„Rodziny się nie wybiera” to najnowsza komedia znanego z „Jeszcze dalej niż północ” Dany’ego Boona, która w tym roku święciła triumfy we francuskich kinach. Reżyser jako słynący z tego, że w swoich produkcjach przy pomocy humoru próbuje rozprawiać się z powszechnymi stereotypami podobnie czyni w „Rodziny się nie wybiera”. Tym razem jednak Boon na tapetę bierze wzajemne uprzedzenia mieszkańców wielkiego miasta oraz prowincji.

Główną osią fabuły są perypetie Valentina D. (sam Dany Boon) – projektanta wnętrz, który mieszka z Constance (Laurence Arné) w stolicy, mówi poprawną francuszczyzną, a w mediach przedstawia siebie jako sierotę. Jego sielankowe życie zostaje przerwane, gdy niespodziewanie przyjeżdża do niego mocno nieokrzesana rodzina z prowincji posługująca się trudną do zrozumienia gwarą. Oczywiście Valentin próbuje nie dopuści do tego, by informacja o jego rodzinie przedostała się do mediów, ale na jego nieszczęście ulega wypadkowi, wskutek którego traci częściowo pamięć. Od tej pory musi przypomnieć sobie kim jest, zweryfikować swoje priorytety i ustalić kim chce być.

Tak zarysowana historia raczej nie wnosi niczego nowego do kina i w dużej mierze opiera się na przerysowanych schematach. Jednocześnie jednak przynosi szereg żartów sytuacyjnych (wiążących się głównie z zachowaniem rodziny Valentina) i farsy przeplatanej poważniejszymi momentami. W filmie można także odnaleźć momenty, które mogą wzruszyć i w zasadzie reżyserowi udaje się porozkładać akcenty tak, że elementy humorystyczne rozładowują cięższy ładunek tych poważnych kadrów. Niemniej jednak to warstwa komediowa jest tu na pierwszym planie, a tę warstwę budują również postaci. Najbardziej charakterystyczną postacią wydaje się matka Valentina (w tej roli Line Renaud) – bardzo bezpośrednia i głośna, ale kroku dotrzymuje jej nie wylewający za kołnież brat Valentina – Gustave (Guy Lecluyse) oraz sam Valentin. Ta trójka świetnie buduje powierzone im role i z pewnością nadaje tempa akcji.

Sama akcja toczy się więc sprawnie, a produkcję ogląda się lekko i przyjemnie. Dzięki temu niemal dwugodzinny seans mija szybko, a my wychodzimy z kina w dobrym humorze. Oczywiście „Rodziny się nie wybiera” niesie również ze sobą morał o tym, że koniec końców rodzina jest najważniejsza, a każde uprzedzenie da się zwalczyć przy odrobinie chęci. Czy najnowszej komedii Dany’ego Boona uda się powtórzy sukces jaki osiągnęła we Francji? Ciężko powiedzieć, ale jeśli macie ochotę na lżejsze, humorystyczne kino to możecie wybrać się na produkcję „Rodziny się nie wybiera”.

autorka tekstu: Monika Olejnik

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dziedzictwo
Dziedzictwo Bourne’a – recenzja
krolewnasniezka
Królewna Śnieżka – recenzja
muzyka
Muzyka – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*