat zmagał się ze stereotypowym wizerunkiem mężczyzny. Spektakl jest zatem swoistym studium męskości, tylko co oznacza bycie prawdziwym mężczyzną…? Bohater próbuje znaleźć odpowiedź na to pytanie, przez całe życie dąży do pewnego stereotypowego wzorca, lecz wciąż jest on niedościgniony.

30-latek nie jest zadowolony ze swojego życia, z tego kim jest dzisiaj. Przedstawia siebie jako przeciętnego, zwykłego i przegranego człowieka. Jest jednocześnie bardzo wrażliwy, narcystyczny i posiada niezmiernie niski próg odrzucenia. Poprzez brak akceptacji, bliskości, miłości odczuwa chroniczne uczucie pustki. To wszystko sprawia, że ma na siebie destrukcyjny wpływ. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na podtytuł monodramu – (…) czyli monorewia osobowości borderline.

W czasie spektaklu dowiadujemy się czego dotyczy to zaburzenie emocjonalne. Bohater przedstawia 10 objawów. Wystarczy rozpoznać 5 z nich, by móc postawić „pozytywną” diagnozę. Nie ulega wątpliwości, że agresywny mężczyzna z niestabilnym obrazem samego siebie, częstymi wahaniami nastroju i nieustanną obawą przed odrzuceniem ze strony otoczenia jest „książkowym” przykładem osobowości borderline.



 
Nasz bohater przez całe swoje życie próbował przypiąć sobie jakąś etykietkę, określić się czy to pod względem płci (czy czuje się bardziej mężczyzną czy też kobietą), czy preferencji seksualnych. Mimo niezadowolenia z życia, niespełnienia oczekiwań swoich i matki, mężczyzna nie przestaje marzyć. W końcu udaje mu się zrealizować jago największą fantazję – staje się Tiną Turner, kobietą, którą podziwiał od dzieciństwa, ale i która swoim życiem i postawą stała się dla niego wzorcem. Bowiem Tina po burzliwym i trudnym związku wróciła na scenę w wieku 45 lat, potrafiła cieszyć się życiem, podbić serca fanów i być gwiazdą.

Diva show czyli monorewia osobowości borderline została wzbogacona o projekcje multimedialne, okraszone muzyką Tiny Turner. Dodatkowo zjawiskowa charakteryzacja Kamila Maćkowiaka jako Divy, genialny, rytmiczny i zgrabny ruch sceniczny (na niemal 20-centymetrowych szpilkach!), kontakt z odbiorcami sprawił, że publiczność nie mogła oderwać wzroku od bohatera, była zahipnotyzowana jego charyzmą i bez reszty pochłonięta tym publicznym obnażeniem osobowości. Identyfikowała się z bohaterem, cierpiała razem z nim, odczuwała moralnego kaca, werterowski weltschmerz, ale i radość z wielkiego sukcesu scenicznego.

diva_baner_2

Diva show… nie jest utworem łatwym i lekkim. Przedstawia historię trudnego dzieciństwa, skomplikowany obraz emocjonalny człowieka, który chciałby być w życiu po prostu szczęśliwy i kochany. Jest to spektakl niebywale poruszający lecz i pokrzepiający.

Bohater spektaklu jako postać narcystyczna odczuwał nieustanną potrzebę uwodzenia ludzi. Kamil Maćkowiak był w tej roli niezwykle wiarygodny, emocjonalny, prawdziwy i nie mam najmniejszych wątpliwości, że udało Mu się uwieść łódzką publiczność. Na wiele godzin po spektaklu widz wciąż bije się z myślami, jest targany różnymi emocjami, ale nie jest „wyżuty” emocjonalnie, bo przecież utwór ma ostatecznie pozytywny wydźwięk. Mimo, że marzenie bohatera wydawało się nierealne, to jednak udało mu się stać Divą, choć na jeden wieczór. Zatem zawsze warto walczyć o swoje marzenia i przede wszystkim zaakceptować siebie i nie dać sobie wmówić, że jest się kimś bezwartościowym.

Kamil Maćkowiak niczym człowiek renesansu doskonale sprawdził się w poczwórnej roli – autora tekstu, reżysera, choreografa i aktora, a dodatkowo aktora w roli męskiej i żeńskiej. Chapeau bas za Jego ogromny talent, odwagę, emocjonalność, wiarygodność i wielki dystans do samego siebie.  Jego nazwisko stanowi już tak silną markę w branży teatralnej, że z całą pewnością nie musi obawiać się o niedyspozycję publiczności.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_4289_tn
Lady Fosse w Teatrze Wielkim w Łodzi (foto)
kontrakty6
MFSPiN: Kupieckie kontrakty – recenzja
zlota_rozdzka
Złota Różdżka – recenzja
4 komentarze
  • Mario
    7 grudnia 2017 at 12:00

    Aktor bardzo zdolny ,natomiast sposób przekazu i komercja jaką stosuje w stosunku do widza jest nie do przyjęcia.Sposób na zwrócenie na siebie uwagi,przyciągnięcie widowni to czysty wyrachowany marketing . Nie polecam takiej „sztuki” chyba ,że ktoś lubi zakosztować chamskich zachowań ze strony aktora ,który stosuje
    tak zwany” kontakt interaktywny” z widzem. Nigdy więcej.

  • Martyna
    28 października 2013 at 11:10

    Ojjj Daje, daje do myślenia i zdecydowanie zgadzam sie z tym, ze to spektakl dla kazdego. Opowiada o nas szukajacych wlasnej drogi do szczescia ale tez uczy tolerancji i zrozumienia! Trzeba zobaczy! Gratulacje

  • Wojtek
    28 października 2013 at 10:07

    Nie zgodzę się w pełni. Moim zdaniem to spektakl właśnie dla każdego, bo opowiada o uniwersalnych problemach. Ludzi są oczywiście bardziej zagubieni lub mniej, mają większe lub mniejsze problemy, ale nie znam człowieka który nie ma ich w ogóle. Każdy zastanawia się kim jest, kim się może stać, oraz czego oczekują od nich inni. Człowiek to zwierze społeczne.
    Kamil Maćkowiak doskonale pokazał to w swojej rewii uniwersalnych problemów, dlatego sądzę, że każdemu kto tą sztukę zobaczy, a zwyczajnie nie boi się zobaczyć czegoś nowego, ta sztuka coś da.

  • Joana
    28 października 2013 at 09:52

    Na wstępie chciałabym pogratulować Kamilowi za ogrom pracy i poświęcenia, jakie włożył w ten spektakl. Widać było, że jest z nim emocjonalnie związany. Kamil to aktor niesamowicie utalentowany, podziwiam Go i z przyjemnością oglądam na scenie.
    Diva natomiast, to nie jest sztuka dla każdego i jest to tylko moje skromne zdanie. Uważam, że większe wrażenie zrobiłaby na ludziach zagubionych, szukających nadal swojej drogi, tożsamości i z podobnymi problemami, z jakimi zmagał się bohater. Natomiast bardzo podobały mi się projekcje filmowe.
    Podsumowując, ciesze się, że mogłam uczestniczyć w niedzielnej II premierze i chce podziękować Kamilowi za autograf 😆

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*