Aktor lingwista? Dla niego nie ma problemu. Panie, Panowie- Krzysztof Wach!

Agnieszka Grejc: Krzysztof, bardzo mało informacji na Twój temat w mediach, dlaczego?

Krzysztof Wach: Nie jestem osobą, która zabiega o skupienie mediów. Zawsze kiedy ktoś uśmiechnie się na ulicy, czy poprosi o wspólne zdjęcie, robi mi się bardzo miło. I taka ilość uwagi jest dla mnie na dzisiaj wystarczająca (śmiech).

Co w takim razie najbardziej lubisz w zawodzie aktora?

Oj jest tego dużo i zawsze trudno jest mi wskazać co cenie sobie najbardziej. Ostatnio chyba to- i przyczyniła się do tego pogoda- że jest to wolny zawód. Dzięki temu miałem piękne i długie wakacje przeplatane kilkoma dniami zdjęciowymi i dubbingiem.

A gdyby nie aktorstwo to co?

Pewnie zostałbym lingwistą. Nauka języków obcych przychodzi mi z łatwością, a to moje aktorstwo jakoś nie daje mi o tym zapomnieć. Co chwile gram w języku niemieckim, angielskim, nawet w hiszpańskim w ostatnim dubbingu, a w kolejnej sztuce w Teatrze Jaracza mowie po arabsku (śmiech).

No właśnie jesteś na stałe związany z łódzkim Teatrem im. Stefana Jaracza w Łodzi. Na jaki spektakl zaprosiłbyś naszych czytelników?

Na pewno na „Idiotów” Marcina Wierzchowskiego- płakałem, śmiałem się, czułem dumę i trochę zazdrościłem kolegom (śmiech). Polecam zdecydowanie też „Otchłań” Mariusza Grzegorzka- spektakl, który wręcz pochłonął mnie w swojej gęstości i zachwycił grą aktorską kolegów. Bardzo polecam oba.

Skończyłeś łódzką filmówkę, większość wspomina ją jako niemal drugi dom. A Ty jakie masz wspomnienia z tego czasu?

Im dalej od okresu studiów, tym z coraz mniejszym sentymentem wspominam siebie z tamtych czasów. Teraz dopiero widzę jak bardzo byłem wtedy zestresowany, niepewny,  iloma błahymi rzeczami się przejmowałem. Drugi dom? Ze względu na ilość czasu, którą oddajesz tej szkole, siłę i bliskość relacji z ludźmi tam poznanymi- czasami nawet „pierwszy dom” (śmiech).

Zawsze pytam były studentów filmówki o ulubione miejsca w Łodzi… Gdzie zabrałby mnie Krzysztof Wach?

Oczywiście do teatru! Do takiego, który znam najlepiej. Ale pokazał bym go trochę od innej strony, bo Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi to przede wszystkim ludzie, pracownie, magazyny. Chętnie oprowadziłbym Cię po ślusarni, malarni, pracowni krawieckiej, charakteryzatorni, magazynach kostiumów i scenografii. I gwarantuje Ci, że spotkani tam ludzie zachwyciliby Cię serdecznością, anegdotą i uśmiechem pięknym jak niejeden spektakl tego teatru.

W większości można zobaczyć Cię w serialach, gdzie lub u kogo chciałbyś zagrać swoją rolę marzeń?

Marzę o roli Dana Sylveste w ekranizacji książki Alastaira Reynoldsa „Przestrzeń Objawienia”. To jest mój ulubiony pisarz i tematyka. Bardzo bym chciał też, aby reżyserem tego filmu był Christopherfer Nolan, którego uwielbiam. 

W ostatnim czasie zaczyna pojawiać się na Twoim kanale coraz więcej self-tape- czy to nowy trend w castingach? 

Tak (śmiech). Self-tape, czyli casting nagrany przeze mnie w domu- samodzielnie bądź przy pomocy kolegi aktora, kiedy scena wymaga partnerowania. To bardzo modny i coraz częstszy sposób castingowania.  Nie jest to łatwe – bywa że jesteś aktorem, operatorem, oświetleniowcem i sobie partnerem w tym samym czasie (śmiech). Ale jak stworzysz dobre warunki do self-tape’a to może wyjść coś całkiem obiecującego- ostatecznie to Ty wybierasz dubla, który trafi do reżysera obsady. Umieszczam to na swoim kanale, wysyłam link do reżysera obsady, a on/ona dysponuje nim jak chce.

Dziękuję i życzę powodzenia!

/autorka – Agnieszka Grejc, zdjęcie – MikiPhotoMiki

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
09082012_027
Letnia Scena Forum: Co Pan na to, Panie Freud? (foto)
Teatr_Szafa_ze_Zgorzelca_spektakl_Chamowo_fot.Malwina_No
Centrum 2012 – relacja (foto)
LSTORY-dk-2463
Łódź Story – nowa wersja (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*