fstRyba wyrzucona na brzeg, smagana przez fale, ale nie wciągana z powrotem do rześkich wód. To właśnie współczesny człowiek. Nieporadnie łapiący resztki powietrza, ale niezapominający przy tym o wynoszeniu swego ja ponad poziomy. Przymusowy ochotnik walki z życiem, w której raz po raz pada od bokserskich ciosów. Zagubiony. Zaślepiony. Zamiast decydować – na chybił trafił zakreśla swoje życie. Zamiast definiować siebie – daje się czasowi przesypywać przez palce. Te miraże rzeczywistości mogą być urodzajną glebą, na której wyrośnie spektakl petarda. „Przypadek Klary” to jednak tylko chwasty.

Tekst Dei Loher w wykonaniu studentów wrocławskiej PWST i reżyserii Elżbiety Czaplińskiej-Mrozek stał się kompilacją miałkich serialowych bolączek, na które narzucono płaszczyk kwestii wyższej rangi. Wielkie pytania czy diagnozy dotyczące kondycji ludzkiej i współczesności wypadają tu blado, są znoszone – nie chronią, nie nadają sensu, nikną i rozłażą się.

Dlatego Klara – główna bohaterka – nie jest jądrem spektaklu, osią spajającą semantykę, wzbudzająca wstrząsy. Jej problemy – te trywialne jak strata pracy, brak pieniędzy na życie, bycie zdradzaną, czy te bardziej dotkliwe, wybite na rewersach: odbijanie się w pudle rzeczywistości jak ping-pongowa piłeczka, pustka, która krzyczy i pożera, brak zakorzenienia w sensie, dramatyczne poszukiwania potwierdzenia swej bytności – powinny ściskać widzom trzewia, bulgotać w układzie krwionośnym, a nie muskają nawet delikatnie powierzchni skóry.

Resztę postaci odbiera się równie beznamiętnie, bez poruszeń obserwując ich rozmowy, monologi, gesty, które zsypują się w jedno. Jedyne iskierki wyłapywać można od Anny Kończal, budującej postać cyniczną i zdystansowaną, naznaczoną wyżłobieniami, które nauczyły ją utrzymywać się na ruchomych piaskach. Jest w jej grze pewien czar i świeżość.

„Przypadek Klary” pochłonęła niestety wielka szarość – minimalizm rządzący scenografią i muzyką (czy raczej przytłaczającą ciszą, czasami przerywaną dźwiękiem) nie uwypuklił warstwy dramaturgicznej, a raczej dodatkowo wyprał i rozmydlił całość. Widz może chciałaby ocalić ten tragiczny przypadek, by przejrzeć się w nim jak w lustrze. Ale przegląda się w suficie.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
6wok
Wszystko o kobietach w Teatrze Nowym — recenzja
13
Pomoc Domowa w Powszechnym – recenzja
DOWOD_galeria_5_1
XXI MFSPiN: Dowód na istnienie drugiego – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*