rajmiloscRaj: miłość – w reżyserii Austriaka Urlicha Siedla – należy do grupy filmów, które brały udział w konkursie głównym tegorocznego festiwalu w Cannes. Produkcja ta, nie została wyróżniona przez jury żadną nagrodą. Przez ponad połowę seansu można się tylko i wyłącznie zastanawiać – czemu tak się stało? Wszystko wyjaśnia się jednak pod jego koniec.

Nie jest to film dla wielbicieli szybkiego montażu czy wartkiej akcji. To tocząca się w bardzo powolnym rytmie historia podstarzałej i otyłej Austriaczki Teresy, która wraz z kilkoma koleżankami postanawia wybrać się na wakacje do Kenii. Dosyć szybko okazuje się, że znajome nie chcą w Afryce tylko i wyłącznie wylegiwać się na leżakach czy pływać w hotelowym basenie (co na początku wczasów robią nader często). Wycieczkę do Kenii traktują one również jako niepowtarzalną okazję do nawiązania kontaktów seksualnych z młodymi Kenijczykami. Kobiety traktują ich przedmiotowo – murzyni to dla nich egzotyczne zwierzęta, które intrygują ich swoją innością i fizycznością. Trochę inaczej jest z główną bohaterką – marzy jej się przeżycie w Afryce prawdziwej, romantycznej miłości z młodszym od niej mężczyzną. Jednak w filmie Siedla, to naiwne marzenie dosyć szybko będzie musiało zostać skonfrontowane z brutalną rzeczywistością. Zamiast wymarzonego ukochanego napotyka ona tylko rząd chciwych żigolaków, zainteresowanych jej portfelem.

Interesujące na początku relacje podstarzałej, otyłej Teresy z młodymi i wysportowanymi Kenijczykami, szybko stają się monotonne. Niewątpliwie można powiedzieć o stosunkach seksualnych pomiędzy dojrzałą kobietą a żigolakami, że są one jałowe i nie doprowadzają do istotnej zmiany w nieszczególnie udanym życiu bohaterki. Problem polega na tym, że w pewnym momencie stają się one również jałowe dramaturgicznie. Nawet odważane sceny erotyczne z udziałem Margarethe Tiesel (grającej Teresę), w pewnym momencie zaczynają po prostu stawać się tylko swego rodzaju atrakcją dla atrakcji.

https://www.youtube.com/watch?v=6aojDDC5rmM

Ta historia jest ubrana w bardzo specyficzną i zarazem nieco manieryczną formę filmową, która jest bardzo intrygująca na początku seansu. Niestety pod jego koniec, ona również zaczyna nieco irytować. O czym konkretnie mowa? Między innymi, o długich, statycznych ujęciach, które dominują w Raju: miłości. Ich statyczność nie wynika jednak tylko z małej ilości ruchu w przestrzeni kadru, czy też z braku dynamiki kamery. W filmie Siedla kompozycje kadrów są po prostu do przesady symetryczne, a postacie często bywają przytłoczone układami geometrycznymi, czy też architekturą, na której tle są filmowane. Nieprzypadkowe są również kolory, którymi wyraźnie w Raju: miłości się manipuluje. Dominuje tutaj przede wszystkim zimny niebieski, który znajdziemy zarówno na ścianach licznych budynków oraz na rekwizytach takich, jak choćby japonki bohaterów.
 
Wszystkie te chwyty formalne z pewnością są ciekawe, ale często stają się nazbyt autonomiczne i oderwane od warstwy fabularnej filmu. Niekiedy wyraźnie rzuca się w oczy chociażby sztuczność pozycji, w jakich ustawieni zostali aktorzy, aby uzyskać interesujący efekt kompozycyjny.

Z pewnością Raj: miłość nie jest filmem nieudanym. Jego większa część potrafi zainteresować widza zarówno swoją warstwą fabularną jak i formalną. Niestety autorom filmu zabrakło swego rodzaju wstrzemięźliwości artystycznej oraz niezwykle ważnej umiejętności – sprawnego używania nożyczek.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zatokadelfinow
Zatoka delfinów – recenzja
captainamerica
Captain America: Pierwsze starcie – recenzja
czwartystopien
Czwarty stopień – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*