lopta2012ŁóPTA to jedna z tych platform, które umożliwiają kompletny kontakt z teatrem. W ciągu trzech dni, czasem od samego rana do późnego wieczora, pochłaniać można spektakle, dodatkowo w śmiesznie niskiej cenie (w tym roku bilet kosztował 3zł), a także uczestniczyć w forach dyskusyjnych.

Najciekawszy jednak pozostaje fakt, że wszystkie uczestniczące grupy to teatry amatorskie, przez co widzowie i jury obserwować mogą jakby zapisywanie się czystych kart, wykształcanie się, tworzenie, rodzenie jednostek świeżych i nowych.

Sobota przedstawiła się dość ambiwalentnie – z jednej strony widziałam R&J Teatru California , sztukę puszczającą do widza zawadiackie oko, natomiast na odległym biegunie zagnieździła się Elektra Teatru PST – z gwałtem dokonanym na odbiorcach.

R&J jawi się jako luźna adaptacja historii miłosnej Romea i Julii. Teatr California jednak melancholię i wzniosłość zastąpił buntem okraszonym dużą dawką humoru. To nadal opowieść o miłości, ale podana w sposób bardziej otwarty, współczesny. Jest tu wiele swobody i niezależności, bezpretensjonalnego żartu. Spektakl żyje i oddycha.
Przedstawienie to z pewnością przypadnie do gustu osobom szukającym w teatrze przyjemnych doznań rozweselających wnętrze.

Myślę, że to po prostu dobrze skonstruowany przez Piotra Maszorka spektakl, który wokół konkretnej, wszystkim znanej historii dopisuje nowe treści, ukazuje ją w subiektywnym świetlne. Łączy się poważne kwestie z figlarnymi mrugnięciami w stronę widza. Oczywiście jest parę szczegółów, które można by poprawić, jak choćby kwestie dykcji, ale nie wpływały one znacząco na odbiór całego przedstawienia.Szczególnie ciekawym elementem, który pięknie R&J wypełnia jest muzyka grana na żywo, ponadto warto dodać, że są to nowe aranżacje piosenek grupy CKOD – za to mój duży subiektywny plus.

To kompetentne i biegłe przekształcenie Szekspira. Dużą zasługę ma w tym gra zespołu, który dowiódł, że jest świadomy swego warsztatu aktorskiego i potrafi z niego umiejętnie korzystać. Szczególną uwagę przyciągali mężczyźni, w głównej mierze – Remigiusz Pilarczyk oraz Nikodem Księżak. Z pewnością zasługują na wyróżnienie, ciężko bowiem odmówić im charyzmy. Charakteryzują się magnetyzmem, który intryguje i przyciąga widza. Posiadają zdolność naturalnego wcielania się w postać, formują w palcach swoich bohaterów niczym plastelinę. W przypadku Księżaka to samo powiedzieć można odnośnie Elektry, w której również przyszło mu występować.

Z Elektry mam natomiast dwojakie wrażenia. To projekt, o którym ciężko wypowiedzieć się, składając przejrzyście myśli w słowa. Na pewno intryguje koncepcja, mnogość pomysłów, połączeń. Jest to spektakl, który z założenia ma być nieprzyjemny, Błażej Tokarski, który sztukę reżyserował, mówi: Jestem wyznawcą teatru, który ma raczej boleć niż smakować.  Ale przecież właśnie nie o to, by się podobać, ale by wywoływać reakcje, najlepiej skrajne, chodzi. 
Z pewnością jest w Elektrze dużo patosu, który nierozłącznie stapia się z opracowywanym tematem. Jednocześnie nie wiem, czy niektóre elementy nie były zbyt sztuczne, monologi trochę nienaturalne. Wynika to pewnie z faktu, że aktorzy dopiero zaczynają z teatrem swą przygodę, choćby dla Pauliny Kamockiej, która wciela się w tytułową postać, był to pierwszy spektakl.

Braków warsztatowych jest niestety niemało, niektóre sceny są zbyt rozwlekłe. Fascynuje jednak otwarcie na ekshibicjonizm emocjonalny i odwaga przeżywania.

Elektra jest historią o chorobliwej żałobie, seksualnej perwersji i niemożliwości transgresji płciowej. Punktem wyjścia dla scenariusza jest Elektra Eurypidesa, ale mamy tutaj też elementy biblijne, Kane czy Madonnę. Na pierwszy rzut oka te połączenia mogą wydać się niejasne, jednak spektakl upłynnia je, sprawia, że łączą się w jedną całość.

Do komplikacji dochodzi na płaszczyznie nie samej historii, ale sposobu w jaki zostaje opowiedziana. Masochizm, cierpienie, ból są kwestią oczywistą i ich przelewanie się na widza jest jak najbardziej uzasadnione. Jednak obok tego znajdziemy dużo elementów daremnych, zbędnych, drażniących. Jakby niektóre sceny nie zostały do końca przemyślane, rozplanowane, zdarza się, że mnogość środków rozprasza, nie pozwala odpowiednio skoncentrować uwagi. Myślę, że dopracować należałoby także postaci. Elektrze, która stanowi główną oś tego spektaklu, poświęcono najwięcej uwagi, ale myślę, że innych bohaterów, szczególnie na tym pierwotnym etapie pracy z aktorem, powinno obdarzyć się większym zainteresowaniem. Problem leży chyba właśnie w relacji reżyser-aktor, ich wizjach, zaufaniu, świadomości. Jeśli to podłoże zostanie dopracowane zniknie problem płaskości, sztuka nabierze głębokiego charakteru, wzmocni się jej kręgosłup. Bo kontrowersji i frapujących skrajności nie trzeba ich uczyć.

W przypadku teatru dochodzi do zerwania wszelkich barier i zawiązania najpełniejszego, bezpośredniego kontaktu. Zarówno aktor, jak i widz są obnażeni. Formuje się bardzo ścisła i bardzo niebezpieczna relacja. Obie strony są na siebie niezwykle wyczulone, mogę wzajemnie obserwować i komentować swoje ruchy, gesty. Myślę, że ŁóPTA świetnie koresponduje z ideą teatru.

Zobacz także:

ŁóPTA 2012 – informacje, program

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
IMG_1860
Festiwal Teatralny Retroperspektywy 2014 – dzień 1 (foto)
DSC_1991
Warsztaty teatralne w WODN w Łodzi (foto)
_MG_0042
Bękarty stand-upu w Łodzi (foto)

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*