11 maja 2021 roku, nakładem wytwórni Otake Records, światło dzienne ujrzał debiutancki album palms palms „Plant Serum”. Pochodzący z Brzezin artysta pierwsze kroki na płaszczyźnie muzycznej stawiał w Łodzi. Od ostatnich trzech lat zamieszkuje w Warszawie i to właśnie tam znalazł inspirację do stworzenia swojego debiutanckiego, długogrającego materiału.

Piotr Podgajny, bo tak naprawdę nazywa się palms palms, rozpoczął swoją przygodę muzyczną od wydania EPki „palms palms” w 2019 roku. Materiał zawierał pięć utworów oscylujących w klimatach ambientu i downtempo. Jeszcze w tym samym roku zaprezentował maxi-singiel „tong”, w skład którego, poza kawałkiem tytułowym, weszły jeszcze dwa – „lomi” i „twey”. Oba wydawnictwa pozostawiły po sobie duży niedosyt, ale na całe szczęście „Plant Serum” oferuje nam dużo więcej niż tylko dwadzieścia minut eksperymentalnej, elektronicznej sjesty.

„Plant Serum”, składający się z dziesięciu wysublimowanych brzmieniowo muzycznych leków, to prawdziwy roślinny farmaceutyk. Palms palms w pewnym sensie konsekwentnie kontynuuje drogę, jaką obrał w przypadku swoich dwóch wcześniejszych wydawnictw, z tą jednak różnicą, że na nowym materiale wszelkie zastosowane przez niego patenty z przeszłości zyskują świeższy wydźwięk. Autor zabiera nas w podróż prowadzącą od samych korzeni po czubek dojrzałych kwiatów. Koncepcja idealnie zamyka się w samych tytułach utworów. Zaczynamy od pielęgnowania korzeni, bo to fundament naszej masy. Następnie przechodzimy w fazę karmienia i melancholijnej kontemplacji. Wraz z rozwojem wypadków „muzyczne dziecko” zaczyna rosnąć i wydobywać soki z każdego zakamarka swojej materii. W połowie drogi napotykamy na refleksję, a raczej zdecydowany osąd – kwiat może w pełni dojrzeć i być piękny, jeśli cierpi. Ból towarzyszy nie tylko artystom, ale przede wszystkim odbiorcom ich dzieł, dlatego w pewnym momencie, po nabraniu doświadczenia, musimy zrzucić balast, który spowalnia działanie naszego organizmu. Kiedy wyrwiemy się ze stagnacji i osiągniemy mentalny spokój, pozostanie nam jedynie wybór „tej” lub „tamtej” drogi. Której nie wybierzemy, i tak w finale doczekamy się dotyku uczucia – w tym przypadku muzycznego serum, którego korzenie sięgają głęboko, a którego kwiat rozpościera się szeroko nad naszymi głowami.

„Plant Serum” to album niezwykle dojrzały jak na długogrający debiut. Ponadto, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że palms palms wyświetla się na muzycznej mapie Polski od niespełna dwóch lat, niniejsze wydawnictwo robi jeszcze większe wrażenie. Dodatkowym atutem płyty jest jej szata graficzna autorstwa łódzkiej artystki – Pauliny Kobyłeckiej.

Otake Records zaprosiło na swój pokład artystę, który jeszcze zaskoczy. W planach ma jeszcze kilka produkcji, niekoniecznie na swoje macierzyste albumy, które będzie nam dane usłyszeć już niebawem. Tymczasem zapraszam na „Roślinne serum”, którego aura powinna towarzyszyć Wam aż do końca lata.

autor recenzji Aleksander Biegała

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
gmf20109
Geyer Music Factory – Gdańsk Philharmonic Brass (foto)
IMG_5275
Fair Weather Friends & JÓGA w DOMu (foto)
_MG_9683
Ørganek w Wytwórni (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*