DSC04480Po krótkiej przerwie powracamy do Was z cyklem “Za sceną”. Tym razem rozmawiamy z 23-latkiem, który kocha klasykę, jest pracoholikiem i na dodatek lubi sprzątać! Naszym rozmówcą jest aktor Teatru Powszechnego w Łodzi, Damian Kulec.

Rozmawiały: Agnieszka Malinowska i Aleksandra Tusińska

Jak się zaczęła Twoja przygoda z aktorstwem?

Damian Kulec: Miałem chyba 17 lat i wtedy nienawidziłem teatru, bo twierdziłem, że jest beznadziejny i nudny. Później stało się tak, że Pani Dyrektor z Teatru Powszechnego wysłała do mojej polonistki z liceum prośbę, czy 5 chłopaków mogłoby przyjść na casting do spektaklu „Plotka” w reżyserii Norberta Rakowskiego. Znalazła się czwórka zapaleńców, a ja oczywiście nie chciałem. Za to moja polonistka powiedziała mi, że albo jedyneczka, albo idę na casting (śmiech). A że jedynki nie potrzebowałem, to poszedłem. Kompletnie mi wtedy nie zależało, to wypchnęli mnie pierwszego. Przeczytałem co było napisane na kartce z fragmentem tekstu, nie stresowałem się w ogóle, bo nie zależało mi na tym kompletnie. Okazało się, że mnie do tego wybrali. Miałem więc 16 lat jak zacząłem tam pracować. W ogóle ten teatr to pierwszy teatr, w którym widziałem spektakle, gdzie spędzałem całe dnie i noce i do tej pory to jest takie moje miejsce, taki mój dom… Do tej pory kocham tam być.

Jesteś na V roku, więc niewiele Ci już zostało. Na pewno masz obrany kierunek, w którym chciałbyś iść?

Ciężko w tym zawodzie o plany, nie zapeszajmy, ale na razie nie jest źle. Mam co robić i na razie się tym nie przejmuję. Chciałbym po prostu grać, bo do tego się przyuczałem przez cztery lata i nie chciałbym robić nic innego. Jeżeli dalej będą propozycje grania, to super, a jeżeli tych propozycji nie będzie, to sam będę ich szukał za wszelką cenę. Nie chce zmieniać kierunku tylko starać się robić to, co robię teraz.

A jakie masz najlepsze wspomnienia ze Szkoły Filmowej?

Mile wspominam wiele rzeczy. Głównie osoby, na które trafiałem. Udało mi się być na takim roku, który dostał genialny zestaw profesorów i kilka autorytetów na całe życie. Pracę z nimi będę wspominał bardzo miło. Spośród nich jest kilka osób naprawdę ważnych w moim życiu, im zaufałem. To jest Pani profesor Ewa Mirowska, profesor Wojciech Malajkat i śp. prof. Aleksander Bednarz. Oni uczyli nas, że aktorstwo to ciężki zawód, że nigdy nie będzie łatwo. Oczywiście jest pięknie gdy co wieczór wychodzisz na scenę, ale następnego dnia trzeba się martwić o to, że z etatami jest problem, że ciężko będzie o kredyt na mieszkanie itd. Poza tym zazwyczaj praca sama nie przychodzi, trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby tę pracę dostać.

Nie przeszkadzało Ci, że miałeś tak mało czasu dla siebie?

Studiowanie aktorstwa wiąże się z mnóstwem wyrzeczeń, ale ja jestem akurat strasznym pracoholikiem, więc dla mnie rezygnacja z życia osobistego i innych kontaktów nie były problemem.

Wysiłek się jednak opłacił. Jesteś w zespole Teatru Powszechnego w Łodzi na sezon artystyczny 2013/2014…

Fakt, na studiach jest dużo roboty. Ale z drugiej strony to tylko tak się mówi, że jest dużo pracy. Trzeba to naprawdę lubić i być gotowym, żeby zrezygnować z niektórych rzeczy. Jak mamy zajęcia od 8 do 20 i jak się chce i się to kocha, to naprawdę można zrezygnować z pójścia na piwo dnia poprzedniego, a od szóstej rano ustalić nagranie dubbingu, jakąś lektorkę. To wszystko się da! Młody człowiek jest w stanie wiele znieść- wystarczy chcieć. Ja akurat chciałem. Mnie po 2 tygodniach ciężkiej pracy potrzeba jednego dnia, żeby się porządnie wyspać, a później mogę znów pracować 24 h na dobę.

W czym możemy zobaczyć Cię w najbliższym czasie?

W Teatrze Powszechnym zrobiłem dwie premiery: bajkę „Niezwykły dom Pana A., czyli skradzione dźwięki” i spektakl muzyczny „TU-WIM” Jerzego Połońskiego i Jarosława Stańka. Byliśmy z tym spektaklem w Stuttgarcie, niebawem lecimy do Londynu w grudniu. Wydaje mi się, że został dobrze przyjęty. Ludziom się to podoba, przychodzą, a bilety bardzo dobrze się sprzedają. Chyba ludzie chcą to oglądać.

tu-wim_w_powszechnym_20131002_1667742106

A co prócz sztuki „TU-WIM” mógłbyś polecić naszym czytelnikom do obejrzenia w najbliższym czasie?

Jestem trochę nieobiektywny, ponieważ ja się w Teatrze Powszechnym właściwie „wychowałem” i polecam wszystko. Tak w ogóle mam dziwny gust jak na osobę w moim wieku, bo ja lubię spektakle, w których nie ma eksperymentów, które szanują widownię. W Powszechnym jest dużo spektakli lżejszych, przyjemniejszych, bo na co dzień mamy i tak dużo problemów, a niekoniecznie ludzie chcą jeszcze oglądać je w teatrze w stosunku 1:1. Jest też nowa, Mała Scena i tam są wystawiane spektakle bardziej eksperymentalne, bliższe współczesnemu widzowi, poszukującemu nowych rozwiązań. Polecam np.: „Podróż zimową” Mai Kleczewskiej- grand prix na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy. To jest koprodukcja z Teatrem Polskim w Bydgoszczy. To jest coś zupełnie nowoczesnego. Taki pełnokrwisty, mocny teatr. Kto się chce dobrze pobawić, niech idzie na „Szalone nożyczki” czy „Mayday 2”, albo „Boeing, Boeing”. Zapraszam też bardzo serdecznie, trochę egoistycznie na „TU-WIMa” (śmiech).

A propos „TU-WIMA”- lubisz literaturę czy nauka tych wszystkich tekstów do spektaklu bardzo Cię wymęczyła (śmiech)?

Dla mnie to w ogóle nie był przymus. Dla mnie nauczenie się tekstu to kolejna frajda. Tuwima bardzo lubię, choć przyznam się, że jako dziecko zbytnio go nie znałem. Owszem te szlagiery tuwimowskie itd. tak, ale nie wczytywałem się. Dopiero kiedy reżyser na próbę przyniósł teksty, to wnikliwie je przeczytaliśmy i okazało się, że wszystkie są fantastyczne. Jeżeli to dobrze podamy w teatrze, to każdy je zrozumie. Dlatego też lubię klasykę, bo to zostało napisane dawno temu, a jak się weźmie do ręki np.: Szekspira i przeczyta, to okaże się, że niewiele się zmieniło. Trzeba czytając po prostu myśleć i pamiętać, że czyta się dzieło prawdziwego człowieka, a nie wielkiego poety.

Teraz pracujesz w teatrze, ale miałeś również możliwość podpatrzeć jak pracuje się na planie serialu, bo masz na swoim koncie epizody w serialach tj.: „Komisarz Alex” czy „Układ Warszawski”. Gdzie czujesz się lepiej?

Ciężko powiedzieć, bo tak jak mówisz, były to tylko epizody i nawet nie za bardzo się na tym znam. Nie wiem czy się do tego nadaje po jednym dniu zdjęciowym (śmiech). Ale na pewno chciałbym tego spróbować, bo to jest fajne i zupełnie inaczej buduje się role. W serialu może mniej, ale brałem też udział w filmie „Misja na Marsa” na studiach i tam przez parę dni mieliśmy zdjęcia- i nocne, i dzienne. Mogłem wtedy zbudować postać. Przed kamerą też zupełnie inaczej się gra, operuje się innymi środkami i to mi się podoba. Według mnie ktoś, kto chce nazywać się aktorem powinien spróbować wszystkiego, czyli i pracy w radio, i w teatrze, na planie itd., ale przede wszystkim w teatrze.

Jest taka rola, w którą byś się nie wcielił?

Nie mam takich ograniczeń, bo ten zawód według mnie i moich mentorów- profesorów, polega na tym, żeby próbować nowych rzeczy. Jak będziemy grali tylko takie role, które się nam podobają albo są dla nas łatwe, to przestaniemy się rozwijać po drugiej premierze. Więc jeżeli będzie coś trudnego, z czym się nie zgadzam- to i tak chętnie się tego podejmę, a w pracy, ewentualnie, może się okazać, że coś jest niepotrzebne. Nie lubię zabiegów takich jak na przykład nagość w teatrze. Uważam, że to nie zawsze jest potrzebne, ale może ktoś mnie do tego przekona. Zresztą, mając 23 lata, nie mam prawa wypowiadać się, że to jest zły teatr albo nie róbmy tego czy tamtego. Mogę czegoś nie lubić, ale moim obowiązkiem jest spróbowanie.

A jaką rolę bardzo chciałbyś zagrać?

Staram się takich nie mieć, ale… bardzo lubię klasykę. Strasznie lubię Fredrę i marzy mi się rola Łatki w „Dożywociu”. Marzę też o zagraniu w klasycznej farsie, bo to fantastyczna lekcja warsztatu. Uwielbiam również dramat amerykański, a tam jest mnóstwo świetnych ról do zagrania… U Albee’ego czy Williamsa… Tam się świetnie gada, są wyraźne emocje i można naprawdę fajnie zagrać.

Masz też doświadczenie w dubbingu. Skąd taki pomysł? Jak to się zaczęło?

Super przygoda, uwielbiam to! Zawsze trafiałem na ludzi, którzy mi pomagali. Przyszedłem pierwszy raz do teatru i wtedy się okazało, że nic nie wiedziałem o pracy głosem. Wiedziałem tylko, że lubię bajki i że chciałbym je dubbingować (śmiech). Okazało się też, że w tym teatrze pracuje Pan Grzegorz Pawlak, który jest mistrzem dubbingu i moim wzorem w tej dziedzinie. Kiedyś przed spektaklem powiedziałem mu, że fajnie byłoby kiedyś spróbować swoich sił w dubbingu. Po jakimś tygodniu, on mówi mi: „Chodź do Toyi- Toya Sound Studio, zgrasz się, zostawisz demo głosu” itd. Tak zrobiłem i okazało się, że dostałem jedną z głównych ról w serialu animowanym na dwadzieścia parę odcinków więc od razu było dużo pracy. To było w 2008 roku. Do tej pory nie przerwałem tej pracy. Uwielbiam to, to jest niezwykła zabawa. Trzeba się jednak tego solidnie uczyć i nie można traktować wyłącznie jako zabawy tylko podejść do tego warsztatowo. Później zaczęły się lektorki, czytanie filmów, a gdzieś po drodze jeszcze audiobooki. Dzięki Krzysztofowi Czeczotowi dostałem też dużą rolę w „Grze o Tron”- główna rola Jona Snow. Przy okazji tej pracy spotkałem się też z panem Jackiem Braciakiem, który również jest akurat moim mentorem jeśli chodzi o głosowe sprawy. Była to praca i nauka od kogoś, kto się na tym bardzo dobrze zna i kogo podziwiam. Zawsze chciałem zostać lektorem! (śmiech)

A gdyby w Twoim życiu wydarzyło się coś takiego, że nie mógłbyś zajmować się ani aktorstwem, ani być lektorem… Co byś wtedy robił?

Mam nadzieję, że to się nigdy nie stanie (śmiech). Ale gdyby… to reżyseria. Chciałbym też bardzo uczyć w szkole. Strasznie to lubię! Z kilkoma osobami pracowałem i fajne jest to, że zdarza się, że coś mówię do ludzi, a to do nich trafia. Potrafią to przełożyć na własne potrzeby, więc mam wrażenie, że jakbym był asystentem profesora, to nauczyłbym się więcej, a uczenie ludzi na przykład pracy nad tekstem jest fantastyczne.

W swoim profilu aktorskim napisałeś, że Twoim marzeniem jest po prostu grać… Ale niedługo przyjdzie taki moment, że zaczniesz myśleć o usamodzielnieniu się, o założeniu rodziny. Nie boisz się, że zawód aktora nie ułatwia „normalnego” życia?

Na razie się nie boję, bo mam 23 lata i chyba jeszcze przyjdzie na to czas. Oczywiście, że chciałbym mieć na przykład swoje mieszkanie, ale wiem, że jest ciężko o etat, a teatry idą w stronę, że jak aktor jest potrzebny to jest zatrudniany, a później go już nie ma. Na razie jest cudownie, bo spotykam na swojej drodze osoby, które mi coś proponują, cieszą się ze współpracy ze mną. Zdaje sobie sprawę z tego, że tak nie będzie zawsze i że będę musiał szukać pracy gdzie indziej. Wtedy też nie będę się tego bał. Znajdę sobie jakieś miejsce w Polsce, czy to będzie Warszawa czy Łódź, nie wiem. Dzięki temu, czego nauczyli mnie moi profesorowie, mam nadzieję, że będę robił to co robię na tyle dobrze, że nie będę musiał martwić się o to, że muszę wlać paliwo do baku i pojechać np. z Warszawy do Łodzi na spektakl.

W Twoim profilu aktorskim można znaleźć informację, że świetnie sprzątasz i że nie potrafisz się spóźniać… Nie ma już przecież takich idealnych mężczyzn (śmiech)

(śmiech) Spóźniłem się w moim życiu dwa razy- pierwszy raz, gdy miałem pierwszą próbę w Powszechnym, jak miałem 17 lat. Godziny mi się po prostu pomyliły. Wtedy powiedzieli mi „koledzy aktorzy potrafili dojechać na godzinę z Warszawy, a Ty dwa przystanki tramwajem nie potrafiłeś dojechać na czas”. To na mnie tak zadziałało, ze od tej pory nie ma szans, żebym się spóźnił. Teraz już wszystko przewiduję- mam spektakl o 9 rano, to wyjeżdżam o siódmej, bo może będą korki (śmiech). Nienawidzę spóźniania się, bo to jest marnowanie czasu wszystkich ludzi, z którymi pracujemy. Dla mnie to jest najgorsza cecha jaką może mieć aktor. Aktor jest od tego, żeby być na czas! A co do sprzątania, to odstresowuje mnie to, wiąże się to chyba z moim pracoholizmem (śmiech).

Czego Ci życzyć Damian?

Przede wszystkim zdrowia. No i, żeby udawało mi się trafiać na tak dobrych ludzi, którzy chcą mi pomóc, jak trafiałem do tej pory.

To właśnie tego Ci życzymy i dziękujemy za rozmowę.

fot. Anna-Maria Wolniak i MB

Zobacz także:

– Za sceną: Marcel Sabat (wywiad)

Za sceną: Magdalena Pociecha (wywiad)

Za sceną: Dawid Pokusa (wywiad)

Za sceną: Karol Puciaty (wywiad)

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
III_Furie_-_fot._Karol_Budrewicz_111
XVIII Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych
IMG_4399
Letnia Scena Forum: Ach Panie, Panowie (foto)
maroko2
Arlekin w Maroku

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*