nocnyposcigDobre kino sensacyjne ma prostą regułę – wystarczy zatrudnić dwóch klasowych aktorów, skonfliktować ze sobą grane przez nich postaci i wrzucić je w wir strzelanin, pościgów i wszechobecnej przemocy.

Dreszcze są tym większe, jeśli widz nie będzie do końca przekonany, któremu z głównych bohaterów kibicować bardziej. Najlepszym tego typu dziełem wciąż pozostaje niezastąpiona „Gorączka” w reżyserii Michaela Manna, z Alem Pacino i Robertem de Niro w rolach głównych. W tym klasyku lat ’90 doszło do pojedynku między policjantem a złodziejem. W „Nocnym pościgu” po przeciwnych stronach barykady staje dwóch gangsterów, niegdyś bliskich przyjaciół, których motto brzmi: szacunek po drugie, lojalność po pierwsze.

Jimmy „Grabarz” Conlon jest płatnym mordercą, który odwala brudną robotę na zlecenie szefa mafii – Shawna Maguire’a. Sytuacja pomiędzy gangsterami komplikuje się, kiedy syn bossa ginie z rąk Grabarza.

Szacunek. Pierwszy wątek dotyczy wieloletniej, męskiej przyjaźni. Jimmy i Shawn rozpamiętują rzeczy lepsze i gorsze. Tych gorszych jest niestety dużo więcej. Na twarzach dobrego Neesona i świetnego (jak zawsze) Harrisa malują się duchy przeszłości. Aktorzy bez najmniejszego problemu udźwignęli ciężar granych przez siebie postaci. Zwłaszcza ten drugi. Ed Harris zdecydowanie lepiej wypada w rolach twardych, bezkompromisowych facetów, dla których zasady to najważniejsza część egzystencji. Liam Neeson przez ostatnią dekadę dał się zaszufladkować jako samotny mściciel. Jego kreacja nie wnosi nic świeżego do jego bogatej filmografii.

Lojalność. Jimmy wybiera dobro własnego syna, próbuje zmyć z siebie złe uczynki i powrócić na dobrą drogę, ale jak sam mówi – wyrządzone grzechy nie uchodzą na sucho. To właśnie relacja ojca z synem pozwala Liamowi Neesonowi uszlachetnić graną przez niego postać, a Joela Kinnamana wznosi na poziom znacznie wyższy od tego, który prezentował w swoich wcześniejszych filmach.

Całość to sprawnie zrealizowane kino sensacyjne z elementami thrillera, trzymające w napięciu do ostatnich minut. Reżyser – Jaume Collet-Serra sięga tu nawet po inspiracje takimi filmami, jak chociażby „Droga do zatracenia” Sama Mendesa. Postać grana przez Commona (płatny zabójca o nazwisku Price) do bólu przypomina tę, którą popełnił Jude Law.

Dawno nie mieliśmy okazji oglądać tak dobrego filmu w swoim gatunku. Jedyny mankament stanowią krótkie, pojedyncze sceny przenoszące nas z jednego zaułka Nowego Jorku do drugiego. Zastosowany tam efekt psuje surowość i prostotę historii. Na szczęście tego typu zabiegów jest tu niewiele. Jeśli „Gorączka” Michaela Manna jest absolutnym klasykiem kina sensacyjnego dla starszego pokolenia, to „Nocny pościg” będzie przy niej jedynie dobrze wykonaną wizytówką dla dzisiejszych widzów. To komplement, ponieważ trudno w dzisiejszych czasach o sprawne, męskie kino.

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
ksiegowy
Księgowy – recenzja
holymotors
Holy motors – recenzja
habemus
Habemus Papam – mamy papieża – recenzja

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*