niezniszczalniKilkanaście gwiazd kina akcji ze Sylvestrem Stallone na czele w jednym filmie. Sentymentalnie, jednakże spóźnione o przeszło dziesięć lat.

  

Bohaterowie ulubionych filmów z lat 80-90: Sylvester Stallone, Dolph Lungren, Arnold Schwarzenegger, Mickey Rourke, Bruce Willis, Eric Roberts, Jet Li wspierani przez młodszych: Jasona Stathama, Steve’na Austina, Randy’ego Couture, Terry’ego Crews’a. To mówi wszystko.

Nie ma sensu opowiadać tutaj historii, wiadomo co będzie się działo. „Niezniszczalni” opowiadają o grupie najemników, specjalistów od brudnej roboty. Nie boją się odbić zakładników z rąk terrorystów, czy też walczyć z dyktatorem w bananowej republice. To typowe kino akcji, przy którym myśleć nie trzeba. Co pięć minut strzelanina i wybuchy, co dziesięć cięte riposty jednego z bohaterów. Najważniejsze są nazwiska i relacje legendy produkcji sensacyjnych sprzed lat pojawiających się na ekranie.

Najważniejszą sekwencją, nie dla opowieści a historii kina, jest spotkanie dwóch megagwiazd lat 80. – Stallone i Schwarzeneggera. Ich wspólny trzyminutowy występ kradnie całe „show”. Docinki jednego w kierunku drugiego, nawiązania do życia realnego aktorów, a także ich wcześniejszych ról. Na tę chwilę wielbiciele kina czekali jakieś trzydzieści lat.

No właśnie, czuć że obraz powstał co najmniej dziesięć lat za późno. Wielu młodszych widzów może nie kojarzyć napięcia, jakie istniało przed laty na linii Stallone – Schwarzenegger. Nazwiska Lungren, czy Roberts także mogą wydawać im się nieco egzotyczne. W dodatku sześćdziesięcioletnie gwiazdy nie wyglądają już tak imponująco, jak jeszcze kilkanaście lat temu.

Za miłe zaskoczenie można uznać Dolph’a Lungren’a. Mimo że nigdy nie było to dobry aktor w filmie prezentuje się nader interesująco i jest jednym z bardziej charakterystycznych i zapadających w pamięć bohaterów drugiego planu. Należy pochwalić Stallone za pomysł. Z przeciętnego w gruncie rzeczy filmu zrobił show. Zaprosił ikony akcji, aby zagrały nawet najbardziej epizodyczne role. Bez tego o tejże produkcji niewiele ciekawego można by opowiedzieć.

Szkoda, że nie zagrali w „Niezniszczalnych” Van Damme i Seagal (podobno obaj zrezygnowali z występu w tej produkcji), czy też jeszcze do nie dawna ikona współczesnego kina akcji Van Diesel. Najbardziej szkoda jednak, że nie pojawia się tu Chuck Norris, no ale wiadomo Chuck „Niezniszczalnych” pokonałby jednym mrugnięciem powieki.

To nie jest wybitny film, nawet jak na standardy kina akcji. To podróż sentymentalna dla prawdziwych twardzieli z puszką piwa  w dłoni i tłustym półmiskiem mięsa na talerzu.

ZOBACZ INNE RECENZJE PREMIER FILMOWYCH

 

PODZIEL SIĘ
POWIĄZANE POSTY
holymotors
Holy motors – recenzja
Suspiria – recenzja
mlodosc
Młodość – recenzja
1 Komentarz
  • 9 kwietnia 2014 at 22:25

    ’To nie jest wybitny film, nawet jak na standardy kina akcji. To podróż sentymentalna dla prawdziwych twardzieli z puszką piwa w dłoni i tłustym półmiskiem mięsa na talerzu.’ – Nie zgadzam się.

ZOSTAWIĆ KOMENTARZ

*