fstŚwiat można rozciągać i ugniatać jak ciasto, aby wpływać na kształt wypieków ostatecznych. Czasem jednak i to nie wystarcza, bo rzeczywistość uparcie wyrasta na zakalec. Wtedy należy wykraczać poza.

W „Poza rzeczywistością” za drabinę umożliwiającą przejście dalej obiera się Gombrowicza, Witkacego i Wyspiańskiego. To ich barki i słowa mają umożliwiać wspinanie się wyżej w celu dotknięcia nasycenia. Jednocześnie to właśnie one przypominają o daremności starań, (meta)fizycznej szamotaninie i podtapianiu przez egzystencjalny rzyg.

Studenci wydziału aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie tę ambiwalencję przetasowują na scenie. To właśnie oni są kartą przetargową tego spektaklu. Patrzy się na nich uważnie, z rozkoszą śledząc każdy ich ruch, gest, wyraz twarzy. Scena staje się tutaj akwarium z kameleonami – studenci umiejętnie przechodzą między wcieleniami, grają lekko i plastycznie, żonglując swymi umiejętnościami. Choć wszyscy świecą jasno to na pierwszy plan wybijają się Dorota Krempa – najbardziej wyrazista, barwna, istna bomba naszpikowana potężnym czarem i ironią oraz Mateusz Łapka – zwinny i elastyczny, płynący po scenie, koci, hipnotyzujący. Śpiewem serca rozbudza i kradnie Kamil Banasiak. Stefan Krzysztofiak natomiast najpierw zgrabnie unosi kąciki ust widowni jako hrabia, by potem goryczą monologów stemplować języki.

Proces kwitnięcia czy też gnicia, ścieranie się Prawdy i Formy schodzi w zasadzie na dalszy plan. Bardziej niż dekadenckie bolączki czy metafizyczne ślepe zaułki uwagę skupiają poszczególne postaci. Przypominają figurki stojące w witrynie – razem tworzą kolekcję, ale do poszczególnych egzemplarzy przykłada się większe znaczenie. Forma wyrasta tutaj ponad treść, ale wydaje się, że celebracja gestów i min została na tyle dobrze przeprowadzona, że ta nierówność nie wzbudza wielkiego sprzeciwu. Mimo wszystko jednak szkoda, że absurd i degrengolada należycie nie mogły się wypowiedzieć, że pustkę pożerającą własne ziewanie trochę zamieciono pod dywan, że chęć rozświetla piwnic umysłu nie świeci pełnym blaskiem. Gdyby poziom semantyczny uwypuklić bardziej – całość byłaby smaczniejsza.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Maria Stuarda w Teatrze Wielkim – recenzja
Tonacja_blue_fot._Bartek_Warzecha_2
Festiwal Szkół Teatralnych: Tonacja blue – recenzja
Ferragosto w Teatrze Powszechnym – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*