Niech_zyje_wojna_fot._M._Siarek_5Nie jeździmy tramwajami na wojnę. Podziwiamy ją, siedząc wygodnie na kanapie i jak popcorn zajadając męstwo i bohaterstwo, które oświeca nas blaskiem bijącym wprost z telewizyjnego ekranu. Bawimy się przy tym szampańsko i z pełnymi ustami krzyczymy „Niech żyje wojna”.

Studenci krakowskiej PWST też krzyczą. Ich krzyk rozbrzmiewa jednak na innych falach. Bowiem wraz z reżyserem Remigiuszem Brzykiem wrzeszczą „Niech żyje wojna!!!” za Pawłem Demirskim. Tym samym jest to alarm, który ma obudzić bezkrytycznie pakujących do swych sklepowych koszyków czyny heroiczne. Aktorzy artykułują przekaz – głośny i wyrazisty, który zamiast dawać przyzwolenie na przepychanki, kto dziś będzie Jankiem, a komu znów przypadnie rola Szarika, prześwietlają tego typu praktyki rentgenem, aby przyjrzeć się ich częściom składowym, z jelit wyczytać fakty.

Spektakl rządzi się prawem wielości – wykorzystuje się tu wszystko, co tylko mogłoby przyjść na myśl, tworzy percepcyjne labirynty i układanki, miesza i przeplata przez siebie elementy często na pozór nieprzystające. Różnorodne płaszczyzny czasowe, emocje, pomysły, wydarzenia czy scenograficzne rozwiązania tworzą patchwork dobrego gatunku z metką „dużo i mocno”. Całość trzyma się dzięki dobremu tempu – sceny szybkie i gwałtowne poprzetykane są długimi, statecznymi monologami, co umiejętnie trzyma w ryzach gospodarkę emocjonalną przedstawienia. Dobrze współgra z tym (i całości robi wyśmienicie) muzyka na żywo – raz agresywna, w rytm płyty „Powstanie Warszawskie” Lao Che, to znowu rzewnie i skocznie wygrywająca serialowe szlagiery Pancerniaków.

joomplu:90030

Studenci stawiają na wielowymiarowość też na poziomie semantycznym. Bombardują, aby pytać i zastanawiać się: Czy doczekaliśmy się świata, w którym twarzą ludzką może się szczycić już tylko pies? Czemu historię tak łatwo przepisujemy według własnego upodobania, pierwszej osoby liczby mnogiej używając do opowiadania bajek o zmyślonych zwycięstwach? Jak to się stało, że z kart historii zrobiliśmy kolorowankę, zapominając, że nie czerwona farbka, ale krew malowała wtedy rzeczywistość? Najciekawsze refleksje rozgrywają się na linii pamięć – bunt: sprzeciw wybrzmiewa tu na dwa głosy – wobec zapominania, ale i wobec nakazu pamiętania.

W opowieści błyszczą szczególnie dwie, zupełnie skrajne postaci. Po pierwsze Marusia, w którą wciela się Monika Frajczyk – kolorowa, choć naznaczona tragicznie, kradnąca uwagę widzów, śmieszna i pocieszna, choć tak gorzka zarazem. Po drugie – Szarik, czyli Monika Roszko. Przez większość czasu uciszana, wyganiana, ale tak monumentalna i miażdżąca mimiką oraz spojrzeniem.

„Niech żyje wojna!!!” w wersji studentów wydziału aktorskiego krakowskiej PWST to historia brudna i plugawa. I właśnie dzięki temu tak silna, demaskująca i otrzeźwiająca.

/fot. mat.pras. M. Siarek

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
karamazow
Karamazow – recenzja
komediant
Komediant w Teatrze im. Jaracza – recenzja
022uwolnickarpia
MFSPiN: Uwolnić Karpia – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*