sesjeGdyby nie Nietykalni, a także jeszcze bliższy tematowi Hasta la vista Sesje można byłoby uznać za ciekawostkę. Niestety europejskie produkcje dobitnie pokazały, że bardziej ambitne kino zza oceanu może się od niego jeszcze sporo nauczyć. Nie tylko w sferze opowieści, ale również przekazywaniu emocji. I braku tandety.

Marc O’Brien (John Hawkes) to sparaliżowany poeta i dziennikarz, który pragnie nie tylko platonicznej miłości, a seksualnego spełnienia. W chwili poznania ojca Brendana (William H. Macy) rezygnuje z pomocy dotychczasowej opiekunki. W międzyczasie rozpoczyna pracę nad artykułem na temat seksu wśród niepełnosprawnych. Wkrótce idą za tym także seksualne sesje z udziałem terapeutki Ceryl (Helen Hunt), która wprowadza go w arkana fizycznej miłości połączonych z samoakceptacją.

Zapowiada się interesująco. Niestety Sesje są ciekawe do chwili przeniesienia ciężaru opowieści w stronę wątku miłosnego. I tym właśnie film przekreśla swoją szansę na bardzo dobre kino. We wspomnianym powyżej rewelacyjnym Hasta la vista emocjonalność pozostała na poziomie przyjaźni wśród grupki niepełnosprawnych, a prostytutki były tylko prostytutkami. W filmie Bena Lewina jest zgoła inaczej, a wszystko kończyć może banalne sformułowanie – lepszy niepełnosprawny poeta z bogatą duszą, niż przeciętny facet pijący piwo i narzekający na brak pracy. Motyw prawie jak z Kopciuszka, ckliwy i tandetny, jednak powiedzmy szczerze daleki od prawdy.

Najciekawszy w całym filmie tradycyjnie jest William H. Macy, w roli nieco hipisowatego księdza wysłuchującego kolejnych opowieści głównego bohatera. Inni niestety od niego odstają. Sesje powinny być oschłe, przejmujące, być może nawet nieco kontrowersyjne i wulgarne. Niestety obraz okazuje się mdłym, amerykańskim romansidłem. To nie jest opowieść o odkrywaniu siebie, o samoakceptacji, a postharlequinowska opowiastka dla znudzonych pań. Szkoda zmarnowanego potencjału. Obraz o klasę gorszy od wspomnianych Nietykalnych i Hasta la vista. Liczyłem na niezłe kino, skończyło się na półtorej godziny nudy. Sesje powinny pojawić się w polskich kinach w czasach walentynek. Najlepiej wpisują się w te klimaty.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Skyfall
Skyfall – recenzja
lostriver
Lost River – recenzja
Seks w wielkim mieście 2 – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*