silismariaZawsze byłem zdania, że Juliette Binoche jest znana w Polsce dzięki swoim aktorskim umiejętnościom i imponującemu dorobkowi. Pewne zdarzenie z 2014 roku wyprowadziło mnie z tego ogromnego błędu. Owszem, jest znana, ale na pewno nie za sprawą swoich aktorskich kreacji, lecz z powodu udziału w reklamie banku Credit Agricole. Pojawia się tam taki krótki slogan o treści: „Ona płaci tylko dziesięć złotych”. Odnoszę wrażenie, że po obejrzeniu „Sils Maria” zarówno widzowie, jak i sama Juliette Binoche, zapłacą dużo wyższą cenę.

Maria Enders jest znaną i cenioną aktorką. Pewnego dnia wybiera się w Alpy z okazji uroczystości wręczenia nagrody specjalnej pewnemu reżyserowi, dzięki któremu 20 lat temu zyskała sławę i rozgłos grając w jego filmie „Wąż z Maloja”. Laureat niespodziewanie umiera, a Maria otrzymuje propozycję wystąpienia w nowej wersji dzieła, które uczyniło z niej gwiazdę. „Wąż z Maloja” opowiada o relacji pewnej młodej dziewczyny ze sporo starszą od siebie przełożoną. W latach adolescencji Marii przypadła ta pierwsza rola. Teraz, kiedy jest już dojrzałą kobietą, nowy reżyser proponuje jej, aby wcieliła się w postać starszej z bohaterek. Osobą, która pomaga Marii oswoić się z rolą jest młoda i tajemnicza Valentine – asystentka aktorki.

„Wąż z Maloja” – wpierw sztuka teatralna, później film, stały się wielkim przebojem. Osiemnastoletnia wówczas Maria nie posiadała wiedzy na temat tego, co dzieje się za kulisami brutalnego, filmowego i teatralnego świata. Po latach doświadczenia zupełnie inaczej postrzega tę sztukę, znajduje w niej wady na tyle duże, że w pewnej chwili wątpi w sens całego przedsięwzięcia. Sztuka, sama w sobie, jest ciekawym, emocjonalnym zderzeniem młodej, wyrachowanej Sigrid i dającej się jej uwieść Heleny – dojrzałej kobiety, która w pewnym momencie tak uzależnia się od swojej podwładnej, że daje sobą manipulować, a w konsekwencji traci życie. To zderzenie to tak naprawdę triumf młodości nad niepożądanym przemijaniem.



   
„Sils Maria” to historia, w której czas jest największym wrogiem aktora. Jeśli gwiazda starzeje się, a co gorsza, nie dostrzega obecnie panujących trendów, trafia do szufladki z antykami swojej profesji. Reżyser – Olivier Assayas, piętnuje tutaj nie tylko internet, jako źródło zła i tandety, ale przede wszystkim to, jak skandal wpływa na powodzenie danej sztuki lub filmu.
   
Wydawałoby się, że to Juliette Binoche jest tutaj najsmakowitszym kąskiem dla widza. W sztuce „Wąż z Maloja” tak, jak w życiu – cały film kradnie Jej (nieświadomie) młoda Kristen Stewart, którą dla odmiany miło zobaczyć w świetnej, kameralnej roli, a nie w blockbusterze niskich lotów. Kolejną aktorką, która przyćmiewa Binoche, jest jeszcze młodsza od Stewart, a mająca zaledwie 18 lat – Chloe Grace Moretz, której postać uosabia to, czego Maria Enders najbardziej nienawidzi w aktorach młodego pokolenia – budowania kariery na skandalach i odnoszenia się do innych z wyższością i arogancją.
   
Na każdego przychodzi czas i trzeba się z tym pogodzić. Jedni rozumieją prawidła sztuki, a drudzy, tacy jak Maria Enders, nie mogą pogodzić się z przemijaniem i za wszelką cenę próbują znaleźć sobie wygodne miejsce w tej wielkiej machinie. Niekoniecznie musi być to regułą. Zawsze jakiś młody, utalentowany reżyser – wizjoner może obsadzić Marię Enders – Juliette Binoche w ponadczasowej roli, gdzie przemijanie może zostać odebrane jako zaleta, a nie wada.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
elena
Elena – recenzja
mapadzwiekowtokio
Mapa dźwięków Tokio – recenzja
druhny
Druhny – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*