samolotyKolejna animacja wkracza do akcji. Do tej pory mieliśmy okazję obejrzeć dwie części „Aut”, teraz czas na ich spin-off i podniebne ewolucje, bowiem 15 sierpnia na ekrany polskich kin wleciały „Samoloty”.

Najnowszy twór wytwórni Disneya w dużej mierze bazuje na wspomnianych wcześniej hitach z Zygzakiem McQueenem i Złomkiem w rolach głównych. Na ekranie pojawiają się więc m.in kultowe strachliwe traktory jako krowy, czy czterokołowi dziennikarze z komentatorami na czele. Fabuła również jest mocno zbliżona do „Aut”, wystarczy chociażby przywołać motyw wielkiego wyścigu. Tym razem głównym bohaterem nie jest jednak zadufana w sobie czerwona wyścigówka, a skromny pomarańczowy rolniczy samolot Dusty, który pracuje przy opryskiwaniu pól. Jego ambicje sięgają oczywiście znacznie wyżej – marzy on o udziale w lotniczym wyścigu dookoła świata.

Fabuła jak na animację przystało nie jest zbyt wymagająca, należy jednak pamiętać, że jej głównym odbiorcą są przecież najmłodsi. Z tej racji film jest mocno schematyczny i przewidywalny, niemniej traktuje też o wartościach, które są zawarte w niemal każdej produkcji tego typu. Pojawiają się więc ponownie uczucia takie jak: miłość czy przyjaźń. Motywem przewodnim „Samolotów” wydaje się być także to, że w życiu wcale nie trzeba być super silnym czy najszybszym żeby osiągnąć konkretny, wymarzony cel. W jego osiągnięciu pomagają przede wszystkim: wytrwałość, ambicja i bycie sobą – to prosta, ale sprawdzona recepta na sukces. Ta animacja zatem nie odkrywa przed widzami nic nowego, czego by wcześniej ci nie byli świadomi. Mimo to ogląda się ją z dużym zaciekawieniem. Na ekranie wszystko dzieje się w bardzo szybkim tempie i nie ma czasu na nudę. Mimo dosyć niskiego budżetu przeznaczonego na realizację obrazu, prezentuje się ona bardzo okazale – samoloty są kolorowe i przyjemne dla widza. Jak to w animacjach bywa tutaj także dobro walczy ze złem i nie trudno się domyślić, kto z tej walki wyjdzie obronną ręką.

Film w kinach wyświetlany jest również w technologii trójwymiarowej. Myślę, że 3D niczego obrazowi nie dodaje, ale można go przełknąć i spokojnie wytrwać ten krótki półtoragodzinny seans. Polski dubbing również jest przyzwoity, z ekranu słychać głosy Macieja Musiała, Cezarego Morawskiego czy Anny Dereszowskiej. Jednakże prawdziwym strzałem w dziesiątkę było zatrudnienie Tomasza Zimocha do roli komentatora, który w swój charakterystyczny sposób relacjonuje podniebny wyścig. Przyjemne kino dla całej rodziny, przy którym i starsi i młodsi powinni się dobrze bawić.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
daybreakers
Daybreakers. Świt – recenzja
jeszczedluzszezareczyny
Jeszcze dłuższe zaręczyny – recenzja
strefax
Strefa X – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*