systemXX wiek „wyhodował” wielu charyzmatycznych przywódców. Do najbardziej znanych należą Benito Mussolini, Adolf Hitler, Fidel Castro, Józef Stalin. Dla jednych bohaterowie, dla pozostałej większości bandyci i rzeźnicy. Zwłaszcza Stalin, którego końcowy okres rządów posłużył za tło historyczne filmu „System”.

Mamy lata 50 XX wieku. Matka Rosja (wówczas Związek Radziecki) jawi się jako zimna część świata, która nie wie, co to sentymenty i współczucie. Dobro ludzkie nie ma żadnego znaczenia, a miód i mleko zostały zastąpione przez wódkę. W samym środku tego piekła Leo Demidov – żołnierz służb radzieckich próbujący schwytać porywacza i zabójcę dzieci. Dodatkowo musi borykać się z problemem uznania jego żony za zdrajczynię narodu.

Towarzysz Stalin miał dwie maksymy. Pierwsza z nich mówiła, że morderstwa to wynalazek kapitalizmu. Najlepiej całą winę zrzucić na ten wstrętny, dekadencki Zachód. Kiedy w Stanach Zjednoczonych obywatele byli zaopatrzeni w odbiorniki telewizyjne i innego rodzaju dobra, w Związku Radzieckim człowiek – podmiot nie miał osobowości, był traktowany jak przedmiot, czyli trybik w bezbłędnie pracującej maszynie jaką była Matka Rosja. Bohaterowie są jak zwierzyna, wiecznie osaczeni przez chory ustrój, przerażeni, ponieważ zaufanie na każdym kroku poddawane jest próbie.

Druga maksyma mówiła, że mordercy nie zdarzają się w raju. Powiedział to rzeźnik, który wydając rozkaz, posłał miliony ludzi, w tym swoich rodaków, na śmierć. W „Systemie” nie uświadczamy bezpośrednio osoby Stalina, ale jego duch obecny jest w każdym kadrze.



   
Zespół aktorski gra tu na najwyższych obrotach. Zarówno aktorzy pierwszo- jak i dalszoplanowi stworzyli przekonywujące kreacje. W pierwszej kolejności na wyróżnienie zasługuje Noomi Rapace, która „od zaplecza” przedostaje się na amerykański rynek filmowy. Joel Kinnaman pełną parą wchodzi do panteonu Hollywood, a Tom Hardy, dający najlepszą kreację w tym filmie, utwierdza widzów w przekonaniu, że jest w stanie zagrać wszystko – poczynając od pensjonariusza zakładu karnego, a na wrogu Batmana kończąc.
   
Największym atutem filmu Daniela Espinosy jest bez wątpienia to, w jaki sposób odwzorowano klimat panujący w czasie zimnej wojny. Wszechobecna znieczulica przeraża z każdym kolejnym ujęciem. Minusem jest czas trwania filmu, który zyskałby w oczach widzów, gdyby skrócić go o pół godziny. Całość to brutalna historia pełna krwi i fałszywych oskarżeń. Nic dziwnego, że w Rosji „System” jest filmem zakazanym. Musimy zadać sobie pytanie, kto faktycznie nami rządzi. W pewnym momencie możesz zostać okrzyknięty bohaterem, ale to historia zweryfikuje, czy twoje działania były słuszne. Cienka granica oddziela bohatera od potwora.
   
Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, pewien starszy Pan zagaił do mnie i powiedział: „Całkiem fajny ten hollywoodzki stalinizm”. Absolutnie zgadzam się z tą kwestią.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
paranazycie
Para na życie – recenzja
niepamiec
Niepamięć – recenzja
7369475.3
O północy w Paryżu – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*