Po trzech latach nieobecności, „Polaroidy” wracają na scenę Teatru im. Jaracza w Łodzi. Ogromne zainteresowanie publiczności sztuką jest całkowicie zrozumiałe. Jest to bowiem doskonałe przedstawienie odzierające współczesną rzeczywistość z wszelkich iluzji.

Zrobienie zdjęcia Polaroidem jest szybkie i łatwe. Wystarczy nacisnąć migawkę, a obraz niemal natychmiast pojawia się na specjalnej kliszy. Jest to również świetnie oddająca nasz świat metafora. A przynajmniej świat, jakim chcielibyśmy, żeby był. Ma być łatwo, miło i przyjemnie. Bez głębszych uczuć, bez zastanawianie się nad sobą, nad innymi. Ideały? Co to? Autorytety? Toż to jakieś anachronizmy.

Mark Ravenhill napisał sztukę o młodym pokoleniu. W brutalny sposób ukazuje pustkę, jaką w sobie nosimy. Na szczęście nie moralizuje, a pozwala samemu zastanowić się nad sobą, śledząc dialogi bohaterów.

Kogóż więc widzimy na scenie? Tim (Mariusz Witkowski) i Victor (Kamil Maćkowiak) to para gejów. Tworzą związek, ale tak naprawdę Tim płaci Victorowi za seks, nie chcą uczuć, nie pragną miłości. Liczy się jedynie cielesność, dobra zabawa i muzyka. Tabletki ekstazy zacierają różnice między ludźmi, płciami, wszyscy są tacy sami. Kolejną reprezentantką młodości jest tancerka go-go, Nadia (Matylda Paszczenko). Żeby tylko nie być sama, gotowa jest oddać się nawet o wiele starszemu mężczyźnie. Rzuca pustymi frazesami i pseudopsychologizuje, uciekając w ten sposób od smutku, który w sobie nosi. Od szczerości z samą sobą woli nawet destrukcyjny związek z bijącym ją opryszkiem. Świat Nadii i Victora zachwieje się, gdy okaże się, że Tim umiera na AIDS. Przez chwilę do głosu dojdą skrywane uczucia, a bohaterom spadną klapki z oczu. Czy aby na długo?

Pewną przeciwwagę dla pozbawionych ideałów młodych ludzi stanowi Nick (Przemysław Kozłowski). Po 15 latach wychodzi z więzienia, gdzie trafił za zamach na ważną osobistość. Dawny anarchista nie potrafi poradzić sobie w świecie, który go otacza. Młodym wydaje się śmieszny. Starzy znajomi z kolei  zmienili się, wypalili, zapomnieli, o co kiedyś walczyli. Helen (Grażyna Walasek), współorganizatorka napadu, jest teraz karierowiczką, dla której były przyjaciel stanowi jedynie przeszkodę w drodze do sukcesu. O przeszłości trzeba zapomnieć.

Najbardziej przykre jest chyba jednak to, że nie ma jednej osoby, którą można by oskarżyć o taki bieg spraw. Winni jesteśmy wszyscy, równocześnie sami będąc ofiarami. Nick w końcu przystosowuje się, popada w marazm. Victor wyjeżdża do Japonii w poszukiwaniu kolejnego sponsora.

Śmiech i łzy. Spektakl o pustych ludziach, wywołujący prawdziwe emocje – tego spodziewajcie się po „Polaroidach”. Doskonałe kreacje aktorskie (brawa należą się zwłaszcza Matyldzie Paszczenko) oddają charaktery bohaterów, przekonują, przybliżają człowieka. Każdy jest inny, a z drugiej strony wszyscy jesteśmy tacy sami. Śmiejąc się, śmiejemy się sami z siebie, płacząc, płaczemy nad sobą.
PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
Dziady_1_fot._Jakub_Wittchen
XXI MFSPiN: Dziady – recenzja
IMG_0864
Letnia Scena: Listy do Michaliny (foto)
IMG_4356
Prawda w Teatrze Powszechnym – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*