Mimo osłabionego składu ŁKS pokonał we własnej hali zawodników z Pruszkowa. Łódzcy koszykarze zwyciężyli 88 do 82.

Pruszkowianie w ligowej tabeli znajdują się tuż za koszykarzami ŁKS-u, a jeśli do tego dodamy kontuzje w drużynie gospodarzy, to zapowiadał się niezwykle wyrównany mecz i taki rzeczywiście obejrzeliśmy w hali przy al.Unii. Przez całe spotkanie prowadzenie zmieniało się aż 22 razy, a najwyższa przewaga którejś z drużyn wyniosła 11 “oczek”.

Niemal cała pierwsza kwarta to gra “kosz za kosz”. Od prowadzenia 2:0 rozpoczęli goście po trafieniu Grzegorza Radwana, jednak żadna z drużyn nie potrafiła “odjechać” przeciwnikowi. W ostatniej akcji tej odsłony, punkty zdobył Daniel Wall i to ŁKS był po 10 minutach o “oczko” przed rywalem.

Początek drugiej kwarty to najlepszy fragment w wykonaniu gości, który zaowocował ich najwyższym w całym spotkaniu, 9-punktowym     prowadzeniem. Za 3 trafili Dominik Czubek i Adrian Suliński, punkty dorzucił także Janavor Weatherspoon, a łodzianie chyba za bardzo skupili się w tym czasie na dyskusjach z arbitrami. Trener Radosław Czerniak szybko uspokoił jednak swoich podopiecznych, którzy podkręcili tempo i błyskawicznie odrobili straty, głównie za sprawą świetnej dyspozycji Filipa Keniga, który w pierwszej połowie 3 razy trafił do kosza zza linii 6,25.

Od tego momentu znów widzieliśmy grę kosz za kosz, która utrzymywała się aż do początku ostatniej kwarty. Wtedy gospodarze pozwolili pruszkowianom odskoczyć na 5 punktów, jednak była to cisza przed burzą w wykonaniu ŁKS-u. Przy wyniku 59:64 nastąpił bowiem decydujący atak łodzian, którzy zdobyli 16 punktów z rzędu i doprowadzili do wyniku 75:64 (za 3 punkty Bartek Szczepaniak, przechwyt i kontra Trepki, zakończona punktami, ponownie “trójka” Szczepaniaka, przechwyt i kontra Kuby Dłuskiego, blok Keniga i akcja 2+1 Trepki i w końcu celny rzut za 3
Walla).

Ostatnie minuty to festiwal rzutów wolnych, bo tylko poprzez faule taktyczne pruszkowianie mieli szanse zbliżyć się do łodzian, jednak gospodarze spisywali się na linii rzutów wolnych poprawnie i choć goście zmniejszyli straty do 3 “oczek” (83:80), to odpowiedź ŁKS-u w postaci 4-punktowej akcji (1 celny rzut wolny Szczepaniaka, drugi niecelny, ale zbiórka w ataku Dłuskiego i jego akcja 2+1) przesądziła już ostatecznie o końcowym wyniku i zwycięstwie gospodarzy.

– Chłopcy pokazali trochę ze swojego charakteru. Mimo problemów kadrowych, braku zmiennika dla Piotrka Trepki, przycisnęliśmy w końcówce i to dało efekt. Taki właśnie był nasz plan na ten mecz – przez trzy kwarty nie dać uciec przeciwnikowi, a samemu nie popełnić zbyt wielu fauli i zadać decydujące uderzenie w ostatniej odsłonie – ocenił spotkanie szkoleniowiec ŁKS-u Radosław Czerniak.

Przed meczem można było mieć duże obawy czy Trepka wytrzyma na parkiecie pełne 40 minut, a jeśli nie, to jaki jest plan awaryjny, jednak kapitan ŁKS-u nie tylko ten mecz wytrzymał kondycyjnie, ale i zanotował jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. – Miałem trochę inne zadania niż zwykle. Nie naciskałem tak mocno w obronie, czekaliśmy na przeciwnika dopiero na własnej połowie. To zupełnie nie nasz styl, ale było to wymuszone sytuacją, aby starczyło sił na całe spotkanie bez rotacji składem. Jestem doświadczonym zawodnikiem, wiem na co stać mój organizm, więc przy rozsądnym rozłożeniu sił, grze strefą w obronie, udało się zagrać pełne 40 minut – stwierdził Trepka.

– Ciężki bój, ale wyszarpaliśmy to zwycięstwo zaangażowaniem i wolą walki. Na boisku jesteśmy drużyną, wspieramy się i nawet w trudnych momentach wiemy, że jesteśmy w stanie zwyciężyć. Zostawiliśmy dziś na parkiecie naprawdę dużo zdrowia. Pomogli nam także znacząco kibice, którzy nam dodawali skrzydeł – powiedział natomiast po zakończeniu spotkania Filip Kenig, który w niedzielne popołudnie zaliczył swój najlepszy występ w tym sezonie (3 celne rzuty za 3 punkty przy 100% skuteczności, a także 2 efektowne bloki). Jaka jest tajemnica tak wysokiej skuteczności? Dmuchawy, dzięki którym temperatura w hali przy al.Unii była wreszcie nieco wyższa niż zwykle.

– Może pomogło to przeciwnikowi, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do gry w zimnie. Cieplejsza piłka jest jednak przyjemniejsza w dotyku i lepiej “siedzi” w ręku – żartował po meczu Kenig.

ŁKS Sphinx Petrolinvest Łódź – Znicz Basket Pruszków 88:82 (21:20, 22:22, 16:20, 29:20)

ŁKS Sphinx Petrolinvest: Trepka 22, Wall 20, Szczepaniak 15, Dłuski 10, Kenig 10, Morawiec 6, Kromer 5.

Znicz Basket: Briegmann 23, Suliński 14, Nowak 14, Weatherspoon 12, Czubek 11, Radwan 4, Malewski 4, Piotrowski 0, Fraś 0.

/na podstawie informacji prasowych/

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
HO8C1401
7 kolejka 35. CNBA (foto)
kara_072
Koszykarki ŁKS w bikini (foto+wideo)
Elbudplast
2 kolejka 35. CNBA

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*