imm023_22_kopia_kopiaPrzebić się na francuskim rynku – to marzenie wielu komiksiarzy. Marcin Podolec, pochodzący z Jarosławia student łódzkiej „filmówki”, ze swoim albumem „Fugazi” już je realizuje. Z „Plastrem Łódzkim” rozmawia o tym, jak przekonać do siebie zagranicznych wydawców.

Monika Świetlińska: Kiedy zdałeś sobie sprawę, że to, co chcesz robić, to tworzyć komiksy?

Marcin Podolec: Rysowanie było zawsze. Z początku nie można było oderwać mnie od kartki, ale później zacząłem grać w koszykówkę w Zniczu Jarosław i rysowanie zaczęło sprowadzać się do incydentów. Natomiast z zachowaniem dyscypliny rysuję już ponad siedem lat. Po tym jak zrezygnowałem z grania w kosza, założyłem bloga i zacząłem uczęszczać na lekcje komiksu. Zostać twórcą komiksów – to było marzenie! Chciałem wydawać albumy, drukować paski w prasie… Zebrałem kilka swoich prac i ruszyłem do siedziby „Gazety Jarosławskiej”, by zaoferować publikację humorystycznej serii „Jarosławscy”. „Ile chciałby pan za odcinek?” – zapytali. Odpowiedziałem, że nic, ale zaproponowali 20 zł. Zasugerowałem korekcję stawki do złotówki za odcinek. Naczelny gazety poszedł na kompromis i zgodził się wypłacać mi każdorazowo 5 zł. Byłem dumny: publikowałem w prasie, w kolorze i to za stawkę, która nie doprowadzi tytułu do bankructwa. Przyszłość rysowała się, nomen omen, świetliście. Z czasem portfolio rozrastało się, pojawiały się kolejne pomysły, zlecenia, poznałem scenarzystów… Dziś mam na koncie cztery krótkometrażowe filmy animowane i cztery autorskie albumy.

M.Ś.: A jak to było z komiksem, którego akcja dzieje się w roku, w którym obchodziłeś swoje pierwsze urodziny?

M.P.: „Fugazi Music Club” to historia klubu muzycznego, który w 1992 roku działał w Warszawie przez 11 miesięcy i narobił niezłego zamieszania na rodzimej scenie. Po „Wszystko zajęte”, moim trzecim albumie, zacząłem rozglądać się za tematem muzycznym, myślałem o jakimś reportażu lub wywiadzie. Do mojego wydawcy „Kultury Gniewu” w Warszawie zgłosił się Waldemar Czapski – założyciel „Fugazi”. Marzył mu się komiks zbierający anegdoty związane z klubem. Spotkaliśmy się, pożartowaliśmy, a potem robota, robota i robota przez ponad pół roku. Waldek jest wspaniały – ma wizję, ufa ludziom, świetnie opowiada anegdoty. Nie sposób nudzić się w jego obecności.

40-41_650

M.Ś.: O czym jest „Fugazi”?

M.P.: „Fugazi…” to z jednej strony portret miejsca albo inaczej: portret zbiorowy we wnętrzu. Przychodziło tam pełno dzieciaków i to był dla nich piękny czas. Mnie nie przydarzył się taki klub i wiem z opowieści Waldka, że mam czego żałować. Ci ludzie mieli swój prywatny kosmos na ziemi. To jest rzecz o potrzebie zbudowania własnej przestrzeni, czyli motyw, który pojawiał się we wszystkich moich wcześniejszych albumach. Ale „Fugazi…” to też historia o zderzeniu z dorosłością, o końcu marzeń.

M.Ś.: Twój komiks doczekał się wielu recenzji. Jaki jest odbiór Twojego albumu w polskim środowisku komiksowym?

M.P.: Różny! Czytałem dużo pozytywnych recenzji, ale zdarzyła się też taka, która mieszała album i mnie z błotem.

M.Ś.: Myślę, że zagraniczny sukces albumu rekompensuje Ci tę recenzję. Powiedz, jak „Fugazi” trafiło do Francji, a zaraz po tym do Włoch?

M.P.: Dzięki współpracy Szymona Holcmana z Kultury Gniewu i Nicolasa Grivela, agenta komiksowego, który bezpośrednio kontaktował się z zagranicznymi wydawcami. Z Francji odezwały się trzy wydawnictwa, w tym Gallimard, z którym podpisaliśmy umowę. Dzień po tym, jak dowiedziałem się o ofercie z Francji, zadzwonił Szymon i oznajmił, że również Włosi wyrazili zainteresowanie „Fugazi…”. To były dwa piękne dni! Potem trzeba było wytrzeźwieć.

M.Ś.: Możesz zdradzić, jakie plany wobec albumu ma francuski Gallimard? Czy włoskiego wydania, dzięki Bao Publishing, doczekamy się w tym samym czasie?

M.P.: W obu umowach jako termin publikacji zaproponowano wiosnę 2015 roku. Nakład „Fugazi…” we Francji będzie wyższy niż łączny nakład wszystkich moich albumów wydanych w Polsce.

24-25_650

M.Ś.: Czy francuska i włoska wersja trafi na polski rynek?

M.P.: Nie. Oczywiście dostanę egzemplarze autorskie, ale pewnie rozdam je znajomym znającym francuski lub włoski.

M.Ś.: Dla niewtajemniczonych: dlaczego tak wielu komiksiarzy marzy o pokazaniu swojego dorobku we Francji? Jakie znaczenie ma to dla Ciebie osobiście?

M.P.: We Francji komiks jest popularny, powszechny i niezbywalny. Rynek jest nasycony, ciężko się tam przebić, więc kiedy komuś się uda, to ma powody do radości. Szukam porównania dla rynku naszego i francuskiego komiksu… To jak łowić ryby w stawie na Podkarpaciu, a potem ruszyć w rejs dookoła świata. Choć muszę dodać, że ja uwielbiam łowić ryby w stawie na Podkarpaciu.

Zainteresowanych odsyłąmy do strony www.marcinpodolec.pl

/fot. archiwum Marcina Podolca

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
41. Aukcja Promocyjna
hoffman
Erika Hoffmann-Koenige: Mój wybór dla Atlasa Sztuki z Kolekcji Hoffmann
ap39-plakat_2
39 Aukcja Promocyjna
1 Komentarz
  • Jolanta Elkan-Wykurz
    23 maja 2014 at 13:28

    Marcinie, jestem Twoja fanką od czasu kontaktu z pierwszym szczurkiem! Powodzenia! TO ci się należy!

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*