vivianmaierSzukając Vivian Maier nie spodoba się fanom wartkiej akcji, strzelanek i pościgów na dużym ekranie. To film dokumentalny, zrealizowany w konwencji „gadających głów”. Najwięcej jest w nim wypowiedzi osób, które kiedyś znały główną bohaterkę oraz jej fotografii. Całe mnóstwo zdjęć. To one są najmocniejszą stroną filmu. Czarno-białe obrazki z lat 70., 80., twarze zwykłych ludzi, uwiecznione w czasie wykonywania prozaicznych czynności. Nie pozowane, naturalne, z prawdziwymi emocjami, zachwycają, a niektórych mogą nawet rozczulić. Jest w nich ukryta jakaś niesprecyzowana tęsknota za czymś, co już dawno utracone.  Chociażby dla zdjęć warto obejrzeć ten dokument.

Sama opowiadana historia jest bardzo tajemnicza. Kobieta, o której tak naprawdę nikt nic nie wiedział, pracowała jako opiekunka dzieci. Twierdziła, że nie ma żadnej rodziny. Swój pokój zamykała na klucz i nie wpuszczała do niego nikogo. Trochę wycofana, żyjąca we własnym świecie. Jej ogromną pasją była fotografia. Robiła tysiące negatywów. Jak więc możliwe, że nikomu ich nie pokazała? Że nigdzie nie chwaliła się swoim talentem? Że świat nie znał nazwiska Vivian Maier, aż do chwili, gdy pewien młody człowiek kupił na aukcji jej prace i się nimi zachwycił?

Obraz możemy podzielić na dwie części. W pierwszej, jesteśmy wprowadzani w historię artystki i jest nam  trudno uwierzyć, że to wszystko przydarzyło się naprawdę. Druga jest o wiele ciekawsza i zaskakująca. Burzy opinię, jaką widz zdołał sobie wyrobić na podstawie tego, co usłyszał na początku. Z każdym następnym zdaniem,  kolejną osobą  zaproszoną przed kamerę, wyłania się mroczny obraz Maier. Jej obsesje, lęki, choroba psychiczna – pojawiają się głębokie rysy na postaci genialnej fotografki. Ta część jest zdecydowanie lepsza, bardziej wciągająca  dla odbiorcy.

Film momentami nuży, robi się monotonny. Jest to spowodowane przydługimi wypowiedziami byłych wychowanków kobiety. Nie są one do końca satysfakcjonujące. Niektóre nie wnoszą nic nowego do treści, część z nich w ogóle się wyklucza – przykładem tego jest określanie cech osobowości byłej niani. Wypowiedzi są sprzeczne (śmiała, odważna, otwarta, ale też zamknięta w sobie, skryta).  Bohaterowie zresztą często podkreślają, że nie wiedzą o niej zbyt wiele.

Wrażenie robi ogrom pracy Johna Maloofa, który postanowił rozwiązać zagadkę tajemniczych zdjęć. Włożył w to bardzo dużo wysiłku: odnalazł ludzi, z którymi Vivian utrzymywała kontakty, dotarł do informacji o jej rodzinie, pojechał nawet do Francji, by odwiedzić miasteczko, w którym bywała. Jak widać, opłaciło się. Teraz może spijać śmietankę z tego, czego dokonał.

Dokument nie każdemu przypadnie do gustu. Przede wszystkim  powinien zaciekawić miłośników fotografii. Może być wstępem do szerszego zainteresowania się twórczością niedawno odkrytej artystki. Ale nie tylko oni dostrzegą urok Szukając Vivian Maier. Każdy, kto lubi poznawać biografie ciekawych i niebanalnych osób, będzie zadowolony. A po wyjściu z kina, zacznie zadawać sobie pytanie: Ilu jeszcze jest takich wybitnie uzdolnionych  twórców, o których nigdy się nie dowiemy? Ile jest historii takich jak ta, albo może jeszcze bardziej nieprawdopodobnych? One także czekają na swojego Maloofa.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
nagranicy
Na granicy – recenzja
Maczeta – recenzja
sluzbyspecjalne
Służby specjalne – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*