plakat_plemie

Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one – to przysłowie ludowe najlepiej oddaje schemat postępowania jednego z bohaterów debiutu reżyserskiego Myroslava Slaboshpytskiyego, Plemię. Film od kilku dni można oglądać na ekranach kin studyjnych w całej Polsce.

Sergiej (Grigoryi Fesenko) trafia do jednej z ukraińskich szkół z internatem przeznaczonej dla osób głuchoniemych. Już w pierwszych minutach swojego pobytu w nowym miejscu chłopak zrozumie, że obowiązują tam zasady, które bezwzględnie należy przestrzegać. Dzięki szybkiej aklimatyzacji i sprawnemu przejściu przez proces tzw. otrzęsin wkrada się w łaski hersztów tytułowego Plemienia. Błyskawicznie awansuje w hierarchii, lecz na drodze do jego wielkiej kariery w przestępczej bandzie staje… miłość do dziewczyny jednego z przywódców grupy.

Reżyser odważnie wkracza na europejskie salony. Jego dzieło pozbawione zostało dialogów oraz jakichkolwiek komentarzy. Bohaterowie prezentowanej historii porozumiewają się ze sobą wyłącznie za pomocą języka migowego.  Nie trzeba znać „kodu gestów”, by zrozumieć prezentowane komunikaty. I to jest właśnie największa siła Plemienia – jego przekaz cechuje uniwersalizm. Dzięki mistrzowskiej pracy kamery można bezbłędnie odczytać intencje konkretnych postaci. Często z boku przygląda się ona bohaterom i ich poczynaniom, każdorazowo jednak doskonale obrazuje trapiące ich problemy. Podobną ofertę przed laty składało widzom nieme kino. Tam również gesty i język ciała zastępowały słowo, bez którego wydaje się, że współczesna kinematografia nie miałaby prawa bytu. Slaboshpytskiy na szczęście wymyka się formalnym kliszom.

Warto również dodać, że różnice między produkcjami powstałymi przed epoką dźwięku, a omawianym tutaj obrazem są zasadnicze. W ukraińskiej opowieści nie słyszymy rozmów, nie otrzymujemy również tablic z dialogami, docierają do nas jednak dźwięki świata przedstawionego – szum liści, odgłosy chodzenia po śniegu, gwar miasta. Poza tym do współpracy zaproszono naturszczyków, którzy niczego nie muszą udawać. Oczywiście, nie można oprzeć się wrażeniu, że pozbawienie ludzi mowy jest celowym zabiegiem. Reżyser w ten sposób zestawia człowieka na równi ze zwierzętami – targają nimi te same instynkty. Być może ktoś poczuje się tym porównaniem urażony, niemniej oglądając ukraiński obraz można dojść do wniosku, że prezentowani tam bohaterowie zachowują się niczym sfora wściekłych, wygłodniałych wilków, które karmią się agresją, krzywdząc innych.

Nie chciałbym za bardzo zdradzać wątków zawartych w Plemieniu, ponieważ nawet najdrobniejszy spoiler burzy porządek proponowany przez debiutującego reżysera.  Najlepiej samemu odkrywać, kolejne coraz bardziej przerażające, niepozbawione brutalności sceny. W tym miejscu dodam jedynie, że przedstawiony na ekranie świat jest brudny, ponury i bardzo przytłaczający. Prezentowane zaś obrazki, na których widać prostytuujące się dziewczyny są jednymi z lżejszych, z którymi przyjdzie wam się zmierzyć podczas dwugodzinnego seansu. Reżyser do schematycznych elementów dorzuca swoje oryginalne pomysły, które niejednokrotnie zaskakują.

W świecie nastolatków brakuje miejsca dla osób dorosłych – uczniowie są niczym bezpańskie psy. Ich opiekunowie niby są obecni w tej opowieści, ale bardziej przyglądają się poczynaniom swoich wychowanków, niżeli reagują na nie. Niekiedy, (tak jak jeden z nauczycieli) pomagają im również w niecnych uczynkach. Bolesne jest, że młodzi napadają, katują, sprzedają się za pieniądze, a osoby, które teoretycznie są za nich odpowiedzialne, nie chcą zwracać uwagi na swoich wychowanków. Również przez tego typu zachowania jestem przekonany, że gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe, nikt od razu nie poderwie się z siedzenia – obraz ten naprawdę wgniata w fotel.

Plemię to jedno z tych dzieł, o których powinno się długo i głośno mówić. Zdecydowanie zachęcam do wybrania się na ten tytuł – gwarantuję, trudno o nim zapomnieć. Uniwersalizm opowieści stwarza pole do zastanowienia się nad otaczającą nas rzeczywistością. Przecież podobnej degrengolady nie brakuje również w Polsce. Media na każdym kroku trąbią o kolejnych wybrykach młodzieży, która urządza sobie różnego rodzaju „atrakcje”. Papierek lakmusowy współczesnego, zezwierzęconego świata?

Szukasz ciekawych filmów? Kliknij!

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
dzikiehistorie
Dzikie historie – recenzja
koriolan
Koriolan – recenzja
kapitanameryka
Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*