przewodnikPrzewodnik po Belgradzie z piosenką weselną i pogrzebową to debiut Bojana Vutelica, który niedawno trafił na ekrany polskich kin. Pod tym barokowym tytułem kryje się przyzwoity,  melodramatyczny film nowelowy – niestety tylko przyzwoity.

Obserwujemy tutaj cztery miłosne epizody, rozgrywające się w Belgradzie bądź jego najbliższych okolicach. Nowelki te są oddzielone od siebie pieśniami chóru luźno powiązanymi z akcją poszczególnych epizodów filmu, a często mają wręcz stanowić dla nich ironiczny kontrapunkt. Główni bohaterowie Przewodnika… są najczęściej obdarzeni jakimś specyficznym defektem bądź znajdują się w na tyle nietypowej sytuacji, że ich miłosne perypetie odbieramy z przymrużeniem oka, a czasami wręcz wywołują nasz śmiech.

Niestety owe defekty są często nieszczególnie atrakcyjne, przez co poziom naszego zainteresowania poszczególnymi epizodami, może się okazać bardzo nierówny. Przykładem jest chociażby nowelka, która opowiada o sadomasochistycznej parze kochanków. Wydaje się, że tego typu preferencje seksualne były tak często i na różne sposoby wykorzystane w kinie, że trudno uciec od pewnych schematów ich pokazywania. Bojanowi Vutelicowi niestety również nieszczególnie się to udaje.

Oprócz owej specyficznej, nowelowej konstrukcji filmu trudno znaleźć w nim jakieś bardziej ekstrawaganckie formalnie elementy. Każdy z epizodów jest zrealizowany w sposób klasyczny – obraz służy tu przede wszystkim przekazywaniu istotnych dla fabuły informacji i niczemu więcej. Dość mdłym elementem Przewodnika… jest również gra aktorska. Nie można bowiem powiedzieć o występujących tu aktorach wiele ponad to, że są oni stuprocentowo poprawni w tym, co robią – poprawni i nic więcej.

Debiut Bojana Vutelica to z pewnością film interesujący, ale bardzo nierówny i wielu punktach niedopracowany. Daleko mu z pewnością chociażby do poziomu melodramatów nowelowych Maxa Ophülsa takich, jak Rondo czy Dom Pani Tellier, gdzie owemu reżyserowi znacznie swobodniej wychodziło chociażby posługiwanie się ironią. Mimo to Przewodnik po Belgradzie z piosenką weselną i pogrzebową można zdecydowanie polecić wszystkim tym, którzy pragną w niezobowiązujący sposób spędzić półtorej godziny w ciemnej kinowej sali.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
histeria
Histeria. Romantyczna historia wibratora – recenzja
kingsman
Kingsman. Tajne służby – recenzja
cisza
Cisza – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*