sekretymorzaRelacje z rodziną układają się różnie. Będąc w szkole podstawowej pewna nauczycielka powiedziała do mnie, że mocno krytykuję swojego ojca, a prawda jest taka, że w momencie wejścia w dorosłość i tak będę podobny do niego w wielu aspektach. Jakby tego było mało, wychowywałem się z dwiema młodszymi siostrami. Każdego dnia dochodziło między nami do konfliktów. Z reguły kłótnie były prowokowane celowo. Jak to się ma do „Sekretów morza”? Już spieszę wyjaśnić.

Główna bohaterka – Sirsza jest niemową. Obchodzi właśnie swoje szóste urodziny. Mieszka z ojcem i starszym bratem. Matka dziewczynki odeszła dawno temu i pozostawiła pociechom pewną tajemniczą muszlę. Dzięki niej Sirsza wraz z bratem wyruszają w szaloną podróż do krainy, o której istnieniu żadne z nich nie miało pojęcia.

Na uwagę zasługuje sama jakość animacji. W dobie dzisiejszych kreskówek „Sekrety morza” jawią się jako coś zupełnie odmiennego. Gdyby Henri Matisse żył, po obejrzeniu tego filmu na jego twarzy na pewno zagościłby szeroki uśmiech. Reżyser – Tomm Moore ewidentnie wzorował się na dziełach tego wielkiego malarza. Pomimo faktu, iż animacja jest oryginalna i rzadko spotykana w dzisiejszym przemyśle filmowym dla najmłodszych, nie oznacza to wcale, że dzieci wyjdą z kina nieusatysfakcjonowane. Wielorakość barw i bogata stylistyka zostały dopasowane nie tylko z myślą o dorosłych.

„Sekrety morza” są filmem oszczędnym w słowa. Przekaz jest głęboko ukryty w gestach postaci i otaczających ich pejzażach. Samo pojęcie „kochania” przybiera tu bardzo realistyczną formę. Twórcy nie idą na skróty, nie „cukrują”, otwarcie pokazują, że możesz się na kogoś gniewać, niemniej jednak darzyć go szczerym uczuciem. Najwyraźniej widać to w relacji brat – siostra.



   
Nominowane do tegorocznego Oscara w kategorii najlepszy pełnometrażowy film animowany „Sekrety morza” to niezwykle pomysłowa opowieść zawierająca w sobie wszystkie najważniejsze wartości: nadzieję, przywiązanie, odwagę i miłość – bez najmniejszego cienia banału. Każdy bohater ma osobowość i odznacza się bogatą paletą emocji. W tej przejmującej historii, w której kluczową rolę odgrywa ciepło rodzinnego ogniska, nie znajdziemy czarnego charakteru, co w pełnometrażowej animacji jest zjawiskiem bardzo rzadko spotykanym. „Sekrety morza” nie są filmem łatwym w odbiorze, ale właśnie w tym tkwi ich siła. To pozbawione klisz, niezwykle ambitne przedsięwzięcie. Jeśli studio Pixar wypuściłoby tę kreskówkę na rynek, Oscar na pewno powędrowałby do jej twórców.
   
Nie pozostaje mi nic innego jak wskoczyć do morza, zanurkować na samo dno i odbyć spotkanie z najbliższymi. Dla nich warto zaryzykować nawet, jak nie potrafi się pływać. Płyniemy!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
alecyrk
Ale cyrk – recenzja
kobietyz6pietra
Kobiety z 6. piętra – recenzja
wciemno
W ciemno – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*