obywatelNajnowszy film Jerzego Stuhra to jeden z najbardziej wyczekiwanych polskich tytułów tego roku. Wielkie oczekiwania, odliczane dni do premiery, i wreszcie jest! Obywatel oficjalnie otworzył tegoroczne 19. Forum Kina Europejskiego CINERGIA.

Bohaterem tej opowieści mógłby być każdy. Prawie każdy. Los jednak chciał, że padło na Jana Bratka. Jak zdefiniować tę postać? Polak. Oportunista. Chorągiew – w swoim życiu wcielał się w wiele ról. Jego narodowość podkreślona zostaje m.in. w finałowej scenie filmu. Jeśli chodzi o dwa kolejne rzeczowniki to świetnie się one ze sobą uzupełniają. Bratek był w swoim przeszło pięćdziesięcioletnim życiu m.in. mleczarzem, pracownikiem biura podróży, kierownikiem w fabryce zbrojeniowej, członkiem PZPR-u, działaczem „Solidarności”, nauczycielem, czy przykościelnym rzecznikiem ds. trudnych – nie da się ukryć, to bohater elastyczny. Co ciekawe, wszystkie jego działania dziwnym trafem kumulują się w momencie, gdy w Polsce dochodzi do ważnych wydarzeń historycznych.

Podobny przypadek przed laty został zobrazowany w USA. Wówczas Robert Zemeckis stworzył Oscarowe dzieło Forrest Gump. Życie bohatera, w którego wcielił się Tom Hanks również zawsze łączyło się z najważniejszymi wydarzeniami Stanach Zjednoczonych. Nie da się uniknąć porównań. Niestety, polska produkcja nie do końca się udała. Owszem, jak na komedię przystało, w filmie pojawia się wiele zabawnych scen jak chociażby otwierająca, gdzie Bratek w telewizji zapewnia jakim to jest wierzącym katolikiem, by chwilę później polec w starciu z telefonującą do studia „Kasią z Puław”. Fragmentów wywołujących rechot jest wprawdzie jeszcze kilka, niemniej są one szyte bardzo grubymi nićmi. Podobnie jest z filmowym bohaterem. Wiele jego perypetii to utarte schematy i stereotypy, które już wcześniej mieliśmy okazję oglądać. Żeby nie być gołosłownym wystarczy przytoczyć fragment z księdzem zabawiającym się z prostytutkami, plajtujące biuro podróży, czy śmietnik na nauczycielskiej głowie. Rozumiem, że Jerzy Stuhr chciał stworzyć Polaków portret własny, niemniej nie mogę pojąć jak tak doświadczony i świadomy twórca mógł do tego celu wykorzystać aż tyle klisz. A przez nie Obywatel staje się zbiorem scen. Z jednej strony mają one widzowi zapewnić rozrywkę, z drugiej poruszyć ich serca, gdyż perypetie Bratka rozgrywane są na tle najważniejszych wydarzeń w historii Polski. Ot taki słodko-gorzki komediodramat, który bawi i edukuje – niestety po seansie odczuwamy więcej goryczy.

Pisząc o stereotypach mam przede wszystkim na myśli problem rasizmu i antysemityzmu. Powszechnie wiadomo, że nasi krajanie tolerują innych, jak abstynent wódkę. Inna sprawa jednak wiedzieć i być świadomym, a ukazywać to w tak pretensjonalny sposób jak uczyniono to w Obywatelu. Można mieć żal do reżysera i scenarzysty w jednej osobie, iż do wielu kwestii podszedł po linii najmniejszego oporu. Podobnie jest z jego bohaterem. 13 grudnia 1981 – Jasiu idzie po cukier do sąsiadów i… trafia do aresztu. Władza ma go za przestępcę, współwięźniowie za konfidenta. Jest rok 1968, Bratek w przeddzień wydarzeń marcowych zbliża się do pewnej młodej Żydówki – ona w latach późniejszych będzie powracać do niego w jego erotycznych snach. Podobnych scen można przywoływać znacznie więcej. Tak właśnie zbudowany został Obywatel. Pomysł na historyczne kalendarium na tle dramatu jednostki jest interesujący, brak w nim jednak chronologii i logiki. W związku z powyższym trudno kibicować tej postaci, przywiązać się do niej. Nie można mieć zastrzeżeń do gry aktorskiej, bowiem sztafeta pokoleń, którą reprezentują Jerzy i Maciej Stuhrowie sprostała zadaniu. Obaj sprawnie zagrali polskiego nieudacznika o niesamowitym szczęściu. Dla mnie jednak i tak największym wygranym produkcji jest Piotr Głowacki. Aktor wprawdzie na ekranie pojawia się raptem na kilka minut, ale w tych chwilach, gdy mamy przyjemność go oglądać, kradnie obraz dla siebie. Szkoda, że więcej fragmentów nie zostało zbudowanych na podobnej zasadzie. 

Obywatel osobiście mnie zawiódł. Nie oznacza to jednak, że jest to film zły. Po prostu, nie wniósł nic, o czym wcześniej byśmy nie wiedzieli. Czy szokuje? Ortodoksyjnych wyznawców, którym mówi się, jak mają myśleć, z pewnością tak. A pozostałych? Czasem bawi, czasem wywołuje zobojętnienie – film Jerzego Stuhra przedstawia portret typowego Polaka, sam zaś świetnie obrazuje polskie kino rozrywkowe – są momenty, ot co.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
bigshort
Big Short – recenzja
zakochanygoethe
Zakochany Goethe – recenzja
broken
Broken – recenzja
1 Komentarz
  • Radek
    12 listopada 2014 at 18:38

    On szedł po sól 13 grudnia, nie cukier 😐

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*