bad_boysOd 7 maja w kinach studyjnych będziemy mogli obejrzeć kontrowersyjny dokument „Bad Boys. Cela 425”. O filmie z jego reżyserem Januszem Mrozowskim rozmawia Bartosz Nowakowski.

 

– Skąd pomysł, żeby wejść do celi i towarzyszyć recydywistom od rana do wieczora przez 10 dni?

– Otworzyłem pewnego dnia francuski dziennik „Liberation”, w którym przeczytałem apel do intelektualistów i artystów autorstwa kolektywu więźniów bardzo ciężkiego zakładu w Pirenejach. Pisali oni w liście otwartym o „pustelni kulturowej” panującej w tamtejszych więzieniach. Ten tekst mną wstrząsnął, bo zobaczyłem, że ludziom zamkniętym, z marginesu, może również brakować kultury. Pomyślałem, że ten apel jest skierowany do mnie osobiście, że są to moi klienci. Stworzyłem projekt „Codzienność w technikolorze” i zaproponowałem go trzem więzieniom we Francji, w tym temu w Pirenejach. Celem tego projektu było robienie filmów w więzieniach, przeznaczonych do powszechnej dystrybucji. Niestety, Francuzi mi moją pracę przerwali.

– Przyjechałeś więc z tym projektem do Polski …

– … i polska administracja więzienna otworzyła mi drzwi do zakładów karnych. To, co obejrzałeś dziś na ekranie jest polskim filmem zrobionym za francuskie pieniądze. W dodatku kamerą, za które zapłaciło francuskie więziennictwo. Na początek zrobiłem kilka prób, makiet – tak na próbę. Jednak moim celem było stworzenie pełnometrażowego filmu fabularnego, który chciałem napisać i stworzyć w normalnie funkcjonującym więzieniu.

– Nie do końca się jednak udało.

– Dostałem duże wsparcie finansowe ze środków europejskich, a także francuskiej kinematografii. Mimo to zabrakło pieniędzy na produkcję filmu. „Bad Boys” są więc moim „łabędzim śpiewem” pokazującym żal, że po trzech latach pracy nie udało się zrealizować zamierzeń w pełni.

– Zamiast fabuły mamy film dokumentalny.

– Nie chciałem, aby moja praca i doświadczenia związane z więzieniami poszły na marne, dlatego poprosiłem, żeby zamknęli mnie w celi w Wołowie. Powiem ci, że Bóg chyba istnieje – spotkałem ludzi, którzy w dużej mierze odpowiadali tym z mojego scenariusza. Z tą różnicą, że oni byli prawdziwi, a nie „napisani”.

– Był taki moment, kiedy poczułeś, że wybrałeś właściwych bohaterów?

– Tak naprawdę zrozumiałem, że mam mocny materiał, kiedy leżał on już na stole montażowym. Z tej celi znałem wcześniej jednego faceta, czasem przychodziłem tam na kawę, herbatę czy chleb ze smalcem.

– „Bad Boys” podróżowali już trochę po Europie.

– Owszem, byliśmy już w Cannes i Paryżu. Zaprosiłem tam za własne pieniądze jednego z moich bohaterów, Bogusia, a także oddziałowego z Wołowa – w ramach podziękowania. Utrzymuję z nimi stały kontakt. Poza tym, Boguś zaproszony został na festiwal do Warszawy.

– Długo zdobywa się zaufanie więźniów?

– Latami, latami. Ja rozpocząłem pracę w więzieniu w Wołowie w 2003 roku. Zdjęcia kręcone były w 2007, a montaż skończyłem dopiero w ubiegłym roku. Część z tych osób znałem więc wcześniej. Niektórych poznałem dopiero przy realizacji, trzeba więc było jakichś trzech dni, żeby przełamać pierwsze lody. Niemniej jednak potrzebnych było kilka lat, żeby wpaść na taki pomysł i wejść w intymność tych ludzi.

– „Bad Boys” pokazują nie tylko dylematy i dyskusje więźniów, ale także ich codzienne zachowania i czynności. Dużo czasu zajęło ci, żeby wejść w ich życie i stać się niewidzialnym?

– Wiadome jest, że kiedy widzi się kamerę, to mimo wszystko zawsze trochę się gra. Pierwsze trzy dni były w zasadzie do wyrzucenia. Byliśmy chyba wszyscy trochę zażenowani, że wchodzimy w swoje życie, swoją intymność. Po tych trzech dniach udało mi się jednak „wtopić” i oni myśleli, że mnie nie ma. Uwierz mi, mnie tam naprawdę nie było. Kiedy oglądam ten film już któryś czas czasem zastanawiam się, kto trzymał kamerę.

– Czy prowokowałeś swoich bohaterów do tych dyskusji, które odbywali?

– W dużej mierze tak. Podsuwałem im tematy, takie jak rodzina, przyjaźń. Często było też tak, że sami zaczynali mówić, a ja im przerywałem, włączałem kamerę i prosiłem, by mówili dalej. Albo prosiłem, żeby powtórzyli jakąś kwestię. Wtedy okazywało się, że zostawiałem pierwsze nagranie. Oni nie byli dobrymi aktorami. Wiadomo, że pisali scenariusze swojego życia, które im nie wyszły. Z drugiej strony przez dziesięć dni nie można cały czas grać. Dla mnie siłą filmu jest to, że w pewnym momencie olali mnie i tę kamerę i zaczęli się zachowywać normalnie, naturalnie. Gdy cały czas grali, nie wysiedziałbyś w fotelu dwóch godzin.

– Były momenty, w których więźniowie prosili o wyłączenie kamery, bo powiedzieli za dużo i emocje wzięły górę?

– W zasadzie takich nie było. No, może poza Bogusiem, który nie wiedział, czy powiedzieć więcej, czy nie. Mówiłem mu wtedy, że możemy to nagrać, a jak będzie chciał to ja to potem wytnę. I dlatego, że on poszedł daleko ze mną w tej rozmowie, potem ja poszedłem daleko z nim. W ramach podziękowania zaprosiłem go do Cannes i Paryża. Sposób, w jaki wyartykułował i sformułował swoje wyznania pozwala mi wierzyć w to, że jest od tego wszystkiego złego już całkowicie odcięty.

– Jakie są dalsze losy mieszkańców celi?

– Dwóch z nich siedzi jeszcze w Wołowie. Boguś od dwóch lat jest na wolności, ożenił się, ma dziecko, pracuje jako stolarz. Marcin, który trafił za kratki w wieku 16 lat też już wyszedł, dzielnie pracuje i wszystko wydaje się w być w porządku. Julek skorzystał z pierwszej przepustki, do więzienia już nie wrócił. Podobno gania gdzieś po Europie. Damianek pracuje i ma szansę na warunkowe zwolnienie. A Marek musi swoje jeszcze odsiedzieć.

– Obejrzeliśmy przed chwilą drugi, przedpremierowy pokaz filmu w Polsce.

– Planujemy rzecz jasna kolejne – w Katowicach, Warszawie i 26 kwietnia w Krakowie. Odbywają się także projekcje zamknięte, w więzieniach. Pokazywaliśmy już „Bad Boys” w zakładzie przy ul. Fiołkowej we Wrocławiu. Pojechaliśmy również do Wołowa, gdzie kręcony był obraz. Spotkałem się tam z bardzo żywym i entuzjastycznym przyjęciem ponad 50 osób. Na sali obecnych było dwóch moich bohaterów – Damianek i Marek. Oni bardzo otworzyli się w filmie, dlatego podczas projekcji byli najważniejszymi więźniami wśród innych więźniów. Oczywiście pokazaliśmy też film w zakładzie karnym w Łodzi. Założenie jest takie – rano wyświetlamy obraz w więzieniach, a wieczorami w kinach studyjnych.

– Wierzysz, że „Bad Boys” odniosą sukces?

– Dla mnie sukces będzie wtedy, kiedy obejrzy go jak największa liczba ludzi, zarówno więźniów, jak i tych żyjących normalnie, poza murami. Musimy wiedzieć, że odsiadujący swój wyrok to nie tylko złodzieje i mordercy, ale – przede wszystkim – ludzie. Ja wchodząc do celi, zostawiłem ich winy za drzwiami. Przyszedłem odwiedzić przede wszystkim ludzi.

/fot. mat.pras.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Lukasz_Konopka_1_Odkryta_Borys_Lankosz
„Odkryta” Borysa Lankosza powstaje w Łodzi (foto)
polowka02pp
Polówka na Zdrowiu i w Parku Poniatowskiego
kara_011
Se-Ma-For i Muzeum Bajki w Łodzi (foto+wideo)
5 komentarzy
  • Tomek
    27 października 2017 at 08:11

    Może powinieneś nakręcić o bohaterach jak teraz żyją.
    Z jakimi problemami sie stykają.
    Jakie życie wioda teraz po wyjściu z więzienia.

    Szkoda mi Julka!

  • adam
    22 października 2013 at 10:08

    Ci ludzie nie zaluje ,ze zamordowali,oni zaluje ,ze tam siedza i taka jest smutna prawda ;/

  • fa
    8 października 2013 at 07:47

    to jest film ktorego potrzebowalam

  • fa
    8 października 2013 at 07:47

    dziekuje za ten film

  • fa
    8 października 2013 at 07:45

    wiesz… dziekuje za ten film.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*