sztuka_znikaniaBartosz Konopka to synonim gwarancji jakości, przewrotności i wysublimowania. Po nominowanym do Oscara Króliku po berlińsku stworzonym wraz z Piotrem Rosołowskim, a także, już indywidualnym, genialnym Lęku wysokości, znów przychodzi pora na dokumentalne starcia w duecie.

Sztuka znikania to kolejna próba konfrontacji z historią. Tym razem w centrum znajduje się Polska, obserwowana głównie przez pryzmat PRL. Nie jest to jednak zwykła hermetyczna opowiastka o dziwnym fragmencie dziejów naszego kraju. Obraz ten jest panoramiczny, szeroki; próbujący przyjrzeć się istocie narodu, jego tożsamości. Brzmi poważnie, ale wszelkie obawy przed tanim patriotyzmem należy odrzucić. Film ten jest swobodnym, lekkim kolażem, mozaiką skomponowaną z nieoczywistości. Miksem romantycznych korzeni z komunistycznymi pętami.

Koncepcja scenariusza początkowo jawić może się absurdalnie, ale tak naprawdę bazuje na faktach. W roku 1980 na zaproszenie Jerzego Grotowskiego do Polski przybywa wprost z Haiti kapłan voodoo. Dla teatralnego poszukiwacza takie spotkanie ma być inspiracją, nauką, nowym doświadczeniem. Okazuje się jednak, że więcej nieoczekiwanych wrażeń spłynie na Amona, nieznany dotąd kraj w środku Europy stanie się dla niego zagadką, tajemnicą czy też ostatecznie miejscem dla spełnienia swej misji.

Osobiście żałuję, że motyw Grotowskiego nieco ginie, właściwie jest tylko muśnięty. Dałoby się to może rozbudować, obok głównego wątku dołączyć opowieści z teatralnych badań i eksperymentów. Takie dwutorowe prowadzenie tego dzieła mogłoby dodać barwy i emocji. Mimo wszystko, forma, którą otrzymujemy to twór zwarty i zaskakujący. Zupełnie odmienne spojrzenie na naszą przeszłość momentami wydaje się komiczne, irracjonalne, dzięki czemu pozwala na inny ogląd, przybranie nowej perspektywy, zdystansowanie. Poważne fakty, historyczne slajdy wychodzą ze swej oficjalnej formy, zostają uwolnione, wyjęte z patetyczności i namaszczenia. Tego zabiegu nie należy jednak utożsamiać ze zniewagą, takie „rozpakowywanie” przynosi zwiększenie świadomości, odrzucenie wpojonych sztucznie schematów.

https://www.youtube.com/watch?v=Ln9e-sMhW9AP

Konopka i Rosołowski bawią się w nauczycieli. Ta zabawa nie jest niczym gorszącym, w żadnym wypadku nie można mówić o bezczeszczeniu bebechów historii. Tu gra się na nich umiejętnie i wprawnie, wydobywając melodie dotąd nieznane. Szare zdjęcia PRLowskiej codzienności przeplatają się z barwnymi obrzędami z Haiti; wszystko doprawia się ironicznym komentarzem. Jest on surrealistycznym głosem, szczerym, ale jakże osobliwym objaśnieniem kwestii oczywistych, które w takim ujęciu zostają wywrócone do góry nogami.

Cały ten miszmasz to chaos tylko pozorny, w rzeczywistości będący błyskotliwą układanką. Andrzej Dąbrowski dokonał montażu dynamicznego, sprężystego, historia pulsuje, dobrze manewruje pomiędzy odmiennymi płaszczyznami. Wisienką na torcie jest muzyką Macieja Cieślaka (Ścianka, Lenny Valentino – to chyba mówi samo za siebie).

Sztuka znikania to frapujące spojrzenie na polskość, nareszcie zdystansowane, w końcu wyrażające się bez zbędnego męczeństwa i ofiarności, nienapiętnowane nadmuchanym patosem.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
kacwawa
Kac WAWA – recenzja
latajcymnich
Latający mnich i tajemnica da Vinci – recenzja
Rammbock
Rammbock – recenzja
1 Komentarz
  • 8 października 2013 at 09:18

    recenzja bardzo mi sie podoba, rozbudza moja ciekawosc. na pewno obejrze ten film. pozdrawiam.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*