pina

Trudno jednoznacznie ocenić ten trójwymiarowy film dokumentalny. To po prostu hołd złożony wybitnej choreografce i tancerce, Pine Bausch.

Przez ponad sto minut na ekranie widzimy fragmenty spektakli do których choreografię układała Pina. Wśród nich znalazły się Cafe Muller i Święto wiosny. Przedstawienia przeplatają się ze wspomnieniami aktorów – tancerzy, którzy opowiadają o zmarłej. Dodatkowo całość wzbogacono materiałami archiwalnymi z udziałem artystki, a także scenami tańca w przestrzeni publicznej.

Wim Wenders jednoznacznie stworzył laurkę. Pokazał Pinę Bauch, jako kobietę owładniętą pasją tańca. Wszelkie wypowiedzi są nastawione właśnie na jedno – opowieść o pozytywnej obsesji baletem, ruchem, choreografią. Szkoda, że brakuje tu drugiej – zapewnie istniejącej, mrocznej strony, ale jak powiadają – o zmarłych mówi się dobrze, albo wcale.

Pinę trzeba wyłącznie oglądać i przeżywać. W warstwie opowieści niewiele tu się dzieje, w warstwie muzyki obrazu, ruchu wręcz przeciwnie. Kino dla koneserów baletu nowoczesnego, inni nie będą wstanie wytrzymać do końca.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
uprowadzona2
Uprowadzona 2 – recenzja
kochalemja
Kochałem ją – recenzja
mrocznyrycerz
Mroczny Rycerz powstaje – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*