pozegnaniaJak opowiedzieć o śmierci bez zbędnego patosu? Trzeba być azjatyckim reżyserem pinku eiga – obrazów softporno, który zapragnął nakręcić wspaniały film.

Wiolonczelista Daigo Kobayashi traci pracę. Rozwiązuje się jego orkiestra, on sam zdaje sobie sprawę, że nigdy nie będzie wybitnym muzykiem. Wraz z żoną powraca do swojego rodzinnego miasteczka, do domu pozostawionego mu przez niedawno zmarłą matkę. Daigo znajduje w gazecie interesującą, jak mu się wydaję, ofertę pracy – w agencji turystycznej. Jednak firma NK nie zajmuje się podróżami, a przygotowaniami ceremonii pogrzebowych.

Ten japoński, kameralny film w 2008 roku podbił serca widzów na całym świecie. Co ciekawe zrealizował go twórca  gatunków pinku eiga (odpowiednik europejskiego softporno) Yôjirô Takita. Dość niespodziewanie obraz otrzymał nagrodę dla najlepszego nieanglojęzycznego filmu podczas zeszłorocznej ceremonii rozdania Oscarów.

W Pożegnaniach śmierć jest wszędzie. Nie tylko jako pewnik – każdy musi umrzeć, część życia – aby żyć trzeba jeść martwe zwierzęta, ale przede wszystkim jako rytuał przejścia. Śmierć nie jest końcem, jest nowym początkiem. Można szerzej napisać każda „śmierć” jest tylko etapem – twórcza, społeczna. Po niej zawsze następuje coś nowego, innego.

Oczywiście przy śmierci musi istnieć nierozłączna jej miłość, która przebija poprzez klatki filmu. I także ona jest różnorodna – to miłość dwojga zakochanych, rodzica do dziecka, dziecka do rodzica, pracodawcy do pracownika.

Pożegnania to także wielki pean dla obcego nam rytuału przygotowania zmarłego do pogrzebu. My, Europejczycy w XXI wieku możemy znać go w ubogiej wersji z „Sześć stóp pod ziemią”, gdzie w chłodnych pomieszczeniach zakładu pogrzebowego maluje się zmarłego. W Japonii to cały rytuał oczyszczania ciała przed oczami rodziny, który Daigo poznaje i zaczyna rozumieć.

Nie jest to zbyt mocno zaznaczone, ale rytuał zderza się z cywilizacją XXI wieku – transwestyta malowany jest jak kobieta, martwego ojca zakład pogrzebowy chce zabrać bez ceremoni po prostu wrzucając go do trumny. Kultura zaczyna przegrywać z codziennością. Przecież i orkiestra rozwiązuje się, bo ludzie do filharmonii nie przychodzą… I powrót do myśli przewodniej – może to nie koniec, a tylko pewien przejściowy etap? Dla całej kultury i jej tradycji.

Pożegnania to film stonowany, spokojny, piękny wizualnie i dźwiękowo. Zrealizowany z niezwykłym wyczuciem i smakiem. Wchodzi do kin niezauważony. Szkoda, bo warto mu się przyjrzeć. Dla sposobu pokazania śmierci bez zbędnego patosu. Dla pocieszenia, że szaleństwa współczesności to tylko etap.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
tabu
Tabu – recenzja
czarodziejka
Czarodziejka – recenzja
dobrecheci
Dobre chęci – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*