onaZachwyty nad najnowszym dziełem Spike Jonze’a mogą nieco dziwić. Ona to produkt przewidywalny i wtórny. Podobny pomysł wykorzystano i to w dużo ciekawszy sposób przecież w… serialu Teoria wielkiego podrywu.

On (Joaquin Phoenix) – introwertyk ze zranionym sercem. Pracujący w firmie „produkującej listy”. Nie mogący poradzić sobie z samotnością, coraz bardziej bojący się kobiet. Nie potrafiący żyć z drugą płcią w świecie realnym. Ona – inteligentny, samodoskonalący się nowoczesny system operacyjny. Co łatwo przewidzieć z czasem ich kontakt zamieni się w niecodzienny wirtualny romans. A za tym pójdą pytania dotyczące technologii, wolności, człowieczeństwa, miłości. Wszystko piękne, ale…

To już było. Chociażby kilka lat temu serialu komediowym Teoria Wielkiego Podrywu introwertyczny astrofizyk Rajesh Ramayan „Raj” Koothrappali, mający problemy z kontaktami z płcią przeciwną kupuje telefon z inteligentnym systemem operacyjnym o ponętnym głosie. I także tu rozpoczyna się płomienny romans – tym razem w iście komediowym stylu. Właśnie styl, a raczej jego brak, to jeden z wielu elementów, które możemy zarzucić filmowi Ona. Mamy tu zbyt wiele pompatycznych sformułowań żywcem wziętych z książek Paolo Coelho, prawd prezentowanych w sposób łopatologiczny. I wciąż, ale to wciąż wszechobecną przewidywalność.

Całość nieco ratuje główny bohater – przyciąga widzów gra aktorska Joaquina Phoenixa i tyle. Reszta niestety jest miałka i… banalna historia z banalnym zakończeniem. Najkrócej rzec ujmując „miłość jest bliżej, niż myślimy”, „świat cyfryzacji odczłowiecza” etc. Niczym ze sztambucha dwunastolatki. Znamy to wszystko, widzieliśmy w dużo lepszym wykonaniu (tu należy wspomnieć rewelacyjnym filmie Miłość Larsa z Ryanem Goslingiem, z którego inspiracje mógł czerpać Spike Jonze).

Ona to duże nieporozumienie, zbyt wiele tu wtórności i przewidywalności. Niezrozumiałe dla mnie zachwyty nad czymś, co już było i to w dużo lepszym wykonaniu.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
pokusa
Pokusa – recenzja
epicentrum
Epicentrum – recenzja
Transformers_3_plakat
Transformers 3 – recenzja
1 Komentarz
  • Marcin
    17 marca 2014 at 14:45

    Jak się nie umie czegoś konstruktywnego napisać,to najlepiej obrzucić błotem. Jakież to nasze polskie typowe..
    To film o samotnosci przede wszystkim nie o miłosci..
    Niezrozumienie przebija z każdego słowa receznji..

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*