12 marca w Empiku w Manufakturze odbyło się premierowe spotkanie autorskie z Tomaszem Łapińskim. Były piłkarz, opowiadał o swojej wydanej powieści, która ma tytuł „Szmata”.

Jest to powieść mieszana z wydarzeniami zmyślonymi, a tymi faktycznymi. W książce nie brakuje wątków o korupcji w polskiej piłce, hazardzie, problemy w co dziennym życiu oraz sporcie. Na spotkaniu z liczną zgromadzoną publicznością, autor mówił o kulisach powstawania książki, odpowiadał na szereg pytań związanych z jego piłkarską karierą, czy też o problemach w Polskiej piłce nożnej oraz to co już przeżył dotychczas w swoim życiu. Nie zabrało na koniec spotkania podpisywania egzemplarzy, czy też wspólnego zdjęcia.

Wydawnictwo SQN tak opisuje książkę Łapińskiego: „Nic nie jest oczywiste, gdy piłkarska fikcja miesza się z polską rzeczywistością… Czy wiesz, jak to jest, gdy próbujesz prowadzić proste, szczęśliwe życie, a cały świat stara ci się to za wszelką cenę uniemożliwić? Roman Dzwonecki, zawodnik występującego w Superlidze Centrum, zmaga się z tym problemem od wielu lat. Bo w piłkarskiej szatni, w której co drugi zawodnik jest zamieszany w korupcję, trener nie ma żadnej kontroli nad piłkarzami, a hazard, alkohol i seks bez zobowiązań są na porządku dziennym, ciężko pozostać normalnym.

Jak zareagujesz, kiedy twoje życie nagle zmieni kierunek o sto osiemdziesiąt stopni? Zamierzasz się poddać czy będziesz walczyć do samego końca? A może zrobisz z siebie szmatę?”

Dlaczego wydana przez Pana książka „Szmata” została powieścią, a nie autobiografią?
– Nie lubię tych wszystkich wydanych bibliograficznych książek. Nie wierzę w szczerość autora i jego historia musiała być bardzo bolesna, aby to miało sens i wartość. Mam też duże wątpliwości na ile ten „ktoś” zna siebie… Budowanie w swoich oczach swojego obrazu, takiego jakiego byśmy chcieli widzieć, a nie do końca jakim nim jest. Patrząc z mojej strony staram się unikać. Nie chcąc wywoływać afer czy kogoś urazić, byłem przekonany, że więcej prawdy przemycę w fikcji niż w autobiografii. Nawet nie mając złych intencji, to na życie patrzymy ze swojego punktu widzenia. Często bardzo różnego nawet od bliskich nam osób. Dlatego szukałem uniwersalnej historii, która odda klimat lat 90. Nie miałem zamiaru uderzać bezpośrednio w ludzi z otoczenia, a spojrzeć na to otoczenie szerzej. Zwrócić uwagę na postawy i problemy, które w nim się pojawiają. Znając środowisko, jestem przekonany, że osoby z którymi obcowałem mogłyby podejmować takie decyzje, jak bohaterowie w książce.

Czy jesteś już myślami wydać koleją swoją powieść…
– Narazie skupiam się na wydanej „Szmacie” i jestem jeszcze cały czas jeszcze w tym. Jeszcze nie podjąłem decyzji, ale jestem myślami podjąć kolejny swój krok w rozwoju pisarskim. Na pewno nie mam w planach biografii i nie piłka nożna.

Czemu tytuł książki „Szmata” i długo była pisana?
Treść tytułu przewija się przez całą historię tej powieści. Tytuł komponuje się czytając całą książkę. Od pierwszego zdania napisanego ze świadomością, że to będzie książka, minęło trzy i pół roku. Po napisaniu każdego fragmentu musiałem go odkładać na trochę, by spojrzeć na niego z dystansem.

Poleciłbyś kibicom i znajomym swoją książkę…
– Pisząc powieść nie myślałem dla kogo ja to piszę.. Pisząc chciałem się skupić na sobie to co jak chcę przekazać i jak ja patrzę na całą sytuację. Mój punkt widzenia, jako głównego bohatera i próba narysowania człowieka, który patrzy na świat i piłkę wokół, gdzie moje spojrzenie wybudowało mnie przez x lat przebywając często w szatni piłkarskiej.

Twój pamiętny mecz występując w Widzewie Łódź…
– Myślę, że mecz w Łodzi z Legią Warszawa w 1992 roku, po przegranym 0:9 w Pucharze UEFA z Eintrachtem Frankfurt. Ten mecz i zarazem moment, który mi bardzo utkwił w pamięci, gdzie wówczas wychodząc na rozgrzewkę pół godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego, mieliśmy wypełniony w większości stadion kibicami, którzy na stojąco przywitali nas owacjami na stojąco. Dla mnie osobiście było to bardzo motywujące i silne, że do dziś mam to w pamięci głowy.

Czy przyczyną transferu zagranicznego mogła być też obawa przed częstymi lotami?
– W stu procentach była tego przyczyna, że nie wyjechałem przez to nigdzie. Chciałem zachować się w sposób uczciwy, co miałem jechać do Anglii czy gdziekolwiek indziej… grać i nie latać. Nadal nie mam żadnych lotów tylko autem jak już jeżdżę.

Jak oceniasz jako kibic obecną drużyna Widzewa ma taki „Widzewski charakter” jak było za twoich czasów w łódzkim zespole…
– Nie śledzę obecnie, aż tak wnikliwie występów Widzewa i jestem też ostrożny z udzieleniem odpowiedzi i wolę się też wstrzymać.

Czy Widzew awansuje do 1 Ligi?
– Niby musi…, ale też może się zdarzyć sytuacja, że nie awansuje… Pod uwagę trzeba wziąć każdy scenariusz. Czasami uważam, że też warto przegrać, gdyż wartościowe są porażki niż zwycięstwa.

Co zrobić, aby Polska piłka nożna liczyła się w Europie…
– Chciałabym, aby ten czas z lat 90 dla polskiej piłki nożnej wrócił, ale recepty na to jeszcze nie ma.

Nie żałujesz zakończenia kariery, gdzie przechodząc z Widzewa do Legii było to dla Pana w ogóle nieudane…
– Niczego nie żałuję co zrobiłem w przebiegu mojej kariery piłkarskiej. Po pierwsze nie miałem innego wyjścia… Odchodząc z klubu był to zastrzyk finansowy, aby na kilka lat Widzew jeszcze przetrwał.

Czy kończąc karierę piłkarską chciałeś zostać szkoleniowcem…
– Po zakończonej karierze w ogóle odciąłem się prawie na dwa lata od piłki nożnej. Poszedłem w między czasie w inną stronę m.in. fotografia, film. Trochę przez przypadek i moment byłem drugim trenerem w Widzewie. Bardzo się zraziłem, gdzie było w tym czasie dla mnie nie miło.

Porównując dwóch szkoleniowców w szatni Smuda i Wójcik…
– Franka Smudę wszyscy dobrze znacie i co ja wam mogę nowego powiedzieć… Smuda jest barwną postacią i trenerem specyficznym, który w taki czy inny sposób funkcjonuje w piłce nożnej. Przy Franku inna szatnia była jak on przychodził do Widzewa i jak z niego odchodził. Inny zespół zrobił pierwsze mistrzostwo Polski i inne drugie. W tamtych czasach wówczas się szybko zmieniało. Podczas zdobywania sukcesów potrafił się z nami dobrze dogadywać i to wszystko się dobrze skomponowało. Jeśli chodzi o trenera Janusza Wójcika to on miał zupełnie inne podejście do prowadzenia drużyny i jej budowania. Było to też ogromna różnica, która jest siłą rzeczy inna prowadzenie reprezentacji Polskiej, a klubowym zespołem. Zupełnie dwa inne światy i totalnie dwie inne osoby.

Najbardziej czego Ci zabrakło podczas kariery piłkarskiej?
– Żałuję, że nie mogłem grać na takim stadionie jaki jest obecnie na Widzewie i przy tylu kibicach jest wypełniony. W tamtych czas, gdzie ja rozgrywałem meczem przychodziło od 4 do 5 tysięcy kibiców. To największa rzecz, jakiej mi wtedy brakowało.

Tomasz Łapiński – to jeden z legendarnych obrońców polskiej piłki nożnej. Najwięcej lat w piłkarskiej karierze, aż 12 lat zaliczył w barwach Widzewa Łódź od 1987 do 1999 roku. Występując w łódzkiej drużynie był też kapitanem zespołu i zaliczył 313 występów w tym strzelił 7 bramek. Słynny Łapa największe sukcesy sportowe osiągnął będąc właśnie w Widzewie, gdzie dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski w 1996 i 1997 roku oraz SuperPuchar Polski w 1997 roku. Były piłkarz odniósł również duży sukces na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie zdobywając w Polskiej Reprezentacji Młodzieżowej srebrny medal. Po zakończonej kariery sportowej pracuje jako piłkarski ekspert i komentator. Pasjonuje się filmem, literaturą, fotografią i sportem.

/fot i txt Przemysław Sujka

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Pilkarskie_swieta_3_ZPnSoPT-fot.Cyfrasport_LQ
Reprezentanci Polski o piłkarskich świętach
W piłce wszystko zaczyna się od pasji
IMG_8677
Widzew Łódź – LKS Rosanów 3:0 (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*