przelotniNazwisko Pedro Almodóvara tak silnie wpisało się w kanon współczesnego kina europejskiego, że trudno nie wybrać się na jego nowy film — Przelotni kochankowie. Zainteresowanie oraz lekka ekscytacja towarzysząca w pierwszych minutach obrazu, spowodowana chęcią — wręcz nastawieniem — na kolejne dobre kino Hiszpana, scena po scenie, niestety… maleje.

Na pokładzie samolotu, lecącego z Madrytu do Meksyku znajduje się „śmietanka” wyszukanych osobistości oraz indywidualności. Jako pierwszą poznajemy trzydziestoparoletnią dziewicę, posiadającą zdolności między innymi wyczuwania obecności śmierci. Kolejna kobieta — była sława filmów erotycznych, mająca obsesję spowodowaną wrażeniem, iż ktoś chce ją zabić. Wśród podróżujących znajduje się także prezes upadłego banku, ubolewający nad stratą kontaktu ze swoją córką, meksykański płatny morderca, mający problemy z kobietami aktor seriali i oper mydlanych oraz nowożeńcy, lubiący być pod wpływem narkotyków. Piloci samolotu również charakteryzują się dość nietypowo — niejeden pasażer wolałby nie poznać ich pracy zza kulis, nie wspominając o trzech stewardach, będących gwiazdami pechowego lotu oraz samego filmu.

Wszystkie te postaci, nieposiadające ze sobą nic wspólnego, jednak będące na siebie skazane w sytuacji niebezpieczeństwa i grozy — ponieważ samolot ma problem z podwoziem i zmuszony będzie awaryjnie lądować — tak w finale ich życie prywatne zostanie wszystkim obnażone, w tym nieskrępowaną eksplozją erotyzmu. Po raz kolejny Almodóvar sięgnął po niezwykle wyraźną w jego filmach seksualność oraz homoseksualizm, który i w Przelotnych kochankach odgrywa główną rolę.

Największy problem tego obrazu polega na braku jakiegokolwiek humoru, choć jego najmniejszej krztyny. Dowcipu, który wpisany jest w charakter komedii. Brak dobrych dialogów, ciekawej akcji, wyrazistych bohaterów. W filmie tym panuje przede wszystkim kicz. Jedynym świetlistym punkcikiem jest trio stewardów-gejów, którzy odurzywszy pasażerów samolotu środkami relaksującymi oraz bezustannie samych siebie różnego rodzaju trunkami i narkotykami, wprowadzają nikły na tle pozostałych bohaterów żart. Uśmiech na ustach pojawia się i trwa zaledwie przez dwie minuty ich popisu choreograficznego do utworu I’m so excited.

Niestety, obsadzenie w filmie tym przez Almodóvara swoich zaufanych aktorów (Penélope Cruz, Antonio Banderas, Javier Cámara, Lola Dueñas, Cecilia Roth), znanych z jego wcześniejszych obrazów, nie pozwoliło na osiągnięcie tak znamienitych efektów jak Volver, Porozmawiaj z nią czy Wszystko o mojej matce. Czarne chmury nad pechowym lotem i czarna chmurka w twórczości Almodóvara.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
lekcjaharmonii
Lekcje harmonii – recenzja
paryznabosaka
Paryż na bosaka – recenzja
violetta
Violeta poszła do nieba – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*