pogrzebanyFilmów nawiązujących do wojny w Iraku nakręcono aż nadto. Rodrigo Cortés nie powiela jednak wcześniej już stworzonych schematów i w swoim najnowszym obrazie „Pogrzebany”, przedstawia problem irackiego terroryzmu w nietypowy sposób, bo z perspektywy cywila. Na próżno szukać w tym filmie poligonów, czołgów, czy żołnierzy. Miejsce akcji i bohaterowie ograniczeni są do bardzo skromnego minimum.

  
Paul Conroy (Ryan Reynolds) to amerykański kierowca wożący pomoc humanitarną do Iraku. Po ataku przez arabskich terrorystów budzi się zamknięty w drewnianej trumnie i pogrzebany gdzieś na pustyni. W tym momencie rozpoczyna nerwowy wyścig z czasem. Ma przy sobie zapalniczkę, latarkę, ołówek i komórkę. Czy przy użyciu wspomnianych przedmiotów uda mu się wydostać z trumny?

Choć kamera ani na moment nie opuszcza skrzyni, a jedynym bohaterem ukazującym się oczom widza jest Paul, (inne postaci możemy jedynie usłyszeć podczas rozmów telefonicznych prowadzonych przez głównego bohatera), film ogląda się z zaciekawieniem aż do samego końca. Fabuła skoncentrowana jest na emocjach Paula. Razem z nim przeżywamy strach, gniew, histerię, załamanie, w końcu nadzieję. Film można więc określić jako thriller psychologiczny.

W roli głównej pojawił się Ryan Reynolds, znany do tej pory przede wszystkim z ról komediowych, (np. „Wieczny student”). Miał niełatwe zadanie, z którego udało mu się wybrnąć obronną ręką i zbudować napięcie narastającej grozy.

Twórcom bez wątpienia udało się stworzyć dzieło, które trzyma widza w napięciu przez całe 95 minut. Każda kreska mniej na wskaźniku baterii komórki i każde kolejne ziarnko piasku „wpadające” do trumny, potęgują niepokój i nerwowość wśród oglądających, bo zmniejszają szanse na szczęśliwe zakończenie. Przy użyciu niewielkich środków, udało się stworzyć obraz zaskakująco ekscytujący i jednocześnie przerażający, z kilkoma zwrotami akcji w których niejeden widz wstrzyma oddech.

Można się oczywiście czepiać szczegółów, np. dlaczego w pewnym momencie bohater ma zasięg w telefonie tylko w jednym miejscu, a potem nagle ma go już wszędzie i na jak długo może wystarczyć mu gazu w zapalniczce, skoro siedzi w trumnie ładnych kilka godzin? Jednak pomimo tych kilku detali film jest pozycją wyjątkową, którą warto zobaczyć.

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
wiedzmawojny
Wiedźma wojny – recenzja
Pozycja obowiązkowa – recenzja
podranik
Poradnik pozytywnego myślenia – recenzja
2 komentarze
  • Bartlomiej
    23 grudnia 2010 at 12:56

    na jak długo może wystarczyć mu gazu w zapalniczce, skoro siedzi w trumnie ładnych kilka godzin?

    O ile calkiem uwaznie ogladalem film. To byla wzmianka
    o tym ze zaplniczka jest na benzyne a tej mial trroche czyli „gaz” jest troche nie na miesjcu.
    Film nie spodoba sie ludziom pragnacym isc do kina obejrzec film w ktorym co chwile beda mogli obejrzec rewelacynje sceny poscigow itp.
    Jest to film dla ludzi ktorzy przez te 90 minut poczuja wiez z glownym bohaterem , i ktorzy beda chcieli poczuc to co czul „pogrzebany”
    moja ocena filmu : 7 ( na 10)

  • Anita
    2 grudnia 2010 at 10:16

    ciekawa recenzja, zachęcająca do obejrzenia filmu.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*