przetrwanieDość przeciętne kino z rodzaju „walka o przetrwanie”. Tym razem jednak zagrożeniem nie są szaleńcy czy też zombie, a horda rozwścieczonych wilków.

Gdzieś na Alasce rozbija się samolot. Giną praktycznie wszyscy podróżni. Grupa ocalałych musi się wziąć w garść, czekać z nadzieją na ratunek, opatrzyć rannych, rozpalić ognisko. Niestety dość szybko okazuje się, że zimno i obrażenia po katastrofie, to nie jedyne złe rzeczy, które ich spotykają. W okolicy grasuje horda wilków. Bohaterowie nie mają innego wyjścia, jak uciekać przed nimi w bardziej przyjazne miejsce.

Przetrwanie to najnowsze dzieło Joe Carnahan, autora m. in. nowej wersji Drużyny A, dwóch części Asa w rękawie oraz W cieniu chwały. Główną rolę gra tu wielokrotnie nagradzany Liam Neeson. To on kieruję grupką ocalałych i jako jedyny zna się na obyczajach wilków. Historia oparta jest na opowiadaniu Iana Mackenzie Jeffersa pt. Ghost Walker, który jest także współscenarzystą tej produkcji.

Mimo literackiego pierwowzoru film od strony fabuły nie zachwyca. Mamy tu klasyczne elementy gatunku, co chwilę ktoś ginie, lub zostaje ranny, grupka pomniejsza się, a wrogów jest coraz więcej. Wszystko to w przepięknej scenerii Alaski. I chyba wbrew logice – co mnie samego zdziwiło – obraz ten z minuty na minutę coraz bardziej wciąga. Półtoragodzinny seans nie dłuży się ani przez moment.

Przetrwanie nie jest kinem wybitnym. Jego drugo, a nawet trzecioligowość widać m.in. w efektach specjalnych, które są dużo słabsze od obecnej przeciętnej. Także poza Neesonem trudno rozpoznać jakiegokolwiek innego aktora (mówią wam coś nazwiska Grillo, Mulroney czy Anozie – raczej nie). Jednak od strony rozrywkowej obraz broni się.  Fakt, dużo to bajania, brak logiki, sporo absurdów (szczególnie ostatnia scena powoduje raczej rozbawienie, niż zasępienie) – ale czy tego oczekujemy po kinie typowo rozrywkowym? Niekoniecznie

Być może to wina deficytu kina katastroficznego, tudzież fascynacja przyrodą Alaski, ale Przetrwanie podobało mi się. Nie jest to obraz genialny, wybitny, albo nawet bardzo dobry. Ale „pochłania się” łatwo, szybko i przyjemnie. I to jego plus.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Somewhere. Między miejscami – recenzja
rysieklwieserce
Rysiek Lwie Serce – recenzja
stillalice
Motyl. Still Alice – recenzja
1 Komentarz
  • Monte Carlo
    12 października 2012 at 18:39

    Ten film jest fajny zapłaciłam za niego 8 zł i nie żałuję! 8)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*