straznicymarzenŚwięty Mikołaj, Wróżka Zębuszka, Piaskowy ludek, Wielkanocny Zajączek i Jack Mróz. To składa najsilniejszej grupy superbohaterów stąpających po Ziemi.

Oczywiście motyw z bohaterami, to tylko jeden z elementów Strażników marzeń, nowej animacji twórców Shreka i Madagaskaru. To raczej opowieść o wykluczonym chłopcu, który próbuje odnaleźć się w grupie. A że przy okazji wygląda nieco na Emo, jest to tym bardziej frapujące.

I właśnie smaczki związane czy to z ubiorem czy zachowaniem to kwintesencja tej bajki. Tak jak i przy Shreku nie brakuje to „mrugnięć” w stronę starszych widzów. Zabawy z efektownym kinem s-f czy też opowiastkami familijnymi. To nie elfy pomagają Mikołajowi, a zastęp Yeti. Wielkanocny zajączek ma kompleks niższości (bo święta Bożego narodzenia są bardziej cenione od Wielkanocy), Wróżka jest niedopieszczona, a Piasek szalony. A w tle pojawia się jeszcze ten zły i oczywiście nasz główny bohater – odszczepieniec, którego żądne dziecko nie widzi – Jack.

Początkowo obawiałem się, że Strażnicy marzeń to kolejny produkt przedświąteczny, pełen pompatycznych scen mówiących o tolerancji, równości i szczęściu. Na szczęście nie do końca tak jest. Twórcy co jakiś czas mają „szpilę”, którą przykuwają widza do fotela. I dobre. Na szczęście udała im się kolejna produkcja spod znaku Dreamworks.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dzijestemblondynka
Dziś jestem blondynką – recenzja
robinhood
Robin Hood – recenzja
nedznicy
Nędznicy – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*