tasmywatykanu

Widząc bilbordy, promujące wchodzący do kin film „Taśmy Watykanu”, w pierwszym momencie pomyślałem, że to kolejna wariacja na temat kodu pewnego renesansowego malarza. Po seansie okazało się, że jest gorzej niż się spodziewałem.

„Taśmy Watykanu” to horror z gatunku „dzielny egzorcysta wygania złego ducha”. Schemat dość wyeksploatowany, a ani scenarzysta (Christopher Borrelli), ani reżyser (Mark Neveldine) nie zrobili praktycznie nic, żeby go odświeżyć. Pewien element suspensu pojawia się dopiero pod koniec filmu. Jednak chwilę później na ekranie wyświetlają się już napisy końcowe, więc widz nie może długo napawać się zaskoczeniem. Historia (poza swoim finiszem) jest naprawdę przewidywalna – urodziwa blondynka Angela (Olivia Taylor Dudley) zaczyna wykazywać skłonności do przemocy,  traci nad sobą kontrolę, robi rozróbę (a na nawet kilka) i ostatecznie trafia do szpitala psychiatrycznego, w której nikt jednak nie potrafi jej pomóc. Jej ojciec (Dougray Scott) się martwi, sympatyczny ksiądz z sąsiedztwa (Michael Peña) stwierdza opętanie, a z odsieczą rusza spec od egzorcyzmów (Peter Andersson) prosto z Watykanu.

Schematyczność fabuły można by jeszcze wybaczyć, gdyby film, będący horrorem, spełniał swoją główną misję – wywoływał u widza gęsią skórkę. Początkowe sceny, ukazujące postępujący u dziewczyny obłęd, faktycznie mogą budzić niepokój, ale im dalej –  tym gorzej. Wyjąca, szczerząca zęby, przewracająca oczami i miotająca się w łańcuchach bohaterka raczej męczy niż przeraża.   Najbardziej zatrważająca w filmie jest głupota, która momentami wprost emanuje z ekranu, a swoje apogeum osiąga w scenie, w której Angela wypluwa trzy jajka (całe, w skorupkach, ugotowane na twardo), które mają oznaczać szyderstwo z Trójcy Świętej. Wiadomo, dobra produkcja o egzorcyzmach nie może obyć się bez mistycznych religijnych symboli, ale warto zachować jakiś umiar. W tym przypadku umiaru nie stwierdzono. Również montażyści „przedobrzyli”, bawiąc się techniką.

Tytułowe „Taśmy Watykanu”, archiwizowane przez Stolicę Apostolską materiały video, dokumentujące przypadki opętań, okraszone zostały sporą ilością cyfrowych szumów i zakłóceń. Efekty, które w zamierzeniu twórców wywoływać miały u widza niepokój, u mnie budziły skojarzenia z narkotycznymi, trapowymi teledyskami zza Oceanu.

Nie przedłużając – fanom niezbyt ambitnych historii o egzorcystach, czarnych krukach, demonach i Antychrystach film może przypaść do gustu. Cała reszta może się śmiertelnie rozczarować.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
fairgame
Fair Game – recenzja
bosoale
Boso, ale na rowerze – recenzja
creed
Creed: narodziny legendy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*