uza_leenia_20121213_1387013005Hasłem tegorocznej edycji festiwalu Puls Literatury są niebezpieczne związki. Rozumiane szeroko, jak najszerzej. Literatura a komiks, literatura a polityka, artyzm a kicz…

Przywołanie powieści Laclosa – choć na pozór jest niczym więcej jak zabawą – zwraca uwagę na coś intrygującego, coś może dla literatury (i to w dużo większym stopniu niż dla innych rodzajów twórczości) newralgicznego. Ta dziedzina pozostaje w związku z życiem, choć bywa apodyktyczna. Chce sama być życiem, sama stwarzać świat. Dlatego żeruje na świecie jaki zastała. Posłużę się metaforą z wiersza Szymborskiej – świat chciałaby wydać na nowo. Nawet najbardziej grafomańskie dzieło, przynajmniej w zamierzeniu, to wydanie drugie, poprawione.

No właśnie. Czy istnieje bardziej niebezpieczny związek niż związek literatury z życiem? Swego czasu Henryk Bereza uknuł termin życiopisanie na określenie strategii twórczej (praktyki egzystencjalnej?) Edwarda Stachury. Myślę, że z powodzeniem można się nim posłużyć i do opisu literatury Białoszewskiego. Apologeta peryferii, natury na pozór martwej. Ponoć wiersze pisał w łóżku. Funkcjonował nocą.

joomplu:46523

Jego wiersze mają często coś ze śnień, chwilowych przebłysków, jak w momentach gdy sen nas morzy, gdy wyrzuceni zostajemy na brzeg jawy, albo gdy choćby na chwilę zapadają się powieki. Można się w nich dopatrzyć instynktownej dezynwoltury wobec tego co uznawane jest za literackie. Jednym z ulubionych poetów Białoszewskiego był Baka, uchodzący przez długi czas za skończonego grafomana.

Konstanty Puzyna pół żartem pół serio zauważył kiedyś, że nie można wyobrazić sobie spektaklu współczesnego bez łóżka. Oparty na tekstach Białoszewskiego spektakl Uza leżenia Piotra Sobolczyka cały ,,kręci się wokół łóżka”. W scenie pierwszej aktor Dominik Budny wypowiada ,,leżenia” w łóżku, zza którego po chwili wyłania się ,,inny” Białowszewski (Sobolczyk), wychodzi na plan pierwszy i recytuje Balladę peryferyjną. Aktorów jest trzech. Trzeci pojawia się w drugiej odsłonie, jako stary, ,,zawałowy” Białoszewski (to od zawału, jaki Białoszewski przeżywa i opisuje w książce pod tymże tytułem). Przerywnikiem jest ,,spotkanie autorskie”, mrok zapada na scenie i widowni, z taśmy słyszymy głos Sandauera (Sobolczyka), wygłaszającego laudację na cześć autora Mylnych wzruszeń.

O ile pierwsza część ma strukturę otwartą, jest kompilacją budowaną na zasadzie swobodnych skojarzeń (połączenia jednego tekstu, motywu, gestu z drugim), a dwaj aktorzy wymieniają się swobodnie Białoszewskim – odgrywając także – jednego z kochanków, czy postać symboliczną (sobowtóra, piszącego i leżące alter ego), o tyle w drugiej, opartej w dużej mierze na Zawale, otrzymujemy historię pobytu Mirona w szpitalu. To narracja linearna. Wpierw: zawał; potem przyjazd karetki, szpital, oswajanie grozy ciała, co się psuje… Codę stanowi wiersz ,,Wywiad” trawestujący „Rozmowę mistrza Polikarpa ze śmiercią”.

joomplu:46521

Kilka słów o twórcy spektaklu. Sobolczyk jest prozaikiem, poetą, krytykiem literackim, tłumaczem z języka hiszpańskiego i katalońskiego. Doktoryzował się na UJ (notabene z recepcji Białoszewskiego). Obecnie pracuje w Instytucie Badań Literackich. Uza leżenia to jego drugi tekst dramatyczny. Każda minuta spektaklu zaświadcza o miłości Sobolczyka do Białoszewskiego. Miłości, którą łatwo się zarazić. Aktorzy bawią się Białoszewskim. Nie nadużywają środków ekspresji. Scenografia sprowadza się do łóżka. W Uza leżeniach dychotomia łóżka – miejsca nieposkromionego lenistwa, apoteozy ciała – jednostkowego, zmysłowego i łóżka szpitalnego, miejsca, gdzie zaczyna się odchodzenie, a urzeczowione ciało staje się siedliskiem choroby, ukazana zostaje subtelnie, ale i sugestywnie. Erotyzm pozostaje na drugim planie – z banalnego powodu. Białoszewski nie pisał otwarcie o swoim homoseksualizmie, jego Tajny dziennik dopiero w tym roku ujrzał światło dzienne. Pojawiające się aluzje (przegięci sanitariusze pogotowia), są subtelne, zabawne. Sobolczyk jest wierny Białoszewskiemu, sygnalizuje czasem to, co ten zmuszony był zataić, ale nigdy nie zbliża się do ordynarnych klisz, bądź sztandarów (za wolność naszą i waszą). Tylko jednostkowe świadectwo – czule, od czasu do czasu – ujawniane .

Wspomniana coda spektaklu jest i sowizdrzalska, i poruszająca jednocześnie. Na sam koniec – zemsta ręki śmiertelnej – śmierć czyta list jaki wręcza jej Miron zanosząc się od kaszlu, odchodząc. Zaledwie kilka słów. Śmierć drwi sobie z lapidarnego ,,testamentu” (a może i z siebie samej?), ale słowa na kartce papieru, jak wiemy, nie płoną.

Czy istnieje inny humor niż czarny? Przecież humor bierze się z przepracowania rozpaczy. Białoszewski potrafił ją przepracować – znosząc zarazem granicę między pisaniem a życiem. Sobolczyk czule go odczytuje. A wespół – krzepią. Pytanie o związek między literaturą a życiem nie gaśnie, ale ulega zawieszeniu, jest nadzieja. Słowo zawsze trochę jest jednak ciałem.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
plakat_20100510_2045612732
Festiwal Szkół Teatralnych 2010 – opisy przedstawień
IMG_7459_kopia
Skamieniały las. Operacja łódzka 1914. Niepodległość (foto)
a2011-04-11_12-18-59
VII Międzynarodowy Festiwal Lalkarzy – dzień trzeci (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*