silenthill2Silent Hill z 2006 roku był dość intrygującym horrorem. Sugestywna ścieżka dźwiękowa i oryginalne, przerażające efekty specjalne wprost z pierwowzoru – gry komputerowej.

Także sama opowieść mogła spodobać się nie tylko wielbicielom horrorów, chociaż wielu fanów gry miało co do niej nieco wątpliwości. Mija sześć lat i na ekranach kin pojawia się Silent Hill: Apokalipsa. Ponownie od pierwszych minut efekty dźwiękowe i wizualne, które co oczywiste są jeszcze lepsze, wbijają widza w fotel. Niestety od strony opowieści jest już dużo bardziej zubożale.

W Apokalipsie kontynuowane są wątki z pierwszej części. Harry (Sean Bean) nadal próbuje pozbierać się po stracie żony, a jego przybraną córkę Heather (Adelaide Clemens) nawiedzają coraz to większe koszmary. Obserwuje zmianę rzeczywistości – mrok nadchodzi. Jak się okazuje jedynym rozwiązaniem jest powrót do Silent Hill.

To co przekonuje mnie do tego horroru, to wyłącznie wspominana genialna warstwa muzyczna i nieszablonowe efekty – świat pogrążony w mroku, frapujące potwory i brutalne sceny walki. Niestety przesłania to niezbyt ciekawą, czasami nawet nudną, opowiastkę, która w wielu momentach jest nielogiczna i niedociągnięte do końca. Chociażby nierozwiązany motyw z policją – oczywiście może być to zwiastun kontynuacji, jednak widz chciałby już jakiś zalążek rozwiązania otrzymać. Także wątek szkolny – można było go rozwinąć.

Najnowszy Silent Hill to obraz dla estetów. Podobne zarzuty były przy okazji premiery pierwszej części. Jednak tam jakaś opowieść była, tutaj to tylko jej skrawki. Warto obejrzeć ze względu na efekty i przerażające sceny – to i tak sporo plusów, gdy w kinach obecnie górują niestraszne opowiastki.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wielieoczy
Wielkie oczy – recenzja
kobietyz6pietra
Kobiety z 6. piętra – recenzja
amalia
Amalia. Królowa Fado – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*