odziewczynie

Wampirów, a właściwie wampirzyc, w takim wydaniu na kinowym ekranie chyba jeszcze nie widzieliście, a na pewno nie w ostatnich latach. Kto posądziłby młodą dziewczynę jeżdżąca nocami na deskorolce i ubraną w czarną pelerynę – czador o bycie krwiopijcą? A jednak. Do tego irańskie miasteczko – Bad City, w którym żądzą narkotyki oraz prostytucja i mamy na naszych ekranach coś świeżego, choć po „Co robimy w ukryciu” wydawałoby się, że w kwestii wampirów znów przez dłuższy czas trudno będzie o coś nowego. Tą nowość przyniosła nam pochodząca z Iranu Ana Lily Amirpour, której produkcja „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” właśnie rozgościła się na dużym ekranie.

„O dziewczynie, która…” to historia Arasha (Arash Marandi), chłopaka żyjącego z ojcem narkomanem, który wracając nocą z imprezy spotyka krążącą po mieście wampirzycę (Sheila Vand). Oczywiście nie wiedząc kim jest Dziewczyna po prostu nawiązuje z nią znajomość. Bohaterka ta ma zaś na swoim sumieniu kilka żyć, najczęściej ludzi wykolejonych: przestępców czy narkotykowych dilerów, na których dokonała aktu zemsty. Fabularnie film ten nie jest skomplikowany czy wielowątkowy, w zasadzie nie ma zaskakujących zwrotów akcji, a historia sama w sobie nie wciąga.  Pokusiłabym się raczej o stwierdzenie, że mniej w tym kinie treści, zdecydowanie więcej natomiast formy.

Właściwie forma, realizacja tego obrazu i jego klimat to elementy, które tu dominują i zgarniają w trakcie seansu całą uwagę widza. Jednocześnie są one tymi mocniejszymi elementami filmu sklasyfikowanego jako twór z pogranicza horroru i romansu. Ana Lily Amirpour, która nota bene debiutuje w fabule, serwuje nam czarno-biały obraz dokładając do niego zabawę kadrami, ich ostrością i światłem. Ujęcia są minimalistyczne, mało w nich dynamiki, co zaś można zarzucić twórczyni to to, że mamy kilka dłużyzn, niekoniecznie potrzebnych.

Natomiast sam klimat „O dziewczynie, która…” jest wyjątkowy. Oczywiście wspomniana wcześniej realizacja dokłada sporą cegiełkę do panującej na ekranie atmosfery, ale dużo robi także soundtrack i główni bohaterowie, którzy są nietuzinkowi. Grająca Dziewczynę – wampirzycę Sheila Vand mocno przyczynia się do stworzenia na ekranie niepokojącego, gęstego nastroju, któremu blisko do tego znanego z horrorów. Co wspólnego ma również ta produkcja z horrorem to kilka dosadnych, niezbyt przyjemnych scen. W końcu czołową postacią jest tu krwiopijca, nie zdziwcie się więc, gdy zobaczycie dalekie od subtelności sceny ataków naszej wampirzycy na innych ludzi.

Skoro zaś mowa o bohaterach to mamy w tym filmie jeszcze jedną wyrazistą, choć drugoplanowa postać – kota, którego właścicielem stał się Arash. Zwierzę towarzyszy rozgrywającym się wydarzeniom przez cały czas, a nawet kradnie uwagę widza w jednej z końcowych scen, gdy wraz z Dziewczyną i Arashem siedzi w samochodzie. Wielbiciele kotów na pewno wyłapią zabawną grę aktorską tego niemego aktora, który zresztą świetnie pasuje do koncepcji całej produkcji.

Produkcji, która jest kinem specyficznym i trochę surrealistycznym, wartym docenienia za nastrój i estetykę. Nie sądzę by trafiła ona do szerokiej widowni, ale jest i pewnie będzie zauważona przez wielbicieli obrazów, w których dominuje forma oraz łączą w sobie konwencje i klimaty.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
zupelnieinnyweekend
Zupełnie inny weekend – recenzja
zamieszkajmy
Zamieszkajmy razem – recenzja
Tożsamość – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*