DSC_4817

Czy fotografie mające utrwalić życie miasta, jego mieszkańców – aktorów, odgrywających nowy akt sztuki codzienności wśród tych samych ulicznych, parkowych, podwórkowych dekoracji, mogą jeszcze zaskakiwać świeżością podejścia do tematu, niezwykłymi kadrami i kompilacją artyzmu i dokumentacji?

Owszem, jednak nie te, prezentowane podczas wystawy W poszukiwaniu utraconego czasu w Muzeum Miasta Łodzi, w ramach cyklu Nie-zwykła Łódź.

Czerpiąc nieco, choć bez efektów, z estetyki Andre Kertesza, przy okazji tradycyjnie prezentując swoje prace w sepii, twórca nie ukazuje nam tej poszukiwanej w ramach tematycznego, tworzonego przez Muzeum cyklu – łódzkiej nie-zwykłości.

Łódź nie jest na fotografiach Sławomira Grzanka ani wyjątkowo piękna, ani szkaradna. Nie jest dynamiczna ani pogrążona w stagnacji. Jest tłem w postaci fasady kamienicy, fragmentu betonowego bruku, sklepowej wystawy czy hałdy śniegu. Tłem jednak nieciekawym, mało charakterystycznym i stanowiącym jedynie mdłą i przewidywalną dekorację dla tego typu prób dokumentacji życia miasta.

Życia, którego jednak niewiele możemy zaobserwować. Fotografiom brak głębi, charakteru, kontrastu i dynamizmu. Mamy oczywiście do czynienia z uchwyceniem samego ruchu, lecz postaci są nadal niezwykle statyczne. Otwierają usta, spoglądają na fotografa, przemieszczają się pieszo lub rowerem, zupełnie pozbawione wyrazu, sztuczne, choć przecież prawdziwe, wydawałoby się ucharakteryzowane, ubrane w kostium łódzkiej rzeczywistości, lecz kompletnie nienaturalne.

DSC_4829

Fotografie wykonane zostały głównie w rejonie ulicy Piotrkowskiej, być może podczas codziennych spacerów, przypadkowych przerw w pracy, lub pieszych powrotów do domu. Miały zapewne uchwycić ulotną, konkretną chwilę, ujętą przypadkowo, spontanicznie, bądź zamierzenie po wcześniejszym zaplanowaniu konkretnego kadru. Niestety spodziewanego efektu nie doświadczymy nawet obserwując zdjęcia, których głównymi bohaterami są najmłodsi łodzianie, najbardziej przecież żywiołowi i nieokiełznani.

Oprócz dwóch, może trzech ujęć, które mogły być tak samo zamierzone, jak i kompletnie przypadkowe, a których opis mógłby niepotrzebnie zachęcić do obejrzenia wystawy, należy zakwalifikować ją do jednego z częstych, łódzkich kuriozów, polegających na promowaniu twórczości, którą przełknąć można jedynie wraz z łykiem wernisażowego wina, a do której późniejszy powrót byłby całkowicie niewskazany.

(Fot. Arkadiusz Fochtman)

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
il_3
Istność. Coda w Galerii Imaginarium (foto)
IMG_8963
Marek Noniewicz – Iliaster (foto)
IMG_9100
#IdaTheFilm w Muzeum Kinematografii (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*