sanktuariumWyrób horroropodobny. Sanktuarium to niestety dobry przykład na to, że w czasie Halloween w kinach pojawia się wiele krwiożerczych produkcji o bardzo słabej jakości.  Byleby tylko w kontekście tego święta pojawiło się jak najwięcej horrorów na dużym ekranie.

Wszystko rozpoczyna się nawet interesująco. Mamy tu szaloną pani doktor pracującą nad różnorakimi uzależnieniami.  Po jej śmierci do kliniki, która kiedyś była zarówno klasztorem jak i sierocińcem, przyjeżdża syn, który wraz z grupą znajomych zapoznaje się z dawno niewidzianym miejscem. Przybysze odkrywają tajemnice brutalnych i szalonych eksperymentów, a sami walczyć muszą z wszechobecnym złem. Złem które niestety nie straszy, a śmieszy.

Sanktuarium to koprodukcja kanadyjsko-włoska, która próbują udawać horror.  Jest to produkt straszliwie nieudany, maszkaron który przyprawić człowieka może bardziej o złość (ze względu na wydane pieniądze na bilet), niż o siwe włosy od przerażenia. Mamy tu płaskie postacie, tragiczną grę, głownie anonimowych, aktorów plus całkowicie bezsensowną fabułę. Na dokładkę dochodzą mordercze dzieci wyciągnięte żywcem z hiszpańskich thrillerów oraz owady ze swoim jadem. Sceny w filmie mają wiele błędów montażowych – chociażby w jednym momencie bohaterowie wyrywają kratę, potem znów ona jest, a za kilka minut znów jej brak.  Takich „smaczków” jest niestety wiele. Trudno zrozumieć, że coś takiego realizowano „na serio”, nawet nie próbując wchodzić w pastiż, chociaż co chwile sceny, postacie same do tego dążyły.

Całość nie ratuje nawet trójwymiar. Sanktuarium pojawił się na ekranach polskich kin wyłącznie z powodu Halloween i zapewne po nim także szybko zniknie. To bardzo, bardzo słaba produkcja, której plus ogranicza sie do jednego. Film trwa nieco ponad 70 minut.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
domwglebilasu
Dom w głębi lasu – recenzja
jack
Jack Reacher: Jednym strzałem – recenzja
przeszlosc
Przeszłość — recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*